(RNS) — Niedawna relacja Religion News Service zwróciła uwagę na sprzeciw, jaki napotykają duchowni ubiegający się o urzędy — mianowicie duchowni głównego nurtu protestantyzmu ubiegający się o mandaty jako Demokraci.
W artykule „‘Nie są prawdziwymi pastorami’: Duchowni ubiegający się o stanowiska jako Demokraci, Republikanie kwestionują ich wiarę,” Jack Jenkins relacjonuje komentarze wygłoszone w lipcu podczas Szczytu Liderów Rodzin w Des Moines w stanie Iowa. Joe Mitchell, republikanin kandydujący przeciw Lindsay James w drugim okręgu, powiedział, że James „nazywa siebie pastorem.” Następnie ukuł termin, by opisać kandydatów takich jak James i innych progresywnych duchownych kandydatów w innych stanach. „Nazywam ich PINO,” dodał, by opisać ich jako „Pastorzy tylko z nazwy.” To oczywista wariacja skrótu używanego przez Republikanów dla innych Republikanów, którzy nie podzielają twardej konserwatywnej agendy ich lidera: RINO, czyli „Republikanin tylko z nazwy.”
Duchowni ubiegający się o urzędy i pełniący funkcje publiczne od dawna. Metodystyczny pastor Peter Cartwright startował w wyborach do Kongresu z Illinois w 1846 roku przeciw Abrahamowi Lincolnowi, który ubiegał się wówczas o miejsce w Kongresie z ram Whig. Ten wzorzec był powszechny wśród czarnoskórych pastorów — zwłaszcza obecnego senatora Georgii, pastora baptystów Raphaela Warnocka, oraz członka Izby Reprezentantów Missouri Emanuel Cleaver II, pastora United Methodist.
Ale w tym roku dzieje się coś innego. Więcej duchownych ubiega się o stanowiska i wielu z nich należy do głównego nurtu protestantyzmu. Iowa jest dobrym przykładem, gdzie reprezentantka stanu Lindsay James, pastorka z Kościoła Presbiteriańskiego (USA), i senator stanowy Sarah Trone Garriott, duchowna uprawniona w Kościele Ewangelicko-Luterańskim w Ameryce, ubiegają się o miejsce w Kongresie.
Ale zwróć uwagę na powód, jaki podał kandydat republikański, nazywając ich „nieprawdziwymi pastorami.” Nie miało to nic wspólnego z ich pracą w legislaturze ani z rolą kapelanów. Powiedział, że nie są prawdziwymi pastorami, ponieważ „nie wyznają prawdziwego ewangelium Jezusa Chrystusa.” To nie jest odosobniony pogląd pojedynczego polityka. Przez kilka lat skrajna prawica sugerowała, że tylko oni reprezentują prawdziwe ewangelium Jezusa Chrystusa. Tu więc niektórzy posuwają się o krok dalej, by stwierdzić, że ci, którzy podążają za długotrwałymi nurtami chrześcijaństwa, w ogóle nie głoszą ewangelii Chrystusa.
Podobne etykiety są stosowane wobec innych kandydatów duchownych przez ich przeciwników. James Talarico, demokratyczny kandydat do Senatu USA w Teksasie i niedawny absolwent seminarium Kościoła Presbiteriańskiego (USA), został oskarżony o bluźnierstwo. Adam Hamilton, demokratyczny kandydat na senatora USA w Kansas i pastor największego w USA kościoła United Methodist, został uznany za „herezjotę.”
Omówienie kwestii politycznych z perspektywy głównego nurtu protestanckiego może wydawać się publiczności dziwne po dekadach dominacji przekonań, że chrześcijaństwo utożsamia się wyłącznie z jedną stroną opcji politycznych — z najkonserwatywniejszą, w tym z tymi, którzy promują chrześcijański nacjonalizm. To nie zawsze było regułą. Przez większą część XX wieku głos religii w sprawach publicznych pochodził z głównonurtowych protestanckich denominacji i ich liderów, zwykle w kierunku umiarkowanym lub liberalnym. W miarę jak kwestie publiczne stawały się bardziej spolaryzowane, te grupy i liderzy głównego nurtu czasem jawili się równie partyjni jak dzisiejsi konserwatyści.
Konserwatywni ewangelicy w połowie XX wieku zaczęli identyfikować się politycznie z konserwatywnym programem politycznym, znacznie różnym od poglądów wielu ewangelikalnych działaczy z XIX i wczesnego XX wieku w ich postawach społecznych i aspiracjach. To właśnie ewangelicka tradycja z tamtego okresu często ilustrowała postępowe cele zniesienia niewolnictwa, praw wyborczych kobiet, reformy więziennej, edukacji publicznej i troski o ubogich. Nawet prohibicja była wówczas rozumiana jako postępowa przyczyna, będąca częścią ogólnego zaniepokojenia wpływem alkoholu na rodzinę, ubóstwo i przestępczość.
Ale społeczeństwo nie kojarzyło białych ewangelikalistów z zawężoną agendą polityczną przez wiele lat po latach 40., gdyż aktywizm nie był zachęcany wśród białych ewangelikalistów poza kilkoma wybranymi kwestiami, takimi jak alkohole i pornografia. Wszystko to zmieniło się w latach 70. wraz z pojawieniem się Religijnej Prawicy jako siły politycznej. Religijna Prawica stała się nie tylko najgłośniejszym głosem wprowadzenia religijnego języka do debat publicznych, ale także zaangażowała się w praktykę używania „chrześcijańskiego” jako synonimu ich wąskiego i mniejszościowego rozumienia chrześcijaństwa.
Dlatego niektórzy mogą nie kojarzyć chrześcijaństwa z priorytetami Jezusa dotyczącymi ubogich, przybyszy, sprawiedliwości i pokoju, a także z wrażliwością i działaniami na rzecz równości rasowej. Nie oznacza to jednak, że główne denominacje i ich liderzy nie pozostawali w rozmowie, lecz takie głosy nie są już tak nagłaśniane przez media, jak dawniej.
To, co robią ci nowi kandydaci z głównego nurtu protestantyzmu, to to, co czarnoskórzy duchowni politycy, a także wielu czarnoskórych polityków świeckich robią tak dobrze. Oni nie tylko komfortowo mówią o motywacjach wynikających z wiary, lecz ich celem jest służenie dobru wspólnemu, zwłaszcza tym na marginesie.

Kolejnym kandydatem do Kongresu w tym roku jest pastor trzeciego pokolenia, Frederick Douglass Haynes III, pastor kościoła Friendship-West Baptist w Dallas. Jest demokratycznym kandydatem do okręgu 30 w Teksasie. Powiedział Religion News Service, że sukces duchowieństwa Demokratów w wyborach w tym roku jest dowodem na ich „udokumentowaną historię służby na rzecz wspólnoty” i „walkę o ludzi.”
Każdy człowiek religijny, duchowny czy świecki, musi pamiętać, że celem całej służby publicznej jest dobro wspólne. W świecie, w którym tak mało mówi się o dobru całej społeczności, a zwłaszcza o najsłabszych, ci kandydaci rzeczywiście oferują nową i odmienną wiadomość.

Nie wszyscy kandydaci duchowni wybierają wysoką drogę. Tak było w 1846 roku, gdy metodystyczny podróżnik Cartwright startował do Kongresu w Illinois jako Demokrata przeciwko Lincolnowi, Whigowi. Nie była to ich pierwsza kampania. Czternaście lat wcześniej, w pierwszym wystąpieniu Lincolna w wyborach do urzędów publicznych, Cartwright pokonał go o miejsce w Zgromadzeniu Ogólnym Illinois. Tym razem Cartwright miał 24 lata więcej niż Lincoln i stanął przed wyzwaniem jako Demokrat w okręgu Whig.
Dwadzieścia lat po tej kampanii kongresowej Lincoln spojrzałby na nią jako na najmniej złośliwy moment w swojej karierze politycznej. Jednak w tamtym czasie frustrowało go dążenie Cartwrighta do przedstawiania Lincolna jako „skeptyka” i „nierządu.” Zmęczony Lincoln w końcu wydał ulotkę, w której stwierdził, że prawdą jest, iż nie jest „członkiem żadnego kościoła chrześcijańskiego,” ale że „nigdy nie zaprzeczył prawdzie Pisma Świętego” i „nigdy nie wypowiedział się z zamierzonym brakiem szacunku do religii ogólnie, ani do jakiejkolwiek denominacji chrześcijan w szczególności.” To wydawało się rozwiązywać problem, choć wielu jego przyjaciół od dawna życzyło Lincolnowi, aby nie mówił tak często i tak swobodnie o swoich religijnych wątpliwościach.
Oni nigdy nie spotkali się na debacie. Lincoln przypomniał ludziom, że Konstytucja Illinois stanowi, iż „żaden test religijny nie będzie wymagany jako kwalifikacja do żadnego urzędu.” Mieszkańcy okręgu znali obydwu kandydatów doskonale. Lincoln wygrał łatwo.
(Lovett H. Weems Jr. jest emerytowanym wybitnym profesorem przywództwa kościelnego w Wesley Theological Seminary w Waszyngtonie, D.C., i autorem, najnowszym z nich, „An Aura of Hope: United Methodism’s Next Chapter in the United States.” — Wersja niniejszego artykułu po raz pierwszy ukazała się w jego biuletynie Substack, United Methodist Focus. Poglądy wyrażone w tym komentarzu niekoniecznie odzwierciedlają poglądy RNS.)
