(RNS) — W scenie, która ma miejsce mniej więcej w połowie nowej, sześcioczęściowej dramedii Riz Ahmeda na Amazon Prime, „Bait”, borykający się z problemami aktor Shahjahan Latif (grany przez Ahmeda) spotyka na londyńskim stacji metra agenta ochrony, którego zamierzał zatrudnić dla swojej rodziny.
Latif niesie w płóciennej torbie głowę świni (więcej o tym później) i przeżywa egzystencjalny kryzys, uciekając z komisariatu, gdzie zgłaszał włamanie do domu, a głowa świni została wrzucona przez okno i jego rodzina zaginęła. Ale jego paranoja bierze górę, gdy zaczyna się martwić, że policja będzie go rasowo profilować i uzna go za głównego podejrzanego, zamiast widzieć samo przestępstwo jako motywowane rasowo.
A więc, w pościgu, wpada w panikę, gdy irracjonalnie myśli, że policja na dyżurze przy stacji metra zbliża się do niego. Widząc agenta ochrony, którego rozważał zatrudnić, staje się to dla niego nieoczekywaną pociechą i poczuciem ulgi. Współpraca z białym agentem sprawia, że odczuwane podejrzliwe spojrzenia nie padają już na niego.
„Dobrze być wysokim i białym,” mówi do ochroniarza.
„Członkostwo ma swoje przywileje,” odpowiada mężczyzna.
To właśnie ten rodzaj członkostwa, ten nieosiągalny przynależności, który mógłby wymazać wspomnienia z dzieciństwa o brutalnym prześladowaniu, jest tym, czego Latif pragnie. Coś znajomego dla wielu z nas, muzułmanów i/lub południowoazjatyckich (lub każdej niebiałej mieszanki), niż chcielibyśmy przyznać.
„Bait” to historia pakistańsko-brytyjskiego muzułmańskiego aktora Latifa na granicy przekraczania granic poprzez ubieganie się o jedną z największych i najbardziej pożądanych ról w kinie — Jamesa Bonda — i to, jak daleko posuwa się, by pozostać istotnym (w środowisku aktorskim i w rodzinie). Jednak to, co bada, to pogoń za poczuciem przynależności i to, co to znaczy być w pełni sobą i w pełni muzułmaninem — nawet z wątkami kończącymi w klubie podczas Eid al-Fitr i bieganiną z głową świni w płóciennej torbie. (Obiecuję, jeszcze o tym będzie.)
Dla muzułmanów, a zwłaszcza dla południowoazjatyckich, Ahmed stał się prekursor, pomagając uczynić te społeczności rozpoznawalną siłą w filmie i telewizji. Od wczesnych ról w HBO’s „The Night Of” (za które zdobył Emmy) i „The Sound of Metal” Ahmed zrobił wiele, by trzymać Hollywood i brytyjską telewizję i kino na wyższych standardach w przedstawianiu postaci muzułmanów. Słyszeliście o „The Riz Test”? Pochodzi z jego przemówienia w 2017 roku przed Izbą Gmin na temat autentycznej reprezentacji różnorodności na ekranie.
„Bait” — powiedział Ahmed — zostało zainspirowane jego osobistymi doświadczeniami, które nie są doświadczeniami wszystkich muzułman południowoazjatyckich. Ale o to właśnie chodzi.
Jak powiedział w tym wywiadzie dla Los Angeles Times: „Shah Latif … ma kryzys tożsamości. Próbuje ustalić, kim jest. Więc logiczne jest, że serial również powinien próbować ustalić, czym on jest. Serial musi mieć kryzys tożsamości.”
Założycielka i redaktor naczelna brytyjskiego serwisu muzułmańskiego Amaliah, Nafisa Bakkar, napisała w swojej refleksji na Substack o „Bait”: „Czy możesz włączyć coś, co normalnie byłoby uznawane za haram, obraźliwe lub kulturowo zabronione, i nadal sprawić, by to brzmiało prawdziwie, a nie powierzchownie subwersyjne wobec białego spojrzenia?” Granica między obrażaniem a autentycznością, napisała Bakkar, jest wyznaczana przez to, kto to opowiada.
Chociaż moje muzułmańskie doświadczenie z pewnością nie jest Latifa (ani Ahmeda), wszystkie one są doświadczeniami muzułman, niezależnie od proporcji halal do haram.
„Bait” korzysta z szerokiego zasięgu platform streamingowych, co pozwala serialowi być bardziej ukierunkowanym i precyzyjnie skierowanym do odbiorców. To otworzyło rosnącą pulę możliwości dla programów skierowanych do muzułmanów, powiedział Zaki Hasan, krytyk sztuki z San Francisco Chronicle i profesor komunikacji i mediów na San Jose State University.
„Streaming kieruje do wąskich widowni i dosłownie tnie demografię bardzo cienko,” powiedział. „Ale czy takie seriale jak „Bait”, które kierują do pozornie wąskiej, południowoazjatyckiej i muzułmańskiej publiczności, mogą wyjść poza te demografie?”
„Myślę, że jeśli chodzi o społeczność muzułmanów, to są nieodkryte wodach,” powiedział Hasan. „Przypomina mi to ulubione powiedzenie pisarza i reżysera Nicholasa Meyera, który powiedział: ‘W specyfice znajdujesz uniwersalność.’”
„Bait” nie jest pierwszym serialem, który koncentruje się na muzułmańskich historiach w ich zderzeniu z kulturą południowoazjatycką i Bliskiego Wschodu–Północnej Afryki (MENA). „Ramy” przedstawił egipsko-amerykańskiego komika i aktora Ramy Youssefa, „Mo” opiera się na życiu palestyńsko-amerykańskiego komika Mo Amer, a „We Are Lady Parts” zostało stworzone, napisane i wyreżyserowane przez Nida Manzoor i opowiadało o całej żeńskiej muzułmańskiej punkowej kapeli. Wszystkie te seriale czerpały częściowo inspirację z życia ich twórców, które łączy wiarę i kulturę.
„Bait” wciąga widzów w skrajnie specyficzne detale relacji rodzinnych, wewnętrznych żartów, obrzędów kulturowych i wiary, a także geograficzne uwarunkowania życia muzułmanów południowoazjatyckich w Londynie i okolicach. Jak zauważyła Bakkar, to nie jest „taki trochę brązowy” czy muzułmański sposób opowiadania, lecz idzie na całość. Latif zaczyna od pragnienia, by zostać następnym Jamesem Bondem i udowodnić Brytyjczykom (i swojej rozległej pakistańskiej rodzinie), że brązowi pakistańscy muzułmanie mogą być w pełni Brytyjczykami (co napędzane jest dzieciństwem doświadczeń bycia prześladowanym).
Ale kto nałożył ten ciężar na niego? Jego rodzina? Jego agent? On sam? Czy to w ogóle coś, co trzeba udowadniać, i czy zostanie następnym Bondem naprawdę wywrze taki wpływ, o jaki mu chodzi? „Bait” znajduje swoje serce w eksplorowaniu tych pytań, nawet jeśli pod koniec serii staje się nieco dziwaczny według muzułmańsko-południowoazjatyckich standardów.
Kiedy rozmawiałem o serialu z członkiem rodziny, który ceni pracę Ahmeda tak jak ja, przyznała, że zrezygnowała z oglądania po trzecim odcinku, gdy fabuła zmierzała Latifa poza rodzinne Eidowskie świętowanie (pełne plotek ciotek i rywalizacji kuzynów), aby pomóc byłej dziewczynie odnaleźć zgubioną torebkę w klubie. Choć sceny takie mogą odpychać niektórych muzułmanów, którzy nie akceptują przejścia od modlitw Eid i rodzinnych uroczystości do tańca w klubie (przyznam, że tak nie wygląda Eid wielu muzułmanów, których znam), inni będą identyfikować się z tym, jak Latif żongluje wszystkimi aspektami swojego życia.
A do tego jeszcze głowa świni, którą Latif niosą ze sobą. Zaczyna rozmawiać z głową świni o ciężarze, jaki nosi, starając się odciążyć przeszłość bycia ofiarą zniesławiania i stać się silnym aktorem, który zmusi białych Brytyjczyków do rozpoznania jego wiary, kultury i koloru skóry. To swego rodzaju skręcony hołd Hamleta Szekspira, który rozmawia z czaszką Yoricka.
To staje się sprytną ripostą wobec anty-muzułmańskich typów, którzy uważają, że machanie kawałem boczku to kryptonit muzułmanów. (Tak, nie jemy wieprzowiny ani produktów wieprzowych, ale nie umrzemy ani nie zanikniemy przy widoku świń czy boczku.)
Tak. To dziwaczne, ale trzymajcie się tego. Przez ponad dwie dekady relacjonując życie muzułmanów, jedno z najstarszych powiedzeń, do którego często się odwołuję, brzmi: muzułmanie nie są jednorodnym monolitem. Nie wszyscy czcimy w ten sam sposób ani nie podążamy ścieżką nauk naszej wiary w ten sam sposób. Czy mi się to podoba, czy nie, „Bait” nie jest „Moim południowoazjatyckim muzułmańskim życiem”. Nie ma być, i dlatego to jest zabawne w oglądaniu. To typ wąskiego castingu, który może przyciągnąć południowoazjatyckich muzułmanów, ale także przemówi do szerszych odbiorców dzięki swojej specyfice i dbałości o szczegóły.
(Dilshad D. Ali jest wolnym dziennikarzem. Poglądy wyrażone w niniejszym komentarzu niekoniecznie odzwierciedlają poglądy RNS.)
