(RNS) — James Loeffler był profesorem historii żydowskiej na Uniwersytecie Wirginii w 2017 roku, gdy biali supremiści przemaszerowali przez Charlottesville z pochodniami i wykrzykiwali: „Żydzi nas nie zastąpią.”
Jednak w następstwie gwałtownego i śmiertelnego zgromadzenia Unite the Right — pierwotnie zaplanowanego jako protest przeciwko usunięciu z parku Lee w Charlottesville rzeźby generała Roberta E. Lee — uniwersytet skupił się na zwalczaniu rasistowskiej, antyczarnoskórej bigoterii wyznawanej przez protestujących neonazistów. Antysemityzm tak jawnie wyrażany przez uczestników został niemal całkowicie odsunięty na bok przez uczelnię, Loeffler pisze. A gdy Żydowska Rada Kierownictwa ubiegała się o członkostwo w studenckiej Koalicji Praw Mniejszości, odrzucono ją ze względu na proizraelskie stanowisko. (UVA nie odpowiedziała na prośbę o komentarz.)
Loeffler, który obecnie jest profesorem Historii Żydowskiej Nowoczesnej na Johns Hopkins University, zastanawiał się nad tym pominięciem i postanowił zbadać, jak Amerykanie podchodzili do antysemityzmu w innych kluczowych momentach. Rezultatem była jego nowa książka, „Wyjątkowa Nienawiść: Antysemityzm i Walka o Wolność Słowa we Współczesnej Ameryce”, analiza tego, jak społeczeństwo i sądy radziły sobie z antyżydowskimi wypowiedziami nienawiści od zakończenia II wojny światowej.
Od dwóch antysemickich zamieszek w Chicago z lat czterdziestych XX wieku po walkę o planowany marsz neonazistowski w Skokie w latach siedemdziesiątych na Flodzie Illinois oraz po zgromadzenie Unite the Right w Charlottesville w 2017 roku, książka bada, jak Amerykanie radzili sobie z napięciem między wolnością słowa zapisaną w Pierwszej Poprawce a ochroną praw obywatelskich mniejszości.
W prawie praktycznie w każdej sprawie przed Sądem Najwyższym sędziowie orzekali na korzyść ochrony wolności słowa zagwarantowanej w Pierwszej Poprawce nad antysemickimi wypowiedziami. Ofiary fizycznych ataków antysemickich mają w ostatnich latach możliwość uzyskania odszkodowań pieniężnych od poszczególnych sprawców na mocy stanowych i federalnych przepisów dotyczących przestępstw z nienawiści. Loeffler twierdzi, że to rozwiązanie jest niepełne i nie do końca wymierza sprawiedliwość w stosunku do realnych szkód poniesionych przez ofiary.
Problem stał się jeszcze pilniejszy. Przestępstwa z nienawiści wobec Żydów rosną. Już w poniedziałek (3 sierpnia) raport nowojorskiej policji wykazał, że przestępstwa z nienawiści wobec Żydów wzrosły o 8,5% w Nowym Jorku w tym roku.
Ale Loeffler, będący Żydem, twierdzi, że Amerykanie mają trudności z jasnym mówieniem o antysemityzmie. Częściowo wynika to z faktu, że antysemityzm przecina się z nakładającymi się na siebie tożsamościami dotyczącymi rasy, religii i pochodzenia narodowego. Nie mieści się w konwencjonalnych kategoriach.
RNS przeprowadziło z Loefflerem rozmowę na temat tego ryzykownego momentu, zamieszania Amerykanów wokół antysemityzmu i jego lat nauczania na Uniwersytecie w Wirginii podczas wiecu Unite the Right. Wywiad został skrócony pod kątem długości i jasności.
Dlaczego nazywasz antysemityzm „wyjątkową nienawiścią”?
Czuję, jako historyk, że nasze rozmowy na temat antysemityzmu w Ameryce często idą w błędnym kierunku — nie tylko jeśli chodzi o to, skąd to się bierze i co z tym zrobić, ale przede wszystkim, czym to naprawdę jest i jak odnosi się do innych nienawiści. Pojęcie „wyjątkowej nienawiści” pojawia się często. Często słyszymy, że amerykańscy Żydzi mówią, iż jest to unikalny rodzaj nienawiści, inny od innych z powodu długiej historii antysemityzmu lub z powodu Holokaustu, i powinniśmy traktować go inaczej.
Uważam, że kiedy traktujemy rzeczy inaczej, tracimy okazję, by rzeczywiście zmobilizować społeczeństwo do działania. Musimy tę nienawiść „oddepexceptjonalizować”. Musimy przestać traktować ją jako coś, co jest tak poza ramami historii, że nie da się z tym poradzić. Wiele z tego wynika z naszej niezdolności do zrozumienia jej w relacji do rzeczy takich jak rasizm oparty na kolorze skóry. Chciałem więc uznać jej unikalne cechy, a potem powiedzieć: będziemy musieli spojrzeć na to w kontekście tego, co dzieje się w Ameryce w zakresie religii i rasy na przestrzeni wieków.
Wiele osób twierdzi, że żyjemy w czasie szczytu antysemityzmu w Ameryce, przypominającego Niemcy z lat 30., ale z tego, co czytam w twojej książce, Chicago w latach 40. XX wieku było gorsze niż dzisiaj.
Mamy obraz przeszłości, w którym twierdzimy, że po II wojnie światowej napięcia antysemickie zniknęły. Tak naprawdę nie zniknęły od razu. Panował strach, były uliczne gwałty i na amerykańskim społeczeństwie posuwały się napastnicze, skrajnie konserwatywne siły. Patrząc wstecz na tamtą chwilę powojennych lat czterdziestych, aż do wczesnych lat pięćdziesiątych, myślę, że możemy pamiętać o tym, że były inne momenty, kiedy ludzie naprawdę byli przerażeni, zarówno o to, co może stać się z demokracją, jak i o to, co może stać się z Żydami w Ameryce.
Nie chodzi o zminimalizowanie dzisiejszych problemów ani powagi sytuacji, ale może to pomóc spojrzeć na to w kontekście. Istnieje ciąg wyzwań, z którymi borykają się amerykańscy Żydzi, a jednocześnie występuje także element cykliczny. W chwilach głębokich podziałów, wielkiego stresu i polaryzacji antysemityzm wybucha na jaw w sferze publicznej i staje się realnym problemem.
Historicznie żydowska elita nie chciała zwracać uwagi na antysemityzm. Nazywasz to „strategią kwarantanny”. Wyjaśnij, jak to się pojawiło i w jakim stopniu może to nadal być stosowane.
Jedną z uderzających cech amerykańskich Żydów jest to, że choć postrzegamy siebie jako dumne, głośne, aktywne osoby w życiu publicznym, zawsze istniała ambiwalencja co do tego, jak dokładnie radzić sobie z antysemityzmem. Tak więc w latach czterdziestych powszechną opinią w dużych kręgach żydowskiej elity było to, że lepiej po prostu nie zwracać na to uwagi. Wielu liderów uważało, że nie da się niczego zrobić z tą nienawiścią, poza edukowaniem społeczeństwa w tolerancji. Jeśli wyjdziecie na ulice i ogłosicie, że Żydzi chcą się z tym zmierzyć, nie wspominając nawet o żądaniu, by wszyscy zwrócili na to uwagę, spotka was odzew i zapewne spowodujecie jeszcze większą niechęć. Dyskusja na temat kwarantanny trwa w amerykańskim życiu żydowskim od ponad wieku, a część tej debaty dotyczy idei kwarantanny — że po prostu, jeśli nie rzucimy światła, nie będziemy mieli mediowego zainteresowania, nie będzie aktywności publicznej, nie będzie działań prawnych — to sprawa zniknie.
Podczas wykładu na Uniwersytecie w Wirginii podczas wiecu Unite the Right amerykańska żydowska elita zasadniczo mówiła: ignorujcie tych białych supremacjonistów, nie dawajcie im uwagi, nie idźcie na kontrprotesty. Nie sądzę, że to zadziałało, oczywiście, bo okazało się to tragicznie pustym punktem zwrotnym dla antysemityzmu.
Teraz z kolei przechodzimy do drugiej skrajności. Wielu z tych samych organizacji maluje szeroki obraz i próbuje wywołać alarm wśród ludzi, zamiast dać nam pojęcie, gdzie antysemityzm mieści się w amerykańskim społeczeństwie. Pytania te wracają do tego, o czym wspominałem wcześniej: jak to odnosi się do innych zagrożeń dla mniejszości? Jak to odnosi się do podzielających kwestii politycznych w Izraelu? Jeśli pośpiesznie skupimy się wyłącznie na tym, możemy przegapić kontekst, który pozwoli nam zrozumieć to i zdecydować, co z tym zrobić.
A wiele historycznych pozwów, na przykład tych, które domagały się od Sądu Najwyższego wstrzymania marszu w Skokie, zakończyło się fiaskiem z powodu wolności słowa i kwestii Pierwszej Poprawki. (Sąd odrzucił wstrzymanie marszu, który ostatecznie odbył się w centrum Chicago.) Czy uważasz, że te sądy wydały prawidłowy wyrok?
Kiedy myślę o tych procesach i rozprawach, niektóre zostały rozstrzygnięte słusznie; inne nie. W Skokie istniały wystarczające dowody publicznego niebezpieczeństwa, aby Sąd Najwyższy zajął się sprawą i podzielił wyrok — dopasowując go do większych ograniczeń „czasu, miejsca i sposobu”, o które zabiegają niektóre żydowskie grupy, w dążeniu do lepszej równowagi między wolnością słowa a równą ochroną. Tego rodzaju decyzje nie zniszczyłyby naszej konstytucji.
Piszesz o tym, jak antysemityzm został pogrzebany na UVA po wiecu Unite the Right. Został on postrzegany jako rasistowski atak na Afroamerykanów, jako walka o pomniki Konfederacji, przede wszystkim. Dlaczego tak się stało?
Uważam, że amerykańskie społeczeństwo ma ślepe punkty w kwestii antysemityzmu, ponieważ łączy on zarówno elementy rasowe, jak i religijne, a Żydzi są przeważnie białą mniejszością identyfikującą się z białą rasą, a jednak żyjemy w mocno chrześcijańskim kraju. Wielu ludzi po prostu powiedziało: „Żydzi są biali, więc o co chodzi?” Nastąpiło zrozumienie jedynie częściowych aspektów. Nadal Żydzi napotykają na antysemityzm ujęty w kategorie rasowe. Nastąpiło uproszczenie myślenia, że kolor skóry to jedyny sposób definiowania uprzedzeń. Brakowało prawdziwego sposobu, w jaki antysemityzm napędza tak wiele światopoglądów skrajnej prawicy. Uważam, że jednym z konsekwencji naszego obecnego kryzysu jest to, że wówczas nie podjęliśmy narodowej rozmowy. Pojawiła się pustka.
Chciałbym, aby ta książka pomogła nam prowadzić lepszą rozmowę o złożoności antysemityzmu, zamiast unikać go aż do momentu, gdy wybuchnie w naszej szkole, naszej społeczności lub naszym rządzie, a my będziemy jedynie wskazywać palcami na siebie nawzajem lub czuć, że nie ma spójnej rozmowy o walce z diskriminacją i wolnością słowa.
Nowojorski burmistrz Zohran Mamdani opublikował niedawno wideo, w którym nazywa Benjamina Netanjahu zbrodniarzem wojennym i wyjaśnia, dlaczego nie mógł go aresztować. Wywołało to oburzenie ze strony niektórych żydowskich grup, które określiły to antysemityzmem. Jakie jest twoje zdanie?
Trwa długa debata na temat antysemityzmu, antysyjonizmu i tego, jak są one powiązane. Bez wątpienia wkroczyliśmy w nowy okres, w którym te zjawiska zostały niezwykle nasilone i powiększone przez wojnę w Gazie i na Zachodnim Brzegu. Uważam, że naprawdę spoczywa na nas obowiązek przyjęcia bardziej wyrafinowanego podejścia do tego, jak definiujemy, co jest faktyczną dyskryminacją i nienawiścią, a co czymś, co niektórzy ludzie mogą uznać za politycznie obraźliwe.
To skomplikowana kwestia. Ogólnie rzecz biorąc, jednak, uważam, że mamy obowiązek domagać się, aby jeśli nie chcemy być traktowani jako dodatek lub część Izraela, musimy być przygotowani na to, że ludzie będą traktować Izrael jak każde inne państwo i nie zakładać, że to atak na żydów amerykańskich.
