(RNS) — 14 sierpnia mężczyzna wtargnął do Nowojorskiej Central Synagogi podczas nabożeństwa Szabatu, uderzył jednego z wiernych, uszkodził mienie sakralne i headbuttował ochroniarza — co ponownie pozostawiło wielu amerykańskim Żydom poczucie kruchości. Następnego dnia islamskie centrum budowane na Long Island zostało zbezczeszczone wandalizmem. „Pieprzyć Islam” było napisane na banerze, który wcześniej brzmiał: „NOWY MECZET WKRÓTCE OTWARTY! GDZIE WIARA I WSPÓLNOŚĆ ŁĄCZĄ SIĘ!”
My — rabin i muzułmański edukator — dowiedzieliśmy się o ataku na synagogę podczas pięciodniowych międzywyznaniowych rekolekcji. Spędziliśmy dni na modlitwie, studiowaniu naszych świętych tekstów i szczerym mówieniu o żałobie, strachu, nadziei i odpowiedzialności — nie jako przedstawiciele konkurujących wspólnot, lecz jako przywódcy duchowi zaangażowani w godność każdej ludzkiej istoty. Kiedy usłyszeliśmy o wandalizmie anty-muzułmańskim po rekolekcjach, podkreśliło to pilność tych rozmów. Nienawiść wyłaniająca się z tych incydentów była brutalnym przypomnieniem, jak wiele pracy nas czeka.
Zaledwie kilka miesięcy wcześniej, 18 maja, wierni Islamskiego Centrum San Diego i jego szkoła dnia zostali zaatakowani w strzelaninie, która zabiła trzy osoby i wstrząsnęła muzułmańskimi społecznościami w całym kraju. Kilka tygodni wcześniej, 12 marca, doszło do ataku z użyciem pojazdu i strzelaniny w Temple Israel, Reformistycznej synagodze w West Bloomfield Township, Michigan.
Różne domy kultu, różni ofiarodawcy, ta sama wiadomość nienawiści i zastraszania.
Dla zbyt wielu amerykańskich Żydów i muzułmanów dziś codzienne czynności wyznaniowe stały się obliczaniem ryzyka. Czy moje dzieci mogą widocznie identyfikować się ze swoim ludem? Czy powinnam nosić kipę w drodze do synagogi? Czy powinnam nosić hidżab w metrze? Czy bezpieczne jest wysłanie mojego dziecka do hebrajskiej szkoły, a mojej córki na piątkowe modły? Czy moja synagoga będzie potrzebowała uzbrojonej ochrony? Czy nasz meczet dostanie kolejne groźby bombowe? To nie są pytania hipotetyczne — to codzienne realia.
Stany Zjednoczone doświadczyły jednego z najsilniejszych wzrostów zarówno antysemityzmu, jak i islamofobii we współczesnej historii. Instytucje żydowskie odnotowały przemoc, nękanie, wandalizm i groźby. Społeczności muzułmańskie doświadczały śmiertelnych ataków, wandalizmu meczetów i bezprecedensowego poziomu dyskryminacji. Narodowe organizacje śledzące nienawiść odnotowują rekordowe lub prawie rekordowe liczby incydentów wymierzonych w obie grupy. Strach stał się wspólnym językiem dla obu.
Trauma po horrendalnym ataku Hamasu w dniu 7 października, militarne działania Izraela w Gazie, polityczna polaryzacja i rosnąca agresywna retoryka publiczna stworzyły klimat, w którym ludzie mylą jednostki z rządami, wiarę z geopolityką, sąsiadów z wrogami. To zamieszanie jest niebezpieczne.
Żydzi amerykańscy nie ponoszą odpowiedzialności za każde działanie rządu Izraela. Muzułmanie amerykańscy nie ponoszą odpowiedzialności za Hamas ani za żadną inną zbrojną organizację.
Jednak obie wspólnoty są coraz częściej oceniane przez te same soczyste soczewki, i obie zadają sobie te same pytania: Czy bezpieczne jest gromadzić się na kult? Czy moje dzieci mogą jawnie identyfikować się ze swoim ludem i praktykować swoją wiarę? Czy bezpieczne jest po prostu być tym, kim jesteśmy?
W obu wspólnotach strach jest realny, podobnie jak ból. Być może największą tragedią jest to, że ten strach tak często nosimy samodzielnie, gdy powinniśmy stawiać mu czoła wspólnie.
Jako przywódcy duchowi wiemy, że nasze wspólnoty nie zawsze zgadzają się w każdej kwestii politycznej. Mamy różne historie, różne narracje i często różne spojrzenia na Bliski Wschód. Jednak wiemy także jedno: żadne niezgodności nie usprawiedliwiają nienawiści, żaden konflikt polityczny nie usprawiedliwia zastraszania amerykańskich Żydów ani amerykańskich muzułmanów, i żadne dziecko nie powinno dorastać, myśląc że ich synagoga czy meczet potrzebują uzbrojonej ochrony wyłącznie z powodu tego, kim są.
Istnieje także inna prawda, którą nasz kraj zbyt często pomija. Ideologia, która zagraża wspólnotom żydowskim, i ta, która zagraża wspólnotom muzułmańskim, są takie same. Przez pokolenia ruchy białej supremacji atakowały Żydów teoriami spiskowymi o władzy i kontroli, jednocześnie przedstawiając muzułmanów jako niebezpiecznych obcych z ukrytym planem — ludzi, którzy nie należą do Ameryki.
Ta sama ideologia napędzała ataki na kościoły czarnych wiernych, gurudwar Sikhów, społeczności imigrantów i wiele innych. Odrzuca ona pluralistyczną demokrację, na której polegały obie nasze religie. White supremacy nie rozróżnia między wspólnotami, które ma zastraszać. Nasz opór również nie powinien ich rozróżniać.
Żydowskie i muzułmańskie organizacje stanęły razem po atakach na domy kultu. Rabini odwiedzali meczety po aktach nienawiści wobec muzułmanów; imamowie stali u boku żydowskich zgromadzeń po antysemickiej przemocy. Razem nasze wspólnoty podjęły współpracę w działaniach na rzecz wyżywiania głodnych, przyjmowania uchodźców, wstawania za prawami obywatelskimi i wzmacniania naszej demokracji.
Zbyt wiele z naszej publicznej dyskusji dzisiaj premiuje oburzenie w relacjach. Media społecznościowe potęgują najgłośniejsze głosy. Retoryka polityczna często pogłębia podejrzliwość zamiast zrozumienia. Każdy akt nienawiści spotyka się z większym gniewem, karmiąc cykl, w którym strach staje się normalny. Nie musi tak być.
Ten moment wzywa ludzi wierzących do moralnej odwagi. Liderzy żydowscy powinni kontynuować bezwzględne potępianie islamofobii — nie dlatego, że to wygodne politycznie, lecz dlatego, że sprawiedliwość domaga się konsekwencji. Liderzy muzułmańscy powinni dalej jasno potępiać antysemityzm w równie wyraźny sposób — nie dlatego, że każdy spór polityczny został rozwiązany, lecz dlatego, że nienawiść wobec Żydów nie ma miejsca w żadnym ruchu na rzecz sprawiedliwości. A członkowie obu wspólnot muszą opierać się tym, którzy zyskują na utrzymywaniu podziałów, w tym sieciom informacyjnym i niecnym grupom interesów.
Możemy opłakiwać życie Palestyńczyków i Izraelczyków. Możemy potępiać wszystkie formy przemocy politycznej — w tym przemoc państw, zbrojnych organizacji i ekstremistów — i sprzeciwiać się cierpieniu cywilów. Możemy opowiadać się za pokojem, odrzucając jednocześnie nienawiść wobec naszych sąsiadów. Najważniejsze, możemy odmówić, by nasz żal stał się bronią kogoś innego. Nasz międzywyznaniowy rekolekcje przypomniały nam o naszej wspólnej ludzkości. Bo nasze wiary uczą, że każde ludzkie życie zostało stworzone z nieodłączną godnością.
Nasze wezwanie dzisiaj jest proste: Obniżmy temperaturę. Odrzućmy politykę strachu. Odrzućmy fałszywy wybór, że bezpieczeństwo jednej społeczności musi kosztować drugą. I zjednoczmy się — Żydzi, Muzułmanie, Chrześcijanie i wszyscy ludzie sumienia — by stawić czoła białej supremacji i każdej ideologii, która dąży do podziału Amerykanów ze względu na rasę, religię czy etniczność.
Przyszłość naszych wspólnot nie zostanie zabezpieczona przez głośniejsze oskarżenia. Zostanie zabezpieczona poprzez głębsze relacje. Antidotum na nienawiść nigdy nie było milczeniem — zawsze było solidarnością. Jeśli będziemy bronić siebie nawzajem z tą samą pilnością, z jaką chronimy nasze synagogi i meczety, nie tylko zapewnimy bezpieczeństwo naszym miejsca kultu. Umocnimy także obietnicę samej Ameryki.

Debbie Almontaser is the founder and chief executive officer of Bridging Cultures Group and was the founding principal of Khalil Gibran International Academy in Brooklyn. Sharon Kleinbaum is senior rabbi emerita of Congregation Beit Simchat Torah in New York and co-founder and board member of New York Jewish Agenda.
