(RNS) — Religia była obecna na finałach NBA w tym roku. Zakonnice błogosławiły Spurs w San Antonio. Kibice Knicksów palili kadzidło przed Madison Square Garden, by odgonić złe duchy po tym, co nazwano „Meczem Trumpa”. Dziennikarze sportowi donosili o licznych historiach o tym, jak fenomen Spursów, Victor Wembanyama, spędzał lato na treningach z buddyjskimi mnichami w klasztorze Shaolin w Chinach. A po pierwszym meczu, Nowy Jork i media społecznościowe zyskały na popularności dzięki nowemu sloganowi: „Mój burmistrz muzułmanin/Mój bajgiel żydowski/Mój Christian Dior/Knicks w cztery!”
Jestem Sikh z urodzenia w San Antonio, a teraz mieszkam w Nowym Jorku. Tak samo z jednym z moich braci, Rajem. Obaj mieszkamy w Nowym Jorku od prawie dwudziestu lat. I oboje jesteśmy ogromnymi fanami Spursów.
Poleciałem na Game 1 finałów, by oglądać ukochane Spurs w pojedynku z Knicks. Moi rodzice to zagorzali fani Spursów i długoletni posiadacze karnetów. Moja mama podarowała mi swój bilet. To największe poświęcenie, jakiego kiedykolwiek ktoś dokonał dla mnie. Taka jest siła matczynej miłości.
Byłem z powrotem w Manhattanie na Game 2. Nosiłem swoją koszulkę Spurs, spacerując po mieście. Ktoś zapytał, czy czuję się zaniepokojony możliwością ataku. To pytanie wywołało poruszającą refleksję. Kocham mieszkać w mieście, w którym ludzie nie patrzą na mnie dwa razy za noszenie turbanu. Ludzie mniej interesują się moją religią, a bardziej drużyną koszykówki, którą wspieram.
To uczucie trwało cały okres dwóch dni, aż Spurs wygrali Game 3, ich pierwsze zwycięstwo w tej serii. Po tym meczu niektórzy fani w Nowym Jorku zaczęli atakować kibiców Spurs. Filmy z przemocy krążyły szybko po sieci, skłaniając zawodników i innych wpływowych Nowojorczyków — w tym burmistrza Mamdaniego i Bena Stillera — do potępienia tych ataków.
Moja córka chciała następnego dnia założyć swoją koszulkę Spurs do szkoły podstawowej i odradziliśmy jej to na wszelki wypadek. Takie to poczucie, że sport jednoczy wszystkich, zostało podważone. Wydaje mi się, że każdy rodzaj wspólnoty jest podatny na to, że niektórzy odwracają się od „tego innego”.
Dla kibiców Knicks prawdziwa wiara przyszła podczas Game 4, gdy ich drużyna odrobiła 29-punktową stratę i wygrała różnicą jednego punktu. Był to największy comeback w historii finałów NBA. Dla kibiców Spurs to wywołało kryzys wiary. Czy w ogóle wierzę w Boga? To uczciwe pytanie po tak brutalnej porażce.
Przegrana Spursów 3-1 w serii skłania mnie mimo wszystko do modlitwy. Moja wiara może być zachwiana, ale warto próbować, jeśli to pomaga mojej drużynie wygrać. Słyszałem, że istnieje religijny tekst mówiący, iż najciemniej jest przed świtem. Tak mówi prawdziwy fan sportu, szukający nadziei, prawda?
Oto dobra wiadomość, która nie zależy od wyniku i którą mogą świętować kibice obu drużyn. W zeszłym tygodniu dostałem wiadomość od przyjaciela. „Czy to nie twój brat Raj?” Otworzyłem zdjęcie, a na nim mój brat w ubraniu Spursów, stojący obok Spike’a Lee w jego czapce Knicks. Okazało się, że to zdjęcie było na pierwszej stronie Nike.com.
Podzieliłem się tym natychmiast z rodziną, a nasz czat rodzinny oszalał. Sam widok Sikha na stronie wystarczyłby, by było super. Jak dużo fajniej jest to, gdy to twój własny brat?
Zadzwoniłem więc do Rája od razu i podzieliliśmy się naszym podekscytowaniem. Wspomniał, że jego młodsze ja bardzo chciałoby zobaczyć Sikha w turbanie reprezentującego jego ukochanych Spursów i że ten obraz mógłby mieć ogromny wpływ na młodych Sikhow wszędzie.
„Kocham koszykówkę całe życie i nigdy nie wyobrażałem sobie, że pojawię się na stronie Nike, reprezentując Spurs,” powiedział mi Raj. „Dzieciństwie nie przyszło mi do głowy, że sardar (czyli Sikh noszący turban) mógłby być pokazany na tak dużej platformie. Teraz widząc to w rzeczywistości, jestem podekscytowany, jak to inspiruje kolejne pokolenie. Wiem, że nie będę ostatni.”
Podobała mi się jego refleksja, bo przypominała mi prostą prawdę. Sport, w najlepszym wydaniu, jednoczy ludzi. Widzę, że to dzieje się w moim mieście, i kocham to dla moich współmieszkańców Nowego Jorku, nawet jeśli przychodzi to za cenę mojej własnej drużyny (i mojej własnej szczęśliwości). Bez względu na wynik, mam nadzieję, że nadal będziemy cieszyć się podziwem i pięknem tych niezwykłych finałów NBA. W międzyczasie dołożę wszelkich starań, by utrzymać wiarę.
