(RNS) — Sześciu policjantów wyprowadziło z posiedzenia Komisji ds. Pożarnictwa i Policji w Oak Lawn, w stanie Illinois, 14-letniego chłopca pochodzenia muzułmańskiego, podczas zeszłomiesięcznego spotkania. Nagranie z tego spotkania wyraźnie pokazuje, jak jeden z funkcjonariuszy stosuje duszenie. Według lokalnych doniesień, podczas usuwania go policjanci „wyrzucili chłopca na blat znajdujący się z tyłu sali”.
Śledczy postawili potem matce chłopca zarzuty karne, po tym jak „zakłócała pracę funkcjonariuszy”, którzy użyli wobec jej dziecka takiej przemocy. Chłopiec brał udział w spotkaniu wraz z grupą arabsko-amerykańskich aktywistów, którzy regularnie protestują na publicznych spotkaniach w gminie w związku z domniemanym rasistowskim zachowaniem policji.
Wszystko to miało miejsce podczas otwartego, publicznego zgromadzenia władz miejskich w Stanach Zjednoczonych. I mimo że zdarzenie miało miejsce w dużym rynku medialnym, te oburzające wydarzenia nie wywołały zbyt wielu reakcji w kraju, który jest zmęczony i wyczerpany atakami rządów na mniejszości religijne i rasowe.
Trzeba powiedzieć wprost, chłopiec nie był niewinny. Nazwał przewodniczącego Komisji ds. Pożarnictwa i Policji, Jima Bakera, „głuchem” po tym, jak Baker źle wymówił jego imię. Baker usunął chłopca za użycie słowa uważanego za obsceniczny, zgodnie z lokalnymi doniesieniami, a słowo to jest na tyle łagodne, że można je tu ponownie przytoczyć — „głupek”. Mimo to chłopiec nie wycofał się po tym, jak mu powiedziano. Czytelnicy mogą samodzielnie ocenić, czy użyta przez policję siła była proporcjonalna do czynu chłopca.
Dobrym ludziom nasuwają się pytania: jak zareagowaliby na to, gdyby dotknęło to ich własne dziecko? Możemy zastanowić się, czy pan Baker mógł postąpić inaczej z nastolatkiem, który nie dorósł jeszcze do opanowania gniewu po błędnym nadaniu imienia. Moje odczucie jest takie, że to, co się stało, było wyraźnie zaburzone. To sygnał ostrzegawczy co do tego, kim wszyscy staliśmy się w tym kraju.
Uważam, że te wydarzenia w Oak Lawn zasługują na uwagę w kontekście nadchodzącej, piątkowej 25. rocznicy zamachów z 11 września. Dorastałem w Oak Lawn i nadal mieszkam w pobliżu. Pamiętam, jak setki ludzi maszerowały wokół pobliskiego meczetu, terroryzując miejscowych muzułmanów w dniach po 11 września. Jeden z uczestników krzyczał „Zabij Arabów”, jak podał Chicago Tribune, podczas gdy inni rzucali obelgi każdemu, kto wyglądał na Araba. To zdarzenie, o którym mało kto pamięta, było hańbiące. Jednak te najnowsze wydarzenia potwierdzają, że takie haniebne zachowania trwają nawet ćwierć wieku później, ponieważ, mówiąc wprost, problem Oak Lawn polega na tym, że jest ono tak typowe.
Według szacunków z 2025 roku sporządzonych przez amerykański spis ludności, Oak Lawn jest nieco mniej białe niż reszta Stanów Zjednoczonych. Jest także nieco mniej czarne. Na 24% Oak Lawn ma więcej Latynosów niż cały kraj (20%).
We wszystkich tych przypadkach różnice jednak nie są zbyt duże. Oak Lawn nie jest jedynie MAGA. W 2024 roku Kamala Harris zdobyła więcej okręgów w Oak Lawn niż Donald Trump. Podobnie jak całe Stany Zjednoczone, wioska ta jest złożona. Jednak gdy spojrzymy poza kwestie rasowe i przynależność partyjną w kierunku religijnego i kulturowego krajobrazu, sprawy nieco się wyjaśniają.
Oak Lawn zostało założone w 1882 roku. Pierwszy kościół katolicki pojawił się w mieście w 1934 roku. Jednak podobnie jak wiele pobliskich podmiejskich rejonów Chicago, boom ludności nastąpił po II wojnie światowej. Gdy urodziłem się na początku lat siedemdziesiątych, Oak Lawn zamieszkiwało około 60 000 osób i istniało pięć parafii katolickich.
Wciąż dziś Oak Lawn charakteryzuje się obywatelskim klimatem pokolenia wyżu demograficznego (boomerów), który jest tak głośno niosący flagę i patriotyczny, jak czołg M4 Sherman stojący jako pomnik wojenny na głównej arterii miasta, gdzie wzdłuż ulicy ciągną banery upamiętniające lokalnych weteranów. Oczywiście, również dominacja katolicyzmu rzymskokatolickiego kształtuje Oak Lawn. To właśnie to kulturowe skrzyżowanie wymaga naszej uwagi.
Gdy patrzymy na świat, nie trudno dostrzec niepokojący wzorzec wśród patriotycznych białych katolików i chrześcijan. W Austrii, Francji, na Węgrzech, we Włoszech, w Holandii, w Polsce, na Słowacji, w Wielkiej Brytanii i gdzie indziej, przywódcy polityczni i kandydaci mobilizują wyborców do obrony chrześcijaństwa przed postrzeganymi naruszeniami ze strony islamu. I bez względu na to, jak Kościół Katolicki i wiele innych kościołów chrześcijańskich zachęcały swoich członków do postrzegania muzułmanów jako sąsiadów i braci w wierze, wielu katolików i innych chrześcijan było trudnych do przekonania. Nie zapominajmy, że otwarcie chrześcijański amerykański sekretarz obrony definiuje siebie jako „krzyżowca”. Zwłaszcza w miejscach takich jak Oak Lawn, gdzie muzułmanie stali się sąsiadami patriotycznych chrześcijan w większych liczbach w ostatnich dekadach, napięcia narastały i czasem wrze.
To właśnie do tego nawiązuję przy okazji 11 września, którego pamięć obchodzimy jako Dzień Patriotizmu. Zastanówmy się nad implikacjami takiego nazewnictwa i co mówi on tym, których chrześcijańska wiara jest spleciona z patriotyzmem.
Nie byłem sam w Oak Lawn 11 września. Byłem w Waszyngtonie, w miejscu, z którego mogłem zobaczyć pierwsze słupy czarnego dymu nad Pentagonem, budynkiem, w którym pracowałem w latach 1996–1999. Nikomu nie trzeba wyjaśniać grozy tego dnia. Jednak będąc tak blisko wydarzenia, słowo „patriota” nie jest pierwszym, które przychodzi mi na myśl, kiedy myślę o tym dniu.
11 września nie był atakiem na patriotyzm. Ci, którzy porwali samoloty, zaatakowali pluralizm — ideę, że różne typy ludzi mogą i powinny żyć razem w pokoju. My Amerykanie nie zrobiliśmy wystarczająco dobrego zadania, by udowodnić sprawcom, że mylą się co do pluralizmu, gdyż od 2001 roku stało się zbyt łatwe, aby przyjmować za pewnik, że przeciwieństwem patrioty jest muzułmanin.
Jest wielu muzułmańskich patriotów. Czternastolatek, który pojawia się na publicznym spotkaniu, by zabrać głos w imieniu swojej społeczności, jest patriotą. Lecz wielu muzułmańskich patriotów takich jak on także miało trudne chwile w USA od czasu pierwszego Dnia Patriotów, a zbyt wielu doświadczyło przemocy lub życia w cierpieniu.
Oak Lawn to obraz tego, czym stały się Stany Zjednoczone. Podobnie jak reszta kraju, to miejsce, gdzie przez ćwierć wieku nawet dobre osoby popijały truciznę, która ostatecznie stała się rasizmem i ksenofobią związanymi z MAGA. Problem nie ogranicza się do żadnego jednego miejsca ani grupy ludzi. Jest powszechny i stanowi nasze wstydliwe dziedzictwo.
Ta 25. rocznica Dnia Patriotów nadchodzi kilka miesięcy po operacjach Midway Blitz, które miały miejsce w Illinois w zakresie egzekwowania przepisów imigracyjnych, oraz w momencie zakończenia Operacji Rotten Apple w Nowym Jorku. Los Angeles, Minneapolis i inne amerykańskie miasta odczuły skutki tego, jak bardzo zaczęliśmy bać się ludzi, którzy nie są dokładnie tacy jak dominujący, patriotyczny obraz chrześcijańskiej Ameryki. Nasza ksenofobia przeszła na tyle daleko, że nawet trudno nam zaakceptować obecność migrantów Latynosów, którzy są chrześcijanami. Nasza okrucieństwo stało się codziennością, a jej ofiarami pozostają te same jednostki.
To, co wydarzyło się w Oak Lawn w zeszłym miesiącu, stanowi jedną z wielu części obszernego zestawu incydentów z ostatniego 25-lecia, które opowiadają przygnębiającą historię o tym, jak zbyt wielu z nas boi się Ameryki, która się zmienia. Wszystko razem pokazuje, że w zbyt wielu aspektach ta rocznica przypomina, iż Stany Zjednoczone wciąż nie potrafią bronić amerykańskiego sposobu życia, który na 11 września zaatakowali terroryści.
(Steven P. Millies to teoretyk polityczny, profesor teologii publicznej i dyrektor Centrum Bernardina przy Catholic Theological Union w Chicago. Poglądy wyrażone w tym komentarzu nie muszą odzwierciedlać poglądów Religion News Service.)
