(RNS) — „Brzmi to dla mnie dobrze!” to komentarz Donalda Trumpa do tekstu, który w zeszłym tygodniu ponownie udostępnił. Opisywał go jako potężniejszego od Aleksandra Wielkiego, Cezarów, Dżingisz-Chana, Attyli, Timura, Napoleona, Hitlera, Mao i Stalina, ponieważ ma „większy zasięg globalny”.
Nieważne. Bardziej interesujące pytanie brzmi, którego z tych potężnych poprzedników Trump najbardziej przypomina. Wybrałbym jednego z cesarzy: Gajusz Juliusz Cezar Germanik, znany również jako Kaligula, trzeci spośród cesarzy rzymskich, który panował od 37 do 41.
Rozważmy to.
Kaligula był osobą scenicznie aktywną, uwielbiającą bycie na scenie i, chociaż nie był czytelnikiem, potrafił doskonale przemawiać. Miał cztery kolejne żony, był cudzołożnikiem i bywał dumny z łysiejących włosów.
Poświęcał dużą część swojego panowania na okazałe projekty budowlane wokół Rzymu. Dążył do zniesienia ograniczeń w osobistej władzy cesarza, co – według starożytnego historyka Suetoniusza – miał „prawo robić wszystko każdemu”.
Kaligula panderował do mas rzymskich, jednocześnie poniżając elitę rzymską. Szczycił się tym, co nazywał swoją „bezwstydną bezczelnością”, kazał najwyżej rangą senatorom biec w togach obok jego rydwanu przez kilka mil i oczekiwać na niego przy kolacji. Oświadczył, że uczyni ze swojego konia, Incitatusa, konsulem Rzymu. Często chwalił się, że dopilnuje, by prawnicy dawali wyłącznie rady, które on chce.
Miał talent do marnowania pieniędzy, a aby napełnić skarbiec cesarski, nie było „żadnej grupy dóbr ani ludzi, na których nie nałożyłby jakiejś formy taryfy”. Zwiększając zyski „poprzez kłamstwo i krzywoprzysięstwo”, posunął się nawet do otwarcia burdelu w pałacu, „wydzielając pewne pomieszczenia i urządzając je tak, by odpowiadały okazałości miejsca”.
Ogromnie zafascynowany pieniądzem, „często wylewał przed sobą ogromne stosy złotych monet w jakimś otwartym miejscu, chodził po nich bosymi stopami i długo w nich tarzał się całym ciałem”.
Jedyną wojną, którą prowadził, była nieudana wyprawa do Germanii, z której wycofał się w panice, i nie przyniosła nic innego niż schwytanie wygnanego brytyjskiego księcia — choć, sądząc po liście, jaki wysłał do Rzymu w tej sprawie, zdawał się twierdzić, że zdobył wszystkie Wyspy Brytyjskie.
Co do religii, nie owijał w bawełnę: był samopromującym się. Rozkazał sprowadzić do siebie z Grecji słynne posągi bogów i kazał od nich odcinać głowy, zastępując je własnymi. Żądając, by był czczony jako żywy bóg, poświęcił sobie świątynię z posągiem złotym, który codziennie był ubierany w strój, który nosił.
Na jeziorze na południe od Rzymu zbudował dwie gigantyczne łodzie-imprezy pod okiem arystokracji we willach na okolicznych wzgórzach. W pobliżu istniała starożytna świątynia bogini Diany, której kapłanem był uciekły niewolnik znany jako Król Gaju; mógł być zastąpiony dopiero wtedy, gdy inny uciekły niewolnik zabiłby go w pojedynku. Zazdrosny o to, że obecny zajmował tę posadę przez wiele lat, Kaligula zaaranżował atak silniejszemu przeciwnikowi, by go zaatakował.
Według Józefa Flawiusza kazał zainstalować w Świątyni Jerozolimskiej posąg samego siebie jako Jowisza, lecz pod naciskiem przywódców oburzonej społeczności żydowskiej odwołano rozkaz. Następnie, dowiedziawszy się, że Żydzi planują powstanie, jeśli posąg zostanie ustawiony, zmienił zdanie i kazał swojemu niechętnemu gubernatorowi kontynuować plan pod groźbą śmierci.
Zanim to mogło nastąpić, jednak został zabity przez członków swojej Gwardii Pretoriańskiej.
