(RNS) — Pierwsza encyklika papieża Leona XIV-a uznaje sztuczną inteligencję za „rerum novarum”, „nową rzeczą” naszych czasów. I chociaż sama AI jest wyraźnym tematem encykliki, jej analiza sięga znacznie dalej niż sama technologia, zagłębiając się w szerszy porządek społeczny, który tę technologię w ogóle stworzył — przedstawiając krytykę władzy ekonomicznej, z którą wszyscy chrześcijanie powinni się zmierzyć.
Jako duchowny episkopalny i profesor teologii, pozwól mi zacząć od przyznania, iż Protestanci historycznie mieli skomplikowaną relację z papieskimi encyklikami. Poza oczywistymi historycznymi podziałami, same pojęcie „kościoła”, które stanowi fundament katolickiego nauczania społecznego, nie jest naszym. Koncepcja magisterium nie nas wiąże, a nie wszystkie doktrynalne posunięcia zawarte w dokumencie są takimi, z którymi bylibyśmy skłonni się zgodzić.
A jednak „Magnifica Humanitas” to ważny dokument, zasługujący na uważną lekturę, częściowo dlatego, że napisany jest tonem zarówno pokornym, jak i ambitnym. Encyklika wyraźnie stwierdza, iż Kościół „nie rości sobie monopol na prawdę” i opisuje same katolickie nauczanie społeczne jako „proces wspólnego rozeznania”, a nie podręcznik stałych zasad mechanicznie stosowanych do świata. Zachęca narody, korporacje, wspólnoty i ludzi różnych wyznań do wspólnego udziału w kształtowaniu technologicznej przyszłości, która ani nie odrzuca innowacji, ani nie poddaje człowieka systemom władzy poza demokratyczną odpowiedzialnością.
Encyklika zasadniczo dotyczy świata po zakończeniu zimnej wojny, ukształtowanego przez globalizację rynków, centralizację technologiczną i nierówne konsekwencje zarówno dla globalnych ubogich, jak i dla środowiska naturalnego. Dokument ten bez wątpienia adresuje bezpośrednie zagrożenia AI: deepfake’i, dezinformacja, autonomiczne systemy bojowe, stronniczość algorytmów, wypieranie pracowników i ukrywaną pracę ludzką, która napędza podobno „zautomatyzowane” systemy. Ale ostatecznie encyklika stawia większe pytanie: jakiego rodzaju polityczny i ekonomiczny świat produkuje te technologie w formie, w jakiej je teraz znamy, i kto ponosi koszty?
Aby zrozumieć, dlaczego to ma znaczenie, warto zrozumieć same katolickie nauczanie społeczne. Choć Protestanci często nie znają go zbyt dobrze, katolickie nauczanie społeczne jest bez wątpienia jednym z najdłużej rozwijających się zbiorów teologii społecznej w nowoczesnym chrześcijaństwie. Zaczyna się od refleksji Leona XIII na temat pracy industrialnej; rozwija poprzez sformułowanie przez Piusa XI zasady subsydiarności, obronę praw człowieka przez Jana XXIII, reformy Soboru Watykańskiego II, wizję integralnego rozwoju człowieka Pawła VI, teologię solidarności Jana Pawła II oraz refleksje Benedykta XVI nad miłością i prawdą; a kontynuuje w ekologicznych obawach Franciszka w „Laudato Si’.”
Rzeczywiście, wiele z kategorii moralnych, które Protestanci dziś używają niemal instynktownie — takie jak godność, solidarność, sprawiedliwość społeczną i dobro wspólne — weszło do ekumenicznego chrześcijańskiego dyskursu głównie dzięki katolickiemu refleksjom teologicznym. Kiedy wielu protestantów mówi dziś o niesprawiedliwości, często nieświadomie mówi językiem teologicznym katolików.
To, co w „Magnifica Humanitas” jest naprawdę innowacyjne, nie ogranicza się tylko do troski o AI, ani do umiarkowanej otwartości na rozwój technologiczny. Przede wszystkim stanowi to strukturalną zmianę w tym, jak dokument rozumie władzę. Encyklika sugeruje, że główny społeczny interlocutor Kościoła nie jest już wyłącznie państwo, ale coraz bardziej rozległe korporacje transnarodowe, które dziś kształtują dużą część życia.
Papież podpisał „Magnifica Humanitas” 15 maja 2026 roku, w 135. rocznicę „Rerum Novarum”, celowo lokując dokument w tradycji katolickiego nauczania społecznego, która zaczęła się od reakcji Kościoła katolickiego na rewolucję przemysłową.
Odkąd nastąpiło „Rerum Novarum”, katolickie nauczanie społeczne generalnie zakładało, że państwo stanowiło główną przeciwwagę dla skoncentrowanej władzy gospodarczej. Rządy regulowały rynki, pośredniczyły w dobru wspólnym i ograniczały prywatne interesy. „Magnifica Humanitas” sugeruje, że takie ułożenie rzeczy już nie odzwierciedla rzeczywistości.
„W przeszłości,” stwierdza dokument, „w dużej mierze to od państwa zależało kierowanie i prowadzenie innowacji. Dziś jednak głównymi motorami rozwoju są prywatne, często transnarodowe podmioty, które dysponują zasobami i zdolnością interwencji przewyższającą możliwości wielu rządów.”
To godne uwagi, by znaleźć takie stwierdzenie w encyklice papieskiej.
Co ta obserwacja oferuje, to coś ciekawszego niż prosty technologiczny optymizm ani ogólna technofobia. „Magnifica Humanitas” proponuje teologiczny framework do opierania się oligarchicznej władzy technologicznej, który nie jest ani libertariański, ani technokratyczny. Nie mówi nam „niech się dzieje” ani „ureguluj wszystko”. Zamiast tego proponuje zdyscyplinowany sposób zadawania pytania, kto decyduje w imieniu kogo w świecie ukształtowanym przez AI.
Księga kończy się kontrastowym obrazem biblijnym między Babilonem a Jerozolimą. Pytanie, jak podnosi encyklika, nie dotyczy tego, czy ludzkość powinna w ogóle przyjąć lub odrzucić technologię. Głębsze pytanie dotyczy tego, jakiego rodzaju cywilizację technologiczną budujemy. Czy budujemy systemy nastawione na dominację, jednorodność, inwigilację i samozwężenie, jak w Babilonie? Czy budujemy natomiast systemy, które wzmacniają wspólnoty, chronią godność ludzką i służą dobru wspólnemu, jak w Jerozolimie Biblii?
Innymi słowy, walka nie dotyczy tak naprawdę samych algorytmów. Chodzi o oligarchów.
Przez ponad dwie dekady studiuję teologię i technologię, często sięgając po science fiction jako dialogicznego partnera w pytania, które w przeciwnym razie mogą wydawać się abstrakcyjne lub oderwane od codziennego życia. Czytając „Magnifica Humanitas”, wielokrotnie nachodziła mnie myśl o Williamie Gibsonie i Neal Stephensonie: posthumanizm, autonomiczna wojna, suwerenność korporacyjna transnarodowa i technologicznie mediowane formy zbawienia oraz panowania.
Coś naprawdę surrealistycznego dzieje się, gdy czytam encyklikę papieską przy porannej kawie i natykam się na dyskusje o autonomicznych systemach bojowych i posthumanizmie na stronach watykańskich. Dwadzieścia lat temu brzmiałoby to absurdalnie. Dziś brzmi to jak opis.
I być może to właśnie najbardziej uderzyło mnie podczas lektury dokumentu. Pytania z fikcji spekulatywnej stały się pytaniami naszej rzeczywistej, politycznej rzeczywistości.
Ale zamiast zostawiać nas uwięzionych w techno-dystopii, encyklika kończy się tonem solidarności i nadziei, odrzucającym fantazję, że historia jest ostatecznie decydowana wyłącznie przez tych, którzy stoją za kodem.
W pobliżu końca dokumentu Leo XIV cytuje J.R.R. Tolkiena: „Nie naszym zadaniem jest opanowywanie wszelkich przypływów świata, lecz czynienie tego, co w nas, by wspierać te lata, w których zostaliśmy postawieni.”
Fikcja cyberpunkowa często wyobraża zbawienie lub potępienie przychodzące przez systemy tak ogromne, że zwykli ludzie stają się nieistotni. Moralna wyobraźnia Tolkiena działa niemal odwrotnie. Prawdziwe zachowanie świata dzieje się lokalnie, konkretnie i w relacjach — nie poprzez panowanie nad historią, lecz poprzez pielęgnowanie najbliższych nam pól. I nie poprzez ucieczkę od ograniczeń stworzenia, lecz poprzez ich wierne zamieszkiwanie.
To może być najgłębsze wyzwanie, jakie „Magnifica Humanitas” stawia zarówno triumfalizmowi Doliny Silikonowej, jak i retoryce apokalipsy AI. Problem nie polega jedynie na maszynie. Chodzi o pokusę Babilonu: koncentrację języka, władzy, kapitału i wyobraźni w systemach, które nie uznają już ludzi poza ich wejściami, wyjściami, konsumentami lub punktami danych.
W obliczu tej pokusy encyklika proponuje coś niemal upartyjnienie niemożliwego do zignorowania: subsydiaryjność, solidarność, wspólne rozeznanie, granice, wspólnota i dobro wspólne.
Innymi słowy, odpowiedź na AI nie jest ani odwrotem od technologii, ani poddawaniem się technologicznej nieuchronności. To odnowa polityki, odpowiedzialności moralnej i teologicznej wyobraźni na skalę ludzką.
I być może dlatego Tolkien pojawia się na końcu dokumentu. Shire nie jest ważny dlatego, że jest potężny. Ma znaczenie, ponieważ warto go chronić przed tymi, którzy wierzą, iż sama potęga to wielkość.
W końcu encyklika wraca do jednego z najstarszych wyobrażalnych pytań teologicznych: Jaki rodzaj świata budujemy i dla kogo on jest? To pytanie nie może być rozstrzygnięte jedynie przez inżynierów, jedynie przez rynki, ani nawet jedynie przez państwa. A najgłębsze ostrzeżenie Leona XIV-a może być po prostu takie: chrześcijanie nie mają wolności pozostawić odpowiedź oligarchom.
(Ks. dr Michael W. DeLashmutt jest dziekanem Kaplicy Dobrego Pasterza i starszym wiceprezesem General Theological Seminary w Nowym Jorku, gdzie pełni także funkcję adiunkta teologii. Jego najnowsza książka to „A Lived Theology of Everyday Life” [„Życiowa teologia życia codziennego”]. Poglądy wyrażone w tej opinii niekoniecznie odzwierciedlają stanowisko Religion News Service.)
