Chrześcijańscy nacjonaliści muszą ponownie przyjrzeć się swojemu religijnemu DNA

(RNS) — Na cześć 250. rocznicy powstania Ameryki, wielu wiernych zebrało się w ten weekend, aby uczcić chrześcijańskie korzenie Stanów Zjednoczonych. Jak wcześniej powiedział sekretarz obrony Pete Hegseth: „Ameryka została założona jako naród chrześcijański. Pozostaje narodem chrześcijańskim w naszym DNA, jeśli potrafimy to utrzymać.”

Pastor Samuel Rodriguez, prezes Narodowej Konferencji Przywódców Chrześcijańskich Latynosów, powtórzył ten punkt, mówiąc, że lista mówców podczas Rededicate 250 — większość z nich to ewangelikalni i chrześcijańscy — jest „w zasadzie odwzorowaniem, zrzutem ekranu (fundamentów) Ameryki.”

Bez względu na to, co myślisz o roli religii w przestrzeni publicznej dzisiaj, ci liderzy powinni ponownie sprawdzić swoje testy DNA religijne. Religijni przodkowie współczesnych ewangelikalistów prowadzących wydarzenie w Waszyngtonie, D.C.— nie wspominając o katolikach i jedynym rabinie, który również przemawiał na wiecu — byli wykluczeni w 1776 roku.

Duża część krytyki wydarzenia w niedzielę (17 maja) dotyczyła sprzeczności z zasadą rozdziału kościoła od państwa (i faktycznie tak jest). Jednak chciałbym skupić się na innym punkcie: ludzie prowadzący to przedsięwzięcie byliby uznawani za heretyków, godnych zwalczania, przez przeważającą część wczesnej historii Ameryki. Gdyby istniała chrześcijańska Ameryka, oni nie byliby uwzględniani.

Zacznijmy od matematyki. Owszem, większość ludzi w Koloniach przed rewolucją należała do wyznań uznawanych dzisiaj za chrześcijańskie. Jednak chrystianizm praktykowany przez liderów kraju był znacznie wężej zdefiniowany. 

Z pewnością nie obejmował katolików, którzy byli wykluczani nawet z prawa do głosowania w pięciu koloniach. W wielu miejscach prześladowano także heretyckie i dissidentne denominacje protestanckie. W Massachusetts w XVII wieku Puritanie powiesili Quakerów za ich herezję.

Najważniejsze jednak, Baptystowie tamtej epoki — przodkowie współczesnych ewangelikalistów — byli rutynowo wrzucani do więzień za odwagę nie bycia anglikanami. Od 1760 do 1778 w Wirginii 45 kaznodziejów baptystów zostało osadzonych w więzieniu. Archibald W. Roberts został oskarżony o używanie hymnów i poezji zamiast Psalmu. Służba Dawida Barrowa, pastora baptystów, została przerwana, gdy tłum zmusił jego głowę do błota i wody, aż prawie utonął.

Nabożeństwo księdza Dawida Thomasa zostało zakłócone przez protestujących, którzy wrzucili do sali żywe węże i gniazdo os. Opisano inne ataki: „często wyprowadzano z ambony — bili,” „spotkanie rozbite przez tłum,” „próbowano go udusić dymem,” „ciężko pobity batem” i „wyrwano ze sceny — głowa uderzała o ziemię.”

Ta fala prześladowań miała szczególne znaczenie, ponieważ miała miejsce w hrabstwach otaczających dom Jamesa Madisona. „Ta diabelska, piekielnie wymyślona zasada prześladowań szaleje,” wściekł się w liście z 24 stycznia 1774 r.

Gdyby rozdać władzę polityczną według chrześcijańskiego spisu z czasów założycielskich, episkopalni i kongregacjonalni byliby rządzili krajem. Byli to dominujące formy chrześcijaństwa wówczas, a dziś stanowią około 2 procent populacji. Ewangelikali, podobnie jak Hegseth, którzy twierdzą, że chrześcijańskie założenie Ameryki należy do nich? Nie zostali zaproszeni do przywództwa.

Pierwsze 150 lat życia w Koloniach można postrzegać jako serię eksperymentów w chrześcijańskim nacjonalistycznym podejściu. Ameryka rzeczywiście została zasiedlona jako chrześcijańska kraina. W Jamestown w Wirginii kara za nieprzestrzeganie szabatu trzykrotnie groziła egzekucją. W Massachusetts przywódca Puritan John Cotton wyjaśnił ich podejście do tolerancji religijnej: „Teokracja, czyli uczynienie Pana Boga naszym gubernatorem, to najlepszy ustrój w chrześcijańskim wspólnotowym państwie.”

Ale to teokratyczne podejście zostało stanowczo odrzucone przez Ojców Założycieli — a siłą napędową tego odrzucenia byli 18-wieczni ewangelikali, bezpośredni przodkowie dzisiejszego ruchu chrześcijańskiego nacjonalizmu.

Ewangelikali z tamtych czasów doszli do poglądu, że nawet wysiłki na rzecz wspierania religii mogłyby się obrócić przeciwko nim. Zjednoczyli się z Madisonem, aby sprzeciwić się wirginińskiemu wysiłkowi użycia funduszy podatników do wspierania wszystkich duchownych, wierząc, że takie wsparcie mogłoby skłonić duchowieństwo do lenistwa i przerodzić się w nękanie. Petycja baptystów zauważała, że gdy wczesne chrześcijaństwo uzyskało sankcję państwową, poprzez cesarza rzymskiego Konstantyna Wielkiego, „jak szybko kościół został zalany błędami i niemoralnością.”

Chrześcijańscy nacjonaliści mają rację (a wielu sekularystów myli się) w jednej kwestii — większość założycieli uważała religię za niezwykle ważną. „Nasz konstytucja została stworzona wyłącznie dla ludzi moralnych i religijnych,” powiedział John Adams. „Jest całkowicie niewystarczająca do rządzenia przez jakikolwiek inny naród.”

Niektórzy twierdzili, że krucha nowa republika potrzebuje pomocy od Boga lub, jak zapisano w Deklaracji Niepodległości, „stałego polegania na Bożej Opatrzności.” Innym, praktyczniejszym powodem było to, że silna republika wymagała obywateli z moralnym kompasem. Bez religii nie dałoby się tego utrzymać na dużą skalę. Jak zauważył George Washington: „Rozum i doświadczenie zabraniają nam oczekiwać, że moralność narodowa może istnieć bez fundamentu religijnego.” Jak na przykład mógłby funkcjonować system sprawiedliwości, gdyby ludzie kłamiąc składali zeznania, czego z pewnością nie zrobią ludzie religijni?

Ale chrześcijańscy nacjonaliści biorą tę prawdę za pewnik i dochodzą do największego w pyzach logicznych — że założyciele chcieli więc, aby państwo promowało chrześcijaństwo. Wręcz przeciwnie: ewangelikalni i ich sojusznicy z Oświecenia wierzyli, że najlepszym sposobem na wspieranie chrześcijaństwa było wyjęcie go spod wpływu rządu.

Later in life, Madison was reflecting on how well the First Amendment had worked. Interestingly, he pointed not to a decline in religious persecution but to the rise in religiosity:

Później w życiu Madison rozmyślał o tym, jak dobrze zadziałała Pierwsza Poprawka. Co ciekawe, nie wskazywał na spadek prześladowań religijnych, lecz na wzrost religijności:

„W ogólnym porównaniu obecnych czasów z dawnymi, równowaga z pewnością i znacznie przechyla się na stronę obecnych, jeśli chodzi o liczbę nauczycieli religijnych, żar, jaki ich motywuje, czystość ich życia i obecność ludzi na ich nauczaniu. … Liczba, pracowitość i moralność duchowieństwa oraz oddanie ludu zostały wyraźnie zwiększone dzięki całkowitemu odseparowaniu Kościoła od Państwa.”

Gdyby żył dzisiaj, Madison i jego sojusznicy baptystyczni powiedzieliby, że najlepszy sposób na wspieranie chrześcijaństwa i narodu to odrzucenie chrześcijańskiego nacjonalizmu — a najlepszy sposób promowania religii to pozostawienie jej państwu w spokoju.

(Steven Waldman jest autorem dwóch książek o historii wolności religijnej w Stanach Zjednoczonych: „Founding Faith,” o epoce założycieli, i „Sacred Liberty: America’s Long, Bloody and Ongoing Struggle for Religious Freedom,” o kolejnych 250 latach. Waldman jest członkiem zarządu Religion News Foundation. Poglądy wyrażone w tym komentarzu niekoniecznie odzwierciedlają poglądy RNS.)

Damian Cisowski
Damian Cisowski
Damian jest autorem artykułów na portalu Dobra Spowiedź, gdzie dzieli się refleksjami na temat wiary, życia duchowego i sakramentu pojednania.

← Wróć do aktualności