(RNS) — Za każdym razem, gdy podaję swój numer telefonu, albo gdy dzwonię do kogoś, ludzie zwracają uwagę na mój kod kierunkowy 404. Powoduje to zamieszanie.
Pytają mnie, czy mieszkam w Atlancie. Mówię im, że mieszkam w New Jersey, ale mój numer telefonu pochodzi z Georgii — prawie 25 lat temu, gdy przeprowadziłem się do stanu, który od tamtej pory opuściłem. Mój południowy kod kierunkowy przywarł do mnie, jak pot na czole mężczyzny w Savannah, zalegający w wilgoci sierpniowego dnia.
Kiedy myślę o swojej karierze rabina, zdaję sobie sprawę, że prawie jedną trzecią z niej spędziłem na południe od linii Masona-Dixona. Tak, to obejmuje około 10 lat na Południowej Florydzie — i żebyście nie widzieli Południowej Florydy jedynie jako przedłużenie Long Island, gdy przeprowadziłem się do Miami w 1981 roku, wciąż miała ślady dawnej południowej żydowskiej wspólnoty. Cieszyłem się czasem spędzonym na Południu. Uważam ludzi za serdecznych, wspólnoty za silne, i robiłem tam dobrą robotę.
Jednak nigdy nie pojąłem w pełni socjologii żydowskiej Południa. Słynnie i notorycznie gubiłem sygnały społeczne. Nigdy nie zrozumiałem do końca, co znaczy być Żydem na Południu.
Gdyby tylko usiadł u stóp Nicka Lemanna, z którym prowadziłem rozmowę do naszego podcastu.
Jego nowa książka, „Returning: A Search for Home Across Three Centuries”, opowiada historię jego rodziny żydowskiej pochodzenia niemieckiego, która wędrowała od małej wsi w Dolinie Renu do plantacji cukru w Luizjanie, a następnie do eleganckiego, skomplikowanego świata wysokiego towarzystwa Nowego Orleanu. Odniosła sukces. Zasymilowała się. Wysłali swoje dzieci na Harvard. Budowali piękne domy pod żywymi dębami i organizowali przyjęcia koktajlowe z srebrnymi tacami i kanapkami z kaczką bez skórki chleba.
A jednak, nawet w kulminacyjnym momencie ich sukcesu, wisiała cicha świadomość: akceptacja była realna, ale nigdy niezupełna. On pisze:
Oboje byliśmy wewnątrz i na zewnątrz. Byliśmy od wszystkiego oddaleni. Byliśmy czołowymi członkami lokalnego establishmentu, którzy byli wykluczani z głównych instytucji społecznych samego establishmentu. Byliśmy Żydami, którzy trzymali się z dala od dominującej amerykańskiej kultury żydowskiej. Byliśmy stosunkowo liberalni, według standardów białej Luizjany, co czyniło nas politycznie podejrzanymi tam, gdzie żyliśmy. Byliśmy zamożni, ale przejściowi.
W tym tkwi najważniejsza lekcja obszernej, fascynującej, kochającej książki Nicka: Żydzi Południa nauczyli się, jak być Żydami w Ameryce, na ponad sto lat przed resztą nas. A mają dużo do nauczenia nas o tym, co to oznacza dzisiaj.
Kluczowe słowa tutaj to „tymczasowość” i „warunkowość.” To tak, jakby chrześcijanie Południa mówili: możecie żyć w naszym środowisku kulturowym i możecie myśleć, że jesteście w nim u siebie, ale wszystko to jest wam dane pod warunkiem, że będziecie grzeczni, że się dopasujecie i że znacie swoje miejsce.
Ostre? Tak. Ale prawdziwe.
Kiedyś ta warunkowość leżała w sercu kultury WASP. Wy, Żydzi, możecie być częścią naszego „klubu” — zarówno klubu krajowego, jak i większego klubu społeczeństwa — ale tylko jeśli porzucicie pewne atrybuty swojego judaizmu. W przypadku nowoorleańskich Żydów Reform, te atrybuty obejmowały hebrajski, jidysz, bar micwy lub cokolwiek, co mogłoby was zidentyfikować jako „zbyt żydowskich.”
To była umowa w krainie miętowych julepów i przyjęć z okazji dorastania: Wy, Żydzi, możecie być częścią społeczeństwa, jeśli ….
Ta warunkowość „jeśli” wciąż żyje i rozwija się poza Południem. W pewnych względach jest nawet ostrzejsza niż ta, którą doświadczaliśmy w przeszłości.
Dziś widać tę warunkowość w elitarnej dziedzinie intelektualnej, na kampusach uniwersyteckich, w świecie wydawniczym, a nawet w sytuacjach towarzyskich. Kiedyś obawiano się „bycia zbyt żydowskim”. Teraz to strach przed „byciem zbyt syjonistą” lub, nawet, po prostu „syjonistą.”
To ten sam strach, że możemy się nie dopasować. Choć kiedyś marzono o wejściu do balów panien i elitarnej klubowej sceny Południa, teraz marzy się o byciu liczonym wśród tych fajnych dzieciaków, gładkich, wyrafinowanych, społecznie świadomych. Z tego powodu to książka na czasie. Jak pisze Nick:
Żydzi Południa mamy głęboko utrwalone nawyki umysłu i duszy, które, obawiam się, nasze narody znajdą użyteczne w nadchodzących latach. Jesteśmy wychowywani, by pozostawać niezauważalni, ale to właśnie ten moment, byśmy opierali się temu impulsowi. Czasy wzywają nas do przodu.
Przeczytaj książkę Nicka i posłuchaj podcastu, a potem zapytaj siebie: Jaką cenę zapłaciłeś w swoim pragnieniu dopasowania? A jaką cenę odmówisz płacić już dłużej?
