(RNS) — Ostatni raz, gdy widziałem Lindsey’ego Grahama, siedziałem tuż za Hanan Shaheen.
Hanan przyszła zeznawać przed Kongresem we wrześniu 2024 roku na temat zabójstwa jej 6-letniego syna Wadee Alfayoumi. Zaledwie kilka dni po 7 października 2023 Wadee został dźgany 26 razy w swoim domu w Illinois przez człowieka, który był dotychczasowym lokatorem rodziny. Sama Hanan ledwo przeżyła atak. Później poprosiła mnie, żebym towarzyszył jej podczas jej wystąpienia przed Kongresem.
Z mojego miejsca za nią widziałem ich oboje.
Przed mną siedziała pogrążona w żalu matka, próbująca opisać to, co niewyobrażalne. Na przeciwległym końcu sali siedział senator Lindsey Graham.
Podczas całego przesłuchania wciąż odwracałem wzrok w jego stronę. Zastanawiałem się, czy przyzna jej obecność. Czy spojrzy w oczy cierpiącej matki. Czy — chociaż na chwilę — polityka ustąpi miejsca czemuś, co przypomina człowieczeństwo. Nigdy nie dostrzegłem, by taki moment nastąpił.
Ten sam człowiek, który nawoływał Izrael do „zrównania Gazdy” — obrońca rozszerzania wojny, nawet gdy liczba ofiar wśród ludności cywilnej rosła, który popierał eskalację wojny nie tylko w Gazie, lecz także w Libanie i Iranie, i który przez dekady budował swoją reputację jako jednego z najkonsekwentniejszych zwolenników amerykańskich interwencji militarnej za granicą — nie potrafił nawet okazać uznania palestyńskiej matce zmarłego palestyńskiego chłopca, siedzącej zaledwie kilka stóp od niego. Dlatego właśnie tak uważnie go obserwowałem tego dnia. Chciałem wiedzieć, czy człowiek, który mówi tak pewnie o wojnie, okaże chociaż na chwilę współczucie wobec jednej z ofiar powiązanych z nią. Zamiast tego był to przypomnienie, że dla wielu członków Kongresu nasze życie nie istnieje.
To było dopiero drugi raz, gdy zostałem zaproszony do Kongresu.
Pierwszy raz miał miejsce lata wcześniej, gdy zmarły Rep. Eddie Bernice Johnson poprosiła mnie o wygłoszenie otwierającej modlitwy przed Izbą Reprezentantów. To była jej własna zaproszenie, nie ze strony Demokratów z Izby, bo miało to być jej kolej wybrać, kto będzie prowadził modlitwę. Zaprosiła mnie, ponieważ właśnie wróciłem z Christchurch w Nowej Zelandii, gdzie spędziłem dni, myjąc ciała muzułmanów zamordowanych w ich meczecie i modląc się z ich rodzinami.
Johnson wierzyła, że Kongres powinien usłyszeć od osoby, która widziała, jak wygląda nienawiść po wyjściu kamer, i szczególnie uważała za ważne, by palestyński amerykański imam zabrał głos przynajmniej raz w miejscu, gdzie Palestyńczycy i muzułmanie są tak często ignorowani. Johnson była również jednym z pierwszych współtwórców uchwały Izby, wprowadzonej w 2019 roku, która zwracała uwagę na traktowanie i przetrzymywanie palestyńskich dzieci pod izraelską okupacją wojskową. Zanim wojna uczyniła cierpienie Palestyńczyków nie do przeoczenia, wierzyła, że godność tych dzieci zasługuje na uznanie.
Patrząc wstecz, zdaję sobie sprawę, że obie moje wizyty w Kongresie były powiązane czymś więcej niż tylko moją obecnością. Obie nastąpiły po zabójstwach. Obie spotkały się z tą samą zimnym okrucieństwem ze strony kilku członków Kongresu. Obie były przypomnieniem, jak wielu członków Kongresu podpisuje ustawy o śmierci i zniszczeniu oraz mówi lekkomyślnie bez odpowiedzialności w kwestii mojej społeczności.
Od czasu śmierci senatora Grahama napięcie ponownie pojawia się w kwestii tego, co jesteśmy winni zmarłym w kontekście tego, co niektórzy uważają za „przyzwoitość” wobec tego, co winniśmy ich ofiarom.
Oczywiście wielu konserwatywnych polityków, którzy potępialiby mój odmowę okazania szacunku mojemu przeciwnikowi politycznemu w imię uprzejmości, nie odważyłoby się potępić Prezydenta Donalda Trumpa za obchodzenie śmierci jednego ze swoich przeciwników. Na przykład w marcu zamieścił na Truth Social: „Robert Mueller właśnie umarł.” „Dobrze, cieszę się, że nie żyje. Już nie może skrzywdzić niewinnych ludzi!”
Ale oczywiście, jako muzułmański przywódca, uznaję, że jestem oceniany według innego standardu, co nie dziwi.
Jako imam uważam, że prawdziwe wspominanie zmarłych jest sam w sobie moralnym obowiązkiem. Tak samo pamięć o ich ofiarach. Zapominanie ofiar po to, by chronić reputacje wpływowych w imię przyzwoitości, stanowi własną formę niesprawiedliwości.
Dlatego nie mogę myśleć o Grahamie bez odniesienia do Wadee Alfayoumi ani bez licznych ofiar cywilnych w Gazie, Libanie, Iranie i poza nimi.
To nie dlatego, że cieszę się ze śmierci, lecz dlatego, że żałuję dehumanizacji i nienawiści, które umożliwiają masowe zgony. Żałuję dzieci, których imiona nie stają się tematami rozmów ani narodowych debat. Żałuję matki, której zeznania pozostają niesłyszane.
W ostatnich dniach pojawiły się nowe nagrania, które pokazują Graham’a mówiącego, że prawie rozpłakał się ze szczęścia, gdy rozpoczęła się wojna z Iranem. Otóż matki 120 uczniów w Iranie, którzy zostali bezsensownie zbombardowani, również płakały. Także tysiące rodziców, którzy przeżyli i zobaczyli, jak ich dzieci giną w Gazie, płakały. A Graham ma z tym dużo wspólnego.
Gdy był pogrzebany w tym tygodniu, sam Trump powiedział, że Graham „nigdy nie widział wojny, której by nie lubił.” Ci z nas, którzy myli ciała ofiar wojny, pocieszali ich rodziny i pochowali ich dzieci, nie mogą oczekiwać, że będą pamiętać tych, którzy popierali te wojny, tak jakby nie ponosili odpowiedzialności za ich konsekwencje. To nie irracjonalna nienawiść. To ważna pamięć historyczna.
Dopóki nie nauczymy się opłakiwać ofiary dehumanizacji z takim samym ogniem, z jakim domagamy się czci dla potężnych po ich śmierci, będziemy nadal mylić uprzejmość z sumieniem.
