(RNS) — Karykatura z The New Yorker od lat siedzi w mojej głowie, za darmo. W niej dzieci bawią się w progresywnym przedszkolu. Jedno z dzieci zwraca się do nauczyciela i pyta: „Czy wciąż musimy robić to, co chcemy robić?”
Dziś ta karykatura jest miniature portretem judaizmu reformowanego.
Byłem w Nowym Jorku na spotkaniu Re-CHARGING Reform Judaism w zeszłym tygodniu w Stephen Wise Free Synagogue. Wydarzenie to prowadził starszy rabin synagogi, Ammiel Hirsch. Rabin Hirsch to jeden z najbardziej proroczych głosów judaizmu reformowanego. Przez lata mówił o tym, co wielu członków naszego ruchu wolałoby usłyszeć: że judaizm reformowany odciął się od swoich zobowiązań syjonistycznych i że zbyt wiele ciężaru przeniosło się z konkretnego na uniwersalne. (Przeczytaj jego pełne pasji przemówienie inauguracyjne na te tematy.)
Pełna jawność: byłem aktywny w Amplify Israel, inicjatywie Stephen Wise, która sponsorowała to spotkanie, i byłem jednym z organizatorów. To było także moje zmaganie.
A nie tylko moje — na tym spotkaniu zgromadziło się ponad 300 osób, w tym rabini, kantorzy, edukatorzy, świeccy liderzy i filantropi ze wszystkich pokoleń. Energi młodości była wyczuwalna w powietrzu. Ludzie przyjechali z całego żydowskiego świata, a także spoza granic samego ruchu Reform. Wspaniały zestaw mówców obejmował autorkę Dari Horn; aktywistę Adama Louis-Kleina, który zidentyfikował źródła antysyjonizmu; oraz rabina Angeli Buchdahl. Liderzy naszego ruchu byli obecni i reagowali na moment. Były doskonałe warsztaty. Była modlitwa, śpiew i śmiech.
A w sercu — ostra, czasem niewygodna debata o syjonizmie i antysyjonizmie — a jeszcze intensywniej, dotycząca szkolenia profesjonalistów Reform w tych kwestiach. (Przeczytaj esej mojej koleżanki rabin Samantha Kahn.)
Moi zmarli rodzice wybrali judaizm reformowany jako drogę do aktywnego i zaangażowanego judaizmu. Oferował mojej rodzinie sens i wspólnotę — dwa najlepsze darowizny, jakie może dostarczyć każda religia. Ten ruch pielęgnował kilka pokoleń mojej rodziny. Dał mi zawód, głębokie życie i przyjaźnie na całe życie, przekraczające pokolenia i kontynenty.
Silną stroną judaizmu reformowanego zawsze było doprowadzanie ludzi do zadawania pytania: „Czego potrzebuję od judaizmu?” Rezultatami tego pytania są inkluzywność, kreatywność i tworzenie osobistego sensu. To nie są małe dary.
Ale gdzieś na drodze położyliśmy zbyt duży nacisk na to, co osobiście chcę, na to, czego ja CHCĘ — i zbyt mało na to, czego potrzebuje Bóg, judaizm i Żydzi. Możesz mieć religię opartą wyłącznie na osobistych preferencjach, ale stanie się ona czymś mniej przekonującym jako struktura wiary.
Już to czuliśmy w kościach, ale raport Pew Research Center z 2020 roku dostarczył nam liczb, które to potwierdzają: Żydzi reformowani częściej nie uczestniczą w nabożeństwach niż ich odpowiednicy konserwatywni lub ortodoksyjni. Członkostwo w synagogach wśród osób identyfikujących się jako Żydzi reformowani wynosi mniej niż 40%. Zbyt wielu ludzi mówi: „Nie robię nic żydowskiego, więc można powiedzieć, że jestem (ostrzeżenie cringe) bardzo zreformowanym.”
Szabat, pewien rodzaj żydowskiej dyscypliny żywieniowej, modlitwa, kult i domowy rytuał to wszystko decyzje osobiste. Religia stała się prywatna, oderwana od wspólnoty, od narodu żydowskiego, od Izraela. Zmarły socjolog Charles S. Liebman ujmował to jasno: kongregacje religijne w Ameryce odpowiadają na rynek religijny. Dostosowują się do panujących norm kulturowych, zamiast stawiać im wyzwania.
Więc co mamy robić?
Zmarły izraelski pisarz Amos Oz podał nam najprzydatniejszy obraz, jaki znam. Mówił, że widzi siebie jako spadkobiercę naprawdę dużego domu, pełnego mebli — niektóre piękne, inne śmieci. Nie trzeba niczego wyrzucać — można część włożyć na strych, część do piwnicy, a część zostawić w salonie. Zadanie polega na decyzji, co należy do czego. Co ma dla nas znaczenie w tych czasach, a co jest nieistotne lub obraźliwe? Co musi zostać na widoku, a co możemy kiedyś odzyskać ze strychu i tchnąć w to nowe życie?
Gdybym mógł, umieściłbym te słowa w lobby każdej synagogi Reform i w każdym żydowskim domu w Ameryce.
Nie wyrzucamy wszystkiego, również nie wysuszamy naszej wiary. Patrzymy na cenne skarby, które odziedziczyliśmy — wszystkie z nich — i wybieramy mądrze i odważnie.
Jak to wygląda w praktyce? To właśnie to, o czym konferencja była tak naprawdę — pod całą debatą —: tworzenie żydowskiego Velcro.
Velcro dla naszej tradycji. Velcro dla narodu żydowskiego na przestrzeni czasu. Velcro dla Boskiego — poprzez kult, który stawia przed nami wymagania, poprzez naukę, która porusza i wyzywa nas, oraz poprzez relację z Izraelem opartą, przede wszystkim, na miłości.
Dlaczego energia na konferencji była tak intensywna?
Świat żydowski stoi w punkcie zwrotnym. Rosną antysemityzm. Podział ideologiczny — zarówno wewnątrz judaizmu reformowanego, jak i w szerszym świecie żydowskim — przyspiesza. I to właśnie niewłaściwy moment dla ruchu, który reprezentuje najwięcej amerykańskich Żydów, by był zdezorientowany co do tego, w co wierzy, obojętny wobec tego, o co prosi, lub milczący w kwestii tego, gdzie stoi.
W najlepszym wydaniu judaizm Reform nigdy nie był drogą najmniejszego oporu. Był drogą przemyślanego, odważnego, zaangażowanego, przemyślanego wyboru o charakterze przymierza.
Gdybym był graczem obstawiającym, postawiłbym pieniądze na ten ruch. Wielu ludzi zgodziłoby się ze mną.
