Cicha wierność zwykłych ojców w erze performatywnej męskości

(RNS) — W minioną niedzielę (14 czerwca) Biały Dom był gospodarzem wydarzenia sztuk walki mieszanych, które służyło jako nieoficjalny początek tygodniowego świętowania z okazji Ameryka 250. Walkę obserwowali tacy kulturowi i polityczni potężni ludzie jak Mark Zuckerberg, Joe Rogan, Kash Patel, Dana White, Pete Hegseth, Ted Cruz i sam najpotężniejszy człowiek na świecie, sam Donald Trump, którego osiemdziesiąte urodziny były okazją do tego wydarzenia.

„UFC w Białym Domu doskonale odzwierciedla Amerykę naszych czasów” — napisał nagłówek ESPN, dodając „kochaj to, albo nienawidź”. Rzeczywiście.

Stosownie, budynki stolicy naszego kraju nawiązują do Rzymu — imperium, które również organizowało brutalne „gry” dla rozrywki władców i ludu. Społeczeństwo rzymskie opierało się na czystej „męskiej” sile. To właśnie to imperium zostało potępione, odrzucone i „wywrócone do góry nogami” przez wczesnych chrześcijan z ich wiernością innemu królowi (Dzieje Apostolskie 17:6). Ich król wywyższał nisko upadłych i bezsilnych, opisywał siebie jako łagodny, a nawet poddawał się upokorzeniu i publicznej egzekucji.

Dziś widzimy ponowne zagrzewanie się mainstreamu kultury do stylu rzymskiego — wizji męskości zbudowanej na sile i widowisku. Kultura walk w klatce (podobnie jak sam Trump) nie ma skrupułów co do swoich brutalnych, obraźliwych i macho skłonności.

Ale obserwowaliśmy również mieszanie tej hiper-męskości z chrześcijaństwem, najwyraźniej w komentarzach po walce zwycięskiego zawodnika Josha Hokita, który przeplatał wulgaryzmy i prostackie żarty o byłej pierwszej damie Michelle Obamie pochwałami dla swojego „Pana i Zbawiciela Jezusa Chrystusa”. Jakby mówił do zgorzałych sumień widzów: „Nie martwcie się; Jezus ma z tym wszystko w porządku”.

Jego wywiad odzwierciedla muskularne chrystianstwo przyjęte przez liczne postacie polityczne, influencerów i pastorów dzisiaj. To, co często łączy te wątki współczesnego amerykańskiego „machoizmu”, to nacisk na performans. Niezależnie od tego, czy chodzi o występy gwiazd reality show, prezenterów wiadomości, prowadzących podcasty czy sportowców, ta wizja męskości nawołuje mężczyzn do pokazywania swojej fizyczności i umiejętności, aby być postrzeganym jako silni lub „wysokiej wartości” przez innych.

Takie prezentacje męskości nie pozostawiają zbyt wiele miejsca dla cnót, które wcześniejsze pokolenia skautów uznały za niezbędne. Manosfera koncentruje się na samorealizacji i treściach opartych na narzekaniu przekazów influencerów i komentatorów, lecz w tych kręgach wyraźnie brakuje mądrości ojców.

Wykonawcy rozrywkowi mogą zapewnić swoisty, zastępczy sens awansu w kierunku jakiegoś męskiego ideału brawury, sprawności fizycznej lub odwagi. Ojcowie, w najlepszym wyrazie swojego powołania, oferują coś znacznie bardziej transformującego: obecność. Ojcowie noszą w sobie zobowiązanie relacyjne wobec swoich synów i córek. W przeciwieństwie do youtuberów i prowadzących podcasty, mogą być stabilnym i konsekwentnym orędownikiem swoich dzieci, dobrze ich znając, ofiarując osobiste spostrzeżenia i dając przykład cnotliwego życia.

Aby odrodzić kwitnące życie dla mężczyzn w tym kraju, konieczna będzie przynajmniej rehabilitacja instytucji ojcostwa. Dla chrześcijan będzie to ponowne uchwycenie wiernej wizji ojcowskiej mądrości — tatusiowie mówiący swoim córkom i synom: „Naśladuj mnie, jak ja naśladuję Chrystusa.”

Prawdziwie biblijna wizja tożsamości mężczyzny nie będzie pochłonięta przez szczytowe osiągnięcia, lecz przez wewnętrzną przemianę. To człowiek ocenia zewnętrzny wygląd; Bóg patrzy na serce. Coraz częściej jednak świat rozrywki manosfery kieruje serca mężczyzn ku temu, co Paweł nazywa „uczynkami ciała” — niemoralność seksualna, niezgodę, egoistyczne dążenia, upijanie się, wściekłość.

„Męski”? Może. „Podobny do Chrystusa”? Zdecydowanie nie.

Autorzy Nowego Testamentu wzywają raczej naśladowców Chrystusa do cnót pobożności, takich jak łagodność, wierność, samokontrola, radość, dobroć i miłość.

Pytanie dla chrześcijańskich ojców w tym momencie brzmi: Którą wizję rozkwitu męskości będziesz realizował? Nacisk Rzymian na siłę, moc i wydajność? Czy cnoty, które Jezus i apostołowie zalecali pierwszym chrześcijanom?

Dobrą wiadomością jest to, że ta cicha wierność już teraz jest realizowana przez miliony ojców w naszym społeczeństwie: ojców, którzy przychodzą na występy taneczne i treningi baseballowe, którzy godzą się na mniej opłacane ścieżki kariery, by spędzać więcej czasu z rodziną, którzy wieczorami pracują jako wolontariusze w kościołach i programach mentorskich w społeczności, którzy dążą do pełni życia i leczenia swoich własnych ran, aby nie krzywdzić tych, których kochają.

Ci mężczyźni mogą mieć „dad bods” zamiast imponujących ciał zawodników UFC, ale to dlatego, że wybrali drogę zwykłej wierności nad drogą brawuro. Jak czytamy w 1 Tymoteusza: „Ćwiczenia fizyczne mają pewien pożytek, lecz pobożność ma wartość ku wszystkiemu, co ma znaczenie, dając obietnicę zarówno życia obecnego, jak i przyszłego.”

Hipermęskość współczesnej Ameryki nie jest bowiem bezpiecznym widowiskiem. To formowanie kultury i serc, i powinniśmy chcieć i domagać się lepszego dla naszych synów i dla nas samych. Jako chrześcijanie nasze zmaganie nie polega ostatecznie na ciele i krwi; to przeciwko zwierzchnym duchom i mocą działającym, by zwodzić i zniewalać ludzkość, w tym tym, którzy dążą do ideologicznego zawłaszczenia zagubionych chłopców tej generacji.

W chrześcijaństwie pobożność stanowi fundament męskości, a nie odwrotnie.

Więc jeśli czytasz to jako zmęczony tata, robiący wszystko, by iść za Jezusem i skierować chłopców i mężczyzn w twoim życiu ku Niemu — idź dalej. Nie przestawaj pojawiać się. Wychowuj swoje dzieci na obywateli Królestwa Bożego. Wychwalaj przeciwkulturową pokorę Chrystusa w przeciwieństwie do muskularnego szaleństwa tego świata.

Codziennie mówię mojemu sześciolatkowi, Charlie’emu: „Jezus uczynił mężczyzn silnymi, ale także nauczył nas i pokazał, jak być łagodnymi. Więc gdy rośniemy i stajemy się silniejsi, powinniśmy także uczyć się być łagodnymi jak Jezus.”

Jestem daleki od doskonałego przykładu tego, ale pragnę być obecnym, wiernym i łagodnym ojcem, który wychowuje wiernego i łagodnego syna. Chcę także uczyć go, kiedy i gdzie kierować jego duch walki, o ile go ma. A to oznacza bycie ojcem gotowym, gdy Charlie podchodzi i pyta — jak to miało miejsce w poranku, gdy piszę te słowa — „Tatusiu, czy chcesz ze mną powalczyć?”

Chętnie bym powiedział „tak”, ale on już wskoczył mi na plecy, nie czekając na odpowiedź.

(Zachary Wagner posiada doktorat z Uniwersytetu Oksfordzkiego i jest autorem książki „Mężczyźni cnoty: Jak owoce Ducha kształtują męski charakter we współczesnym świecie.” Jest również uczonym Nowego Testamentu, duchownym ordynowanym i dyrektorem organizacji non-profit. Możesz otrzymywać aktualizacje od Zacha i śledzić jego pisanie na Substack. Poglądy wyrażone w tym komentarzu niekoniecznie odzwierciedlają poglądy Religion News Service.)

Damian Cisowski
Damian Cisowski
Damian jest autorem artykułów na portalu Dobra Spowiedź, gdzie dzieli się refleksjami na temat wiary, życia duchowego i sakramentu pojednania.

← Wróć do aktualności