Chiny i USA powinny być konkurentami, a nie wrogami

(RNS) — W swoim zwykle buńczucznym stylu prezydent Donald Trump opisał swoją wizytę w Chinach za pomocą superlatyw, nazywając ją „niezwykłą,” „niesamowitym czasem” oraz „bardzo historycznym dwudniowym okresem.” W rzeczywistości podróż ta okazała się tourą przeprosin, gdy prezydent wycofywał się z wcześniejszych słów i działań wobec Chin.

Ten raz nie było prób zastraszania Chin; wręcz przeciwnie — u boku prezydenta Xi Jinpinga Trump wyglądał na słabego, prawie na uczepnego. Groźby podniesienia ceł zniknęły. Zamiast formułować żądania, Trump błagał o umowy handlowe, by uratować szkody, które na skutek jego ceł wyrządziły amerykańskim rolnikom, przemysłowi i konsumentom.

Chociaż prezydent nie przyznał publicznie, że jego polityka wobec Chin poniosła klęskę, jego działania były odwrotnością tych polityk. Administracja Bidena była wobec Chin surowsza niż Trump obecnie. Trump nawet nie był skłonny powiedzieć, że polityka USA wobec Tajwanu się nie zmieniła.

Chińska strona, a nie Stany Zjednoczone, była zwycięzcą na tym szczycie.

Chociaż żenujące jest widzieć, jak amerykański prezydent przysługuje u Chin, jego korekta kursu była konieczna.

Stosunki Ameryki z Chinami mają swoje wzloty i upadki. Amerykańska retoryka polityczna skacze od przedstawiania Chin jako najlepszego przyjaciela po najgorszego wroga. Prawda leży gdzieś pośrednio, lecz amerykańscy politycy nie mają talentu do niuansu.

Od samego początku USA postrzegały Chiny jako partnera handlowego, a nie potencjalną kolonię. Trzymały się z dala od Wojen Opiumowych toczonych przez Wielką Brytanię przeciwko Chinom w XIX wieku. W XX wieku USA łączyły wysiłki z Chinami w walce z japońskim imperializmem.

Chiny zwróciły się ku komunizmowi po II wojnie światowej, co pogorszyło relacje, gdyż USA dostrzegały w tym część światowego spisku zagrażającego zachodnim interesom politycznym i gospodarczym. Narodowe przejęcie gospodarki i tłumienie praw człowieka stały w sprzeczności z amerykańskimi wartościami. Republikanie obwiniali Demokratów o „przegranie Chin”. Amerykańscy politycy rywalizowali o to, kto będzie twardszy wobec Chin.

Jednak Henry Kissinger i Richard Nixon dostrzegli okazję, by rozdzielić Chiny od Związku Radzieckiego, który — wraz z bronią jądrową — postrzegali jako większe zagrożenie. Zignorowali represje chińskiego systemu i otworzyli Chiny na amerykański biznes. Gdy Chiny zwróciły się ku kapitalizmowi, urzędnicy polityczni i komentatorzy byli przekonani, że demokracja wkrótce nastąpi.

Amerykańskie firmy wykorzystywały tanią chińską siłę roboczą i arogancją myślały, że będą zawsze na szczycie. Tymczasem Chiny uczyły się od Amerykanów, jak prowadzić biznes, i zmuszały amerykańskie firmy do dzielenia się technologią albo ją kradły.

Gdy chińskie przedsiębiorstwa były gotowe, ich rząd wspierał je w rywalizacji z amerykańskimi konkurentami, aż chińscy przejęli stery i zaczęli sprzedawać swoje produkty Amerykanom.

Gdy stało się jasne, że kapitalizm nie przyniesie demokracji w Chinach, amerykańscy politycy znaleźli się w kłopotliwej sytuacji. Amerykański biznes chciał inwestycji i handlu, lecz mieliśmy do czynienia z reżimem, który nie zawsze szanował rządy prawa ani w polityce, ani w biznesie. Prawa człowieka, w tym wolność religii, były tłumione. Deficyty handlowe rosły; amerykańskie fabryki zamykały się.

Trump został wybrany, obiecując twardsze stanowisko wobec Chin, lecz był jak byk w pracowni porcelany. Chiny nie uległy zastraszeniu i odwdzięczały się odwrotnym atakiem na jego cła. Rolnicy amerykańscy stracili sprzedaż do Chin, podczas gdy konsumenci musieli znosić wyższe ceny. Amerykańskie firmy wykorzystujące części produkowane w Chinach ponosiły wyższe koszty, co utrudniało konkurowanie na arenie międzynarodowej.

Wszystko to pogorszyła jeszcze kwestia braku wysiłku ze strony Trumpa, by skłonić inne narody do wspólnego wywierania presji na Chin. Zamiast tego odsuwał sojuszników, prowadząc z nimi jednocześnie wojny handlowe.

Nieudana wojna handlowa Trumpa z Chinami ukazuje, jak bardzo jesteśmy zależni od chińskich minerałów ziem rzadkich i innych produktów.

Chiny nie są już gospodarczo słabym ogniwem z przeszłości, którego tania siła robocza przyciągała zagraniczne inwestycje. Obecnie Chiny mają wykształconą siłę roboczą z naukowym i technologicznym zapleczem, które czasem dorównuje, a nawet przewyższa USA.

Dziś na przykład Chiny prowadzą świat w zastosowaniu robotyki w przemyśle. Są wiodącym producentem pojazdów elektrycznych, paneli słonecznych, turbin wiatrowych i baterii. Wykorzystują również sztuczną inteligencję w zastosowaniach przemysłowych, zamiast koncentrować się na stworzeniu AI na miarę ludzkiej inteligencji. Jesteśmy tak daleko w tyle za zieloną technologią, że sensowne byłoby umożliwienie Chinom zakładania fabryk w USA, tak jak to zrobiliśmy z Toyotą i Hondą.

Chiny pokazały, jak skuteczna może być narodowa polityka przemysłowa, ale mają także słabości, widoczne na przykład w upadkowym rynku mieszkaniowym i niskich płacach.

W przeszłości globalizacja była wspierana przez konserwatystów jako dobra dla biznesu i sprzeciwiana przez liberałów, którzy twierdzili, że rani amerykańskich pracowników i eksploatuje biedne kraje.

Papież Franciszek potępiał negatywny wpływ globalizacji na Globalny Południe. On i inni zauważali, jak rolnicy w Świecie Globalnego Południa byli wypierani z rynku przez tańsze zboża z Ameryki. Zauważył także, że małe firmy tracą na rzecz amerykańskich sieci franczyzowych.

Pandemia COVID-19 pokazała, jak zintegrowana stała się światowa gospodarka dzięki globalizacji i jak bardzo jesteśmy zależni od międzynarodowych łańcuchów dostaw. Dziś to uzależnienie postrzegane jest jako słabość. Za Trumpa Partia Republikańska zmieniła strony w kwestii globalizacji i handlu międzynarodowego. Republikanie stają się teraz nacjonalistami ekonomicznymi, a nawet izolacjonistami.

Niepowodzenia Trumpa pokazują, że odwrócenie globalizacji będzie bardzo trudne, jeśli nie niemożliwe. Całkowite odwrócenie globalizacji byłoby również złym pomysłem.

Pomimo wykorzystywania, globalizacja wyprowadziła miliony ludzi z ubóstwa w rozwijających się regionach. Byłoby lepiej, gdyby nie lokalne korupcje, które przyznają korzyści globalizacji elitom, a nie zwykłym ludziom. Nierówność i korupcja są źródłem terroru i rewolucji. Musimy zwalczać korupcję, jeśli chcemy pokonać terrorystów.

Ekonomiczna zależność to także hamulec wobec wojny. Wojna między Chinami a Stanami Zjednoczonymi jest obecnie nie do pomyślenia. Byłaby ekonomicznie devastująca dla obu stron, nawet gdyby żaden wystrzał nie padł. Gdybyśmy byli ekonomicznie samowystarczalni, wojna byłaby mniej nie do pomyślenia.

Ekonomiczna zależność jako bariera dla wojny była jedną z teorii stojących za Unią Europejską po II wojnie światowej. Przywódcy chcieli, aby gospodarki Francji, Niemiec i innych krajów europejskich były tak ze sobą powiązane, że kolejna wojna byłaby nie do pomyślenia. I się to udało.

Stany Zjednoczone muszą podejść do Chin z większym profesjonalizmem i mniejszym żarem hiperboli. Musimy widzieć i traktować Chiny jako równorzędnego partnera, który nie może być zastraszany, ale od którego domagamy się poszanowania prawa międzynarodowego. Z sojusznikami musimy naciskać, by przestali oszukiwać na handlu i kradać tajemnice handlowe.

Ameryka i jej sojusznicy muszą także stać na straży praw człowieka na całym świecie. Chociaż nie możemy zmusić Chin do zmiany formy rządów, musimy się zgodzić co do różnicy w ocenie ważności praw człowieka. Musimy również odczarować się z produktów wytwarzanych pracą niewolniczą lub zanieczyszczających gałęzi przemysłu, niezależnie od ich pochodzenia — czy z Chin, czy z innych miejsc.

Musimy podchodzić do Chin z dyplomacją, która jest stabilna od jednego rządu do następnego. Musimy traktować Pekin z szacunkiem, ale nie kłaniać się. Trump powinien wycofać się i pozostawić to zadanie specjalistom, którzy wiedzą, co robią. Stabilne relacje z Chinami są dobre dla obu państw i dla świata.

Damian Cisowski
Damian Cisowski
Damian jest autorem artykułów na portalu Dobra Spowiedź, gdzie dzieli się refleksjami na temat wiary, życia duchowego i sakramentu pojednania.

← Wróć do aktualności