Jerozolima (RNS) — Setki liderów religijnych i działaczy na rzecz pokoju przeszły wspólnie ulicami Jerozolimy w poniedziałek (18 maja) podczas międzywyznaniowego marszu na rzecz pokoju — czteroletniego wydarzenia, które w tym roku zyskało na pilności na tle trwającej wojny i rosnącej nietolerancji w mieście czczonym przez Żydów, Muzułmanów i Chrystian.
Międzywyznaniowy Marsz w Obronie Praw Człowieka i Pokoju to jedna z licznych inicjatyw kierowanych przez Interfaith Forum for Human Rights, które łączy Żydów, Muzułmanów, Chrześcijan, Druzów i innych aktywistów oraz koalicję ponad 30 organizacji. Śpiewając „We Shall Overcome” (po polsku: „Zdołamy Zwyciężyć”) i niosąc plakaty z napisem „Zaufanie” po hebrajsku i arabsku, uczestnicy dotarli na marsz z różnych regionów Izraela, mając na celu zniwelowanie barier religijnych i etnicznych w szczególnie niestabilnym okresie na Bliskim Wschodzie.
Druzowski szejk Younis Amasha, dyrektor Forum dla Przywódców Religijnych w Izraelu, wezwał uczestników marszu do mówienia „jednym głosem”, by ogłosić, że „ludzkie życie jest świętą wartością i nie ma miejsca na nienawiść, ekstremizm i przemoc.” Zaapelował również, by wspierać mniejszości w Syrii, zwłaszcza swoich braci Druzów, którzy padli ofiarą ekstremistów.
Po swoich uwagach Amasha powiedział RNS, że „wydarzenia takie jak ten marsz są kluczowe, bo rozświetlają ciemny tunel.”
Marsz powstał jako alternatywa dla izraelskiego „Marszu Flagi”, w którym udział brały dziesiątki tysięcy Izraelczyków w Dniu Jerozolimy, gdy Izrael obchodzi zwycięstwo militarne w Wojnie Sześciodniowej z 1967 roku, które w tym roku miały miejsce w dniach 14–15 maja. Podczas gdy marsz Dnia Jerozolimy do Ściany Płaczu od dawna był wydarzeniem świętującym dla żydowskich rodzin, szkół i grup młodzieżowych, wielu Izraelczyków nie uczestniczy już w nim, uważając, że wydarzenie to zostało przejęte przez młodych ultranowców, którzy prześladują arabskich mieszkańców i sprzedawców podczas przechodzenia przez Dzielnicę Muzułmańską Starego Miasta.
W tym roku tysiące osób wybrało inną drogę do Ściany Płaczu w Dniu Jerozolimy lub wręczało Arabom kwiaty w geście życzliwości i pojednania. Inni stanęli przed arabskimi sklepami, by chronić je przed ultranowcami, a także eskortowali zakonnice przez ulice Starego Miasta po gwałtownych incydentach wymierzonych w duchowieństwo i mienie chrześcijańskie.
Przez ostatnich kilka lat międzywyznaniowy marsz odbywa się w tygodniu poprzedzającym Dzień Jerozolimy.
Dzień ten świętuje ponowne zjednoczenie miasta. Wschodnia i zachodnia część miasta zostały podzielone w 1948 roku, po tym, jak armie arabskie zaatakowały nowo powstałe państwo Izrael. Podczas tej wojny Izrael zajął Zachodnią Jerozolimę, a Jordania — Wschodnią Jerozolimę. Jordania wysiedliła żydowskich mieszkańców, zniszczyła ich synagogi i zabroniła Żydom dostępu do ich najświętszych miejsc: Zachodniej Ściany i Wzgórza Świątynnego. Większość arabskich mieszkańców Zachodniej Jerozolimy została wyparta ze swoich domów lub uciekła i stała się uchodźcami.
To dzień dumy narodowej Izraelczyków, Dzień Jerozolimy, który jest także czasem poważnej refleksji, nawet dla arabskich mieszkańców miasta, którzy nie chcą mieszkać w podzielonej Jerozolimie.
Poza Starym Miastem rabin Avi Dabush, dyrektor wykonawczy Rabbis for Human Rights, powiedział uczestnikom marszu, że Dzień Jerozolimy „powinien być świętowaniem tego miasta w całym jego bogactwie i każdego, kto nazywa je domem – a nie dniem wypierania innych.” Przemoc i rasizm wobec przedstawicieli innych wyznań „są hańbą,” powiedział, „i podwójnie tak z naszej własnej żydowskiej moralnej tradycji, która uczy, że każde ludzkie stworzenie zostało stworzone na obraz Boży.”
„Ten marsz wyraźnie mówi: istnieje inna droga, droga uznająca świętość każdego ludzkiego życia,” dodał.
Słuchając mówców, ks. Piotr Zelazko, katolicki duchowny prowadzący Wikariat św. Jakuba, który obsługuje około 1 200 katolików hebrajskiego języka w Izraelu, powiedział, że wziął udział w marszu, bo „Jerozolima widziała już tyle łez. Dziś niech miasto zobaczy, że idziemy z nadzieją.”
Zelazko powiedział, że rozumie, dlaczego niektórzy ludzie są sceptyczni co do możliwości, że religia może odegrać rolę w procesie budowania pokoju.
„Wielokrotnie słyszałem, że religia jest źródłem problemów na Bliskim Wschodzie, ale uważam, że religie mogą pomóc rozwiązywać problemy,” powiedział. „W każdej religii są nakazy miłości do Boga i do bliźniego.”
Iyad Shama, muzułmański działacz na rzecz pokoju z Sulha Peace Movement, organizacją oddolną izraelsko-palestyńską, powiedział, że pokój między Izraelczykami i Palestyńczykami, Żydami i Arabami, musi zaczynać się od kontaktów osobistych.
„Wszyscy jesteśmy ludźmi,” powiedział. „Żyć razem, poznać się nawzajem, to jedyny sposób na przełamanie granic naszej ignorancji, lęku i traumy. Jeśli ja dzielę się z tobą, ty dzielisz się ze mną.”
Rabin Yonatan Neril, założyciel i dyrektor Interfaith Center for Sustainable Development, centrowa duchowa w Jerozolimie, powiedział, że liderzy religijni w mieście „ponoszą wyjątkową odpowiedzialność.” W czasach, gdy strach, trauma i przemoc stały się częścią codziennego życia na Bliskim Wschodzie, „przywództwo religijne musi stać się siłą moralnej odwagi — tworząc przestrzenie spotkań, godności i współczucia, które odciągają społeczeństwo od nienawiści ku wspólnemu życiu.”
„Pokój nie polega na braku różnic,” powiedział Neril. „To zdolność do życia z różnicami.”
