(RNS) — George Washington, Benjamin Franklin, Thomas Jefferson i John Adams będą jednymi z nazwisk, które słusznie zdominują hołdy, gdy Ameryka obchodzi 250. rocznicę w najbliższych dniach.
Imprezy blokowe, fajerwerki i patriotyczne przemówienia oddadzą hołd tym mężczyznom za przywództwo, odwagę i wizję, które pomogły zrodzić i ukształtować naród taki, jakiego świat wcześniej nie widział.
Jednak stojąc w Londynie przy książce mającej wiek dwa razy większy od samych Stanów Zjednoczonych, zastanawiam się, czy ktoś nie jest pominięty na liście gości 250. rocznicy urodzin Ameryki.
Ten człowiek nie postawił stopy w Ameryce Północnej. Nie podpisał żadnego dokumentu założycielskiego. Umarł tak naprawdę niemal 250 lat przed Deklaracją Niepodległości. Ale istnieje przekonujący argument, że wielka opowieść o naszym kraju wyglądałaby inaczej bez niego.
Pozwólcie, że przedstawię Williama Tyndale’a, człowieka, który pięćset lat temu przetłumaczył Nowy Testament z oryginalnego greckiego na angielski po raz pierwszy.
Księga, na którą właśnie patrzę, jest jedną z zaledwie trzech ocalałych kopii Nowego Testamentu Tyndale’a z 1526 roku. Wydrukowana w Niemczech, została przemycona do Anglii i była już dawno temu przestarzała, gdy Ameryka ogłosiła niepodległość. Dziś leży bezpiecznie za szkłem w słynnej katedrze św. Pawła w Londynie. Przemierzam tu, w Wielkiej Brytanii, krótką serię dokumentalną, podążając śladami Tyndale’a i poznając jeszcze bardziej jego niezwykłą historię.
Na początku XVI wieku dostęp do Biblii mieli jedynie księża, ale Tyndale był przekonany, że zwykli ludzie powinni móc czytać Pismo w swoich językach. Władze kościelne ostro sprzeciwiały się angielskim przekładom, obawiając się, że podważą ustalone autorytety i rozprzestrzenią herezję.
Tyndale się nie zgodził. Jego ambicją była prosta, lecz niebezpieczna. Słynnie powiedział, że jeśli Bóg oszczędzi mu życie, dopilnuje, aby chłop rolny wiedział więcej Pisma niż duchowni, którzy go sprzeciwiali.
Nie mogąc dokończyć pracy w Anglii, uciekł do Niemiec. Działając na wygnaniu, zapoczątkował ruch, który na przestrzeni dziejów zmienił historię. Wspierany przez zespół bogatych biznesmenów i przewoźników, kopie Nowego Testamentu zostały wydrukowane w 1526 roku, a następnie potajemnie przemycone do Anglii, ukryte w ładunkach towarowych.
Kieszonkowa Biblia, którą dziś znamy, narodziła się w praktyce nie z wygody, lecz z konieczności. Jej rozmiar ułatwiał ukrycie i przemycenie.
Władze przeszukiwały książki, a duchowni publicznie je palili. Jednak popyt okazał się nie do powstrzymania. Historycy szacują, że do Londynu dotarło aż 18 000 angielskich Nowych Testamentów.
Misja Tyndale’a ostatecznie kosztowała go życie. W 1536 roku został zustrzonym i spalony na stosie w Belgii po roku w więzieniu.
„Panie, otwórz oczy króla Anglii”, to podobno słynne ostatnie słowa, które wykrzyknął przed śmiercią.
Niesamowite jest to, że mniej niż rok później każda angielska świątynia miała mieć przy ambonie łańcuch na Biblii. Niebawem potem Biblia angielska została wydana z królewską zgodą i stała się dostępna — dla wszystkich. Modlitwa Tyndale’a została wysłuchana. Człowiek zmarł; misja żyła dalej.
Ale to dopiero początek. Arcydzieło Tyndale’a wyruszyło w podróż i dotarło dalej, niż kiedykolwiek sobie wyobrażał.
Jako prezes EEM, organizacji, która rocznie dostarcza ponad 2 miliony Biblii osobom, które ich zażądały, doskonale wiem, jak Pismo nadal przemienia życie ludzi. Dziś jesteśmy jedną z organizacji, która kontynuuje misję Tyndale’a na całym świecie.
Większość ludzi zna Tyndale’a przede wszystkim jako tłumacza Biblii, ale był także jednym z architektów samego języka angielskiego.
„Władze, które rządzą”, „toczyć dobrą walkę”, „znamiona czasów” i „duch pragnie, lecz ciało słabe” to tylko kilka zwrotów, które po raz pierwszy pojawiły się w jego piśmiennictwie.
Przetłumaczył Pismo na angielski, który był jasny, łatwo zapadający w pamięć i piękny. Pięć wieków później te powiedzenia nadal brzmią naturalnie, ponieważ pomogły ukształtować sam język angielski.
Ten wpływ okazał się szczególnie znaczący po drugiej stronie Atlantyku. Kiedy pierwsi osadnicy przybyli do Ameryki Północnej, przynieśli ze sobą nie tylko nadzieje i marzenia — przynieśli Biblie. A te Biblie niosły słowa Williama Tyndale’a.
Biblia Króla Jakuba w dużej mierze opierała się na wcześniejszej pracy Tyndale’a. Szacuje się, że około 80%–90% Nowego Testamentu czerpało bezpośrednio z jego tłumaczenia.
To naprawdę niezwykłe, że księga, która kształtowała moralny kompas narodu i stała się jego fundamentem, podporą i podręcznikiem, została przetłumaczona przez człowieka, który pozostawał nieznany dla większości Amerykanów.
George Washington mawiał, że nie da się rządzić krajem prawidłowo bez Boga i Biblii. Stojąc przed tym pięćsetletnim Nowym Testamentem, zaczynam się zastanawiać, gdzie byłaby dzisiaj Ameryka bez niego. Jak bardzo język biblijny i Pismo ukształtowały tkankę amerykańskiego życia? Gdzie byłyby rodziny i wspólnoty bez Słowa Bożego?
Gdy Ameryka obchodzi 250 lat wolności, słusznie odda hołd żołnierzom, państwowcom i założycielom, którzy zbudowali nasz wielki naród. Ale może powinno również pamiętać o brytyjskim tłumaczu, który pomógł kształtować świat jeszcze przed rokiem 1776.
William Tyndale nigdy nie żył, by zobaczyć Amerykę. Nigdy nie poznał ojców założycieli. A jednak pięć wieków po tym, jak jego Nowy Testament po raz pierwszy się ukazał, i 250 lat po narodzinach Ameryki, jego słowa wciąż rozbrzmiewają po dziś dzień w całym kraju.
Dla człowieka, o którym wielu Amerykanów nie słyszało, to całkiem imponujące dziedzictwo.
To może być najważniejszą postacią nieobecną na obchodach.
(Dirk Smith jest prezesem EEM, chrześcijańskiego ministerstwa, które rocznie publikuje i bezpłatnie dostarcza około 2 milionów Biblii w 35 krajach w ponad 30 językach. Zobacz www.eem.org po więcej informacji. Poglądy wyrażone w tym komentarzu niekoniecznie odzwierciedlają poglądy Religion News Service.)
