2026 to nie pierwszy raz, gdy chrześcijanie próbowali zawłaszczyć Stany Zjednoczone

(The Conversation) — Wśród obchodów 250. rocznicy powstania Stanów Zjednoczonych rosną w głośniejszy sposób tezy o religijnym, a przede wszystkim chrześcijańskim charakterze kraju, które pojawiają się w dyskursie politycznym.

W maju 2026 roku przewodniczący Izby Reprezentantów Mike Johnson i inni prominentni urzędnicy wzięli udział w nabożeństwie w Waszyngtonie, w Dystrykcie Kolumbii. Johnson oświadczył: „Niniejszym ponownie poświęcamy Stany Zjednoczone Ameryki jako jedno państwo pod Bogiem.” Choć organizatorzy odwoływali się do dziedzictwa „żydowsko-chrześcijańskiego” narodu, większość duchownych obecnych na wydarzeniu pochodziła z tradycji chrześcijaństwa ewangelikalnego. W nagranym wcześniej wideo prezydent Donald Trump czytał z Nowego Testamentu, z 2 Listu do Koryntian.

Wielu zwykłych Amerykanów, którzy uczestniczyli w nabożeństwie, wydawało się dostrzegać pragnienie powiązania USA z chrześcijaństwem. Jeden z uczestników powiedział reporterowi, że USA „zostały założone na chrześcijańskiej doktrynie”, inny zaś utrzymywał, iż to „ważna rzecz dla naszego narodu, po prostu aby Chrystus był na pierwszym miejscu.”

Ludzie słuchają chrześcijańskiej muzyki uwielbieniowej podczas Rededicate 250 na National Mall, 17 maja 2026 r., w Waszyngtonie, D.C.
AP Photo/Julia Demaree Nikhinson

Te idee nie ograniczały się do jednego wydarzenia. W przemówieniach i modlitwach podczas publicznych imprez sekretarz obrony Pete Hegseth ogłosił, że Stany Zjednoczone to „jedno państwo pod Bogiem.” W lutym 2026 r., na konwencji chrześcijańskich nadawców, oświadczył, że „Chrystus jest Królem” i twierdził, iż «istnieje bezpośrednia ciągłość od Ewangelii Starego i Nowego Testamentu chrześcijańskich Ewangelii do rozwoju Zachodniej cywilizacji i Stanów Zjednoczonych Ameryki».

Na pierwszy rzut oka te wypowiedzi mogą wyglądać na triumfalistyczne deklaracje, które łączą sukces kraju w ciągu ostatnich 250 lat z wiarą chrześcijańską. Jednak jako historyk chrześcijaństwa w Stanach Zjednoczonych dostrzegam, że takie wypowiedzi często pojawiają się w momencie, gdy chrześcijańscy Amerykanie odczuwają zupełnie inne emocje niż triumf.

Wojna domowa i zobowiązanie wobec Boga

Gdy Stany Zjednoczone pogrążały się w wojnie secesyjnej w 1861 roku, zarówno Unia, jak i Konfederacja dążyły do powiązania swojej strony z Bogiem. Preambuła Konstytucji Konfederatów wskazywała na pragnienie „łaski i prowadzenia Wszechmogącego Boga” dla ich nowego rządu.

Na północy duchowny z Pensylvanii, M.R. Watkinson, z sukcesem lobował za dodaniem odniesienia do Boga na monety. Watkinson uważał, że naród jest winny „wyrzuceniu Boga” i nawoływał sekretarza skarbu do składania religijnych deklaracji. To miałoby „otwarcie postawić nas pod boską ochroną”, zauważył.

Trzy lata później, podczas gdy wojna nadal trwała, grupa składająca się z przedstawicieli głównych protestanckich wyznań na Północy domagała się zmiany w preambule Konstytucji USA. Członkowie tej grupy chcieli stwierdzić, że Amerykanie uznają „Wszechmogącego Boga jako źródło wszelkiej władzy i władzy w rządzie cywilnym” i chcieli „uformować chrześcijański rząd.”

Choć poprawka nie została ratyfikowana w czasie wojny domowej, wysiłki na północy i na południu ukazały, w jaki sposób egzystencjalny kryzys polityczny popycha język o Bogu do sfery rządzenia.

Dążenia do uznania Ameryki za chrześcijańską

Niebawem po zakończeniu wojny secesyjnej protestanccy chrześcijanie w USA dostrzegli nową groźbę. Od lat siedemdziesiątych XIX wieku ateizm i obojętność wobec religii stały się popularne, zwłaszcza wśród młodszych intelektualistów. Rosnąca liczba imigrantów katolickich i żydowskich wprowadziła większą różnorodność religijną.

Obawiając się utraty znaczącego wpływu i wpływów, gorliwi protestanci odnowili wcześniejszą kampanię mającą na celu wpisanie ich wyznań do Konstytucji.

Oprócz dodania odniesień do Boga i Jezusa w Konstytucji, ich proponowana poprawka stwierdzała, że Biblia jest „ najwyższą zasadą postępowania narodów”.

Było to sprzeczne z przekonaniami katolików, którzy traktują nauczanie kościoła i tradycję, a także Biblię, jako źródła władzy religijnej. Silny nacisk na Biblię jasno pokazywał, że poprawka była skierowana głównie do protestantów.

Wśród zwolenników poprawki znaleźli się William Strong, sędzia Sądu Najwyższego. W 1873 roku Strong zasugerował, że Konstytucja musi stać się „wyraźnie chrześcijańska” albo chrześcijaństwo zostanie „wymazane” ze wszystkich amerykańskich instytucji.

Ostatecznie chrześcijańska poprawka nie powiodła się, w dużej mierze dlatego, że nie wszyscy Protestanci ją popierali. Jednak lęk przed rosnącą różnorodnością i pogłębiającą się obojętnością skłonił wielu Amerykanów do uznania konieczności wpisania chrześcijaństwa do Konstytucji.

Naród pobożny z obawami zimnowojennymi

Napięcia po II wojnie światowej i początek zimnej wojny przyniosły kolejny wzrost retoryki chrześcijańskiej w życiu obywatelskim USA.

W 1954 roku prezydent Dwight Eisenhower podpisał ustawę dodającą do przysięgi narodowej frazę „under God”. Oświadczenie podpisania prezydenta zaznaczało, że ta fraza reprezentuje „ponowne potwierdzenie transcendencji religijnej wiary w dziedzictwie i przyszłości Ameryki.” Miało to znaczenie w kontekście „przemocy i brutalności”, których doświadczył świat, oraz wyobrażenia groźby wojny atomowej.

Three men, two wearing black suits and one wearing a priest's robe, greet a woman.

Prezydent Eisenhower w Nowojowej Avenue Presbyterian Church 7 lutego 1954 r., kiedy dodał do przysięgi słowa 'under God’.
Hilltoppers via Wikimedia

Następnego roku Eisenhower podpisał ustawę, która umieszczała frazę „In God We Trust” na wszystkich amerykańskich monetach. Jednym z sponsorów tej ustawy był reprezentant Charles Bennett, Demokrata z Florydy, który odwołał się do znanego już dzisiaj ideału religijnego charakteru narodu. Bennett utrzymywał, że USA „zostały założone w duchowej atmosferze i z mocnym zaufaniem do Boga.”

Te wydarzenia wynikały z dążenia do pogłębienia religijnego zaangażowania Amerykanów w obliczu konfliktu i rywalizacji w początkowej fazie zimnej wojny. Badacze wykazali, że polityczni przywódcy, tacy jak Eisenhower, oraz postacie religijne, takie jak coraz popularniejszy ewangelista Billy Graham, podkreślali znaczenie silnej wiary religijnej. W ich oczach ta wiara wyróżniała USA spośród „bezbożnego” komunizmu sowieckiego.

historyk Kevin M. Kruse wykazał, że wzrost języka religijnego odzwierciedlał także wewnętrzne sprawy polityczne. Programy Nowego Ładu prezydenta Franklina D. Roosevelta, które miały odpowiadać na Wielki Kryzys, powiększyły rolę rządu federalnego w gospodarce i wzmocniły pozycję związków zawodowych.

Sojusz konserwatywnych liderów biznesu i duchownych obawiał się utraty wpływów w tej nowej rzeczywistości politycznej i społecznej. W latach pięćdziesiątych łączyli swoje wartości „wiara, wolność i wolny rynek” — jak pisze Kruse — wszystko pod ideałem USA jako narodu pod Bogiem.

250 lat wiary i obaw

Często to, że USA to „jedno państwo pod Bogiem”, nie jest wynikiem triumfu, lecz odzwierciedleniem obaw.

Ta obawa była widoczna w odpowiedzi uczestnika nabożeństwa „Rededicate 250” w maju. Przebywając w rozmowie z PBS, uczestnik oświadczył: „Ameryka została zbudowana na wierze chrześcijańskiej” i dodał: „jeśli utracimy tę wiarę, cały kraj upadnie.”

Przez całą historię narodu ten egzystencjalny strach inspirował wysiłki na rzecz uznania USA za chrześcijański naród.

Artykuł ten zawiera materiały z artykułu opublikowanego 2 lutego 2018 r.

(David Mislin, adiunkt w Zakresie Dziedzictwa Intelektualnego, Temple University. Poglądy wyrażone w tej wypowiedzi niekoniecznie odzwierciedlają stanowisko Religion News Service.)

The Conversation

Damian Cisowski
Damian Cisowski
Damian jest autorem artykułów na portalu Dobra Spowiedź, gdzie dzieli się refleksjami na temat wiary, życia duchowego i sakramentu pojednania.

← Wróć do aktualności