(The Conversation) — W wielu miarach Amerykanie stają się mniej religijni: na przykład od 2007 roku odsetek osób modlących się codziennie spadł, podczas gdy „niezwiązani z żadną religią” wzrosli do 29%. Jednak te liczby mogą odciągać uwagę od tego, jak duże znaczenie wiara nadal ma w amerykańskim życiu publicznym – o wiele większe niż w Zachodniej Europie, mimo podobnych korzeni religijnych.
Około dwóch trzecich Amerykanów uważa religię za „trochę” lub „bardzo” ważną, w porównaniu z 56% we Włoszech, 40% w Hiszpanii i 36% w Niemczech. Podczas gdy około dwóch trzecich chrześcijan w Stanach Zjednoczonych modli się codziennie, tylko 18% chrześcijan w Europie to robi.
Dlaczego tak wyraźny podział? Jedną z przyczyn, jak twierdzą niektórzy badacze, jest tradycja rozdziału kościoła od państwa, znana także jako „disestablishment”. Innymi słowy, wolność wyznania Amerykanów pomogła wierze rozwijać się w sposób, w jaki kościoły sponsorowane przez państwo nie potrafiły.
Jak pokazują moje badania nad historią filantropii, disestablishment nie było tylko fundamentem amerykańskiej demokracji. Było także motorem niezwykłego wzrostu filantropii, która odgrywała istotną rolę w napędzaniu wzrostu i innowacji w amerykańskich kościołach.
Pieniądze od członków
Przed Rewolucją Amerykańską większość kolonii sponsorowała konkretne kościoły i pobierała podatki na ich utrzymanie. Rządy Nowej Anglii skłaniały się do wspierania kościołów kongregacjonalistycznych, które wyrosły z tradycji purytańskiej, podczas gdy wiele kolonii Południa wspierało Kościół Anglii.
Pierwsza Poprawka do Konstytucji Stanów Zjednoczonych zabrania rządowi ustanawiania religii. Sąd Najwyższy nie orzekał, że ta poprawka ma zastosowanie do rządów stanowych aż do XX wieku. W ciągu kilku dekad po uzyskaniu niepodległości wsparcie państwowe dla kościołów ustanowionych zniknęło. Ostatnim stanem, który zdezestablishował się, była Massachusetts, która zakończyła wsparcie dla kościołów kongregacjonalistycznych w 1833 roku.
Stary Kościół Ship w Hingham w stanie Massachusetts jest jedynym istniejącym od czasów purystycznych domem zgromadzeń z XVII wieku w Stanach Zjednoczonych.
Michael Carter/Flickr via Wikimedia Commons, CC BY-SA
Po tym, jak chrześcijańskie kościoły zostały pozbawione finansowania ze strony państwa, kościoły musiały znaleźć nowe źródła dochodów. Wynagrodzenia duchownych i nauczycieli trzeba było opłacić, budynki kościelne wybudować i utrzymać, a uczelnie i inne instytucje religijne utrzymywać. Finansowanie wszystkiego musiało pochodzić z dobrowolnych składek od członków — co oznaczało, że duchowni stali się zbieraczami funduszy, a wierni darczyńcami.
Darczyńcy nie dawali tylko pieniędzy, by być hojni. W zamian otrzymywali usługi i wspólnotę, co pomagało utrzymać ich emocjonalnie i społecznie zaangażowanych – i przyczyniało się do rozwoju religii. Członkowie zasadniczo stawali się udziałowcami swoich wyznań. W XXI wieku te sieci darczyńców i usług obejmowały wszystko, od szkół i stacji radiowych po zajęcia dla dzieci.
Nowe pokolenia
Uczelnie religijne są głównym przykładem tej dynamiki. Na przededniu wojny secesyjnej kraj miał 207 uczelni religijnych, stanowiących prawie 60% wszystkich uczelni i uniwersytetów. Większość z nich została założona po niepodległości. 49 było prezbiteriańskich, 34 metodystycznych, 25 baptyści, 21 kongregacjonalistycznych, 14 katolickich i 11 episkopalnych. Pozostałe 53 zostały założone przez mniejsze grupy religijne, takie jak kościoły luterańskie i uniwersalistyczne.
Uczelnie zajmowały centralną rolę w duchowym życiu wielu kościołów. Kształciły duchownych i nauczycieli dla wyznań, które je finansowały.
Niektóre amerykańskie wyznania budowały również szkoły na poziomie K–12, które docierały do znacznie większej liczby uczniów niż same uczelnie. Kościół Presbiteriański nie tylko budował uniwersytety, takie jak Austin College w Teksasie i Lafayette College w Pensylwanii, lecz także zakładał 59 akademii w 20 stanach oraz liczne szkoły podstawowe. Te szkoły przyjmowały i kształciły prezbiterian, którzy jako dorośli stawali się trzonem swoich zgromadzeń – a jako absolwenci wspierali finansowo swoje alma maters.
Drużyna footballowa z 1921 roku z Centre College w Kentucky, związana z Kościołem Presbiteriańskim.
Centre College Photos via Wikimedia Commons
Programy stypendialne
Budowanie i utrzymywanie uczelni jest kosztowne.
A w XIX wieku te amerykańskie uczelnie nie mogły polegać na tym, że studenci zapłacą pełny koszt nauki: wielu studentów było zbyt ubogich, by to uczynić. W 1806 roku tylko sześciu spośród 39 absolwentów Dartmouth College zapłaciło całość czesnego.
Brak finansowania doprowadził do bankructwa i zamknięcia wielu uczelni. W rzeczywistości 68 z 109 uczelni presbiteriańskich założonych między 1794 a 1904 rokiem zostało zamkniętych do roku 1940.
Uczelnie opracowały nową strategię pozyskiwania funduszy: oferowanie darczyńcom „certyfikatów stypendialnych”, które były w praktyce zwolnieniami z czesnego i mogły być wykorzystane przez rodzinę i znajomych. Miały one ceny, od kilku setek do kilku tysięcy dolarów.
Sprzedaż „certyfikatów stypendialnych” zmobilizowała wiernych, którzy chcieli wspierać swoje wyznanie. Kampania fundraisingowa na utworzenie Southern Methodist University w Dallas na początku XX wieku zaangażowała ponad 29 000 darczyńców z całego Teksasu. Pierwszy skarbnik SMU przyznał, że uniwersytet został w dużej mierze zbudowany przez „ubogich ludzi”, którzy złożyli drobne datki. Uniwersytet zobowiązał się do przyjęcia 50 studentów każdego roku, bez opłat, którzy byliby nominowani przez 50 starszych kościoła w Teksasie.
W ten sposób uczelnie stały się narzędziem utrzymania i rozwoju członkostwa w wyznaniach, które je obsługiwały. Szerszym kontekście odegrały ważną rolę w podtrzymaniu różnorodności religijnej w amerykańskim społeczeństwie.
(Thomas Adam, profesor nauk politycznych na Uniwersytecie Arkansas. Poglądy wyrażone w tym komentarzu niekoniecznie odzwierciedlają stanowisko Religion News Service.)
![]()
