Podróż życia: amerykański nastolatek – lama buddyjska – został mnichem i studiuje u podnóża Himalajów

W klasztorze u podnóża Himalajów nastoletni buddyjski lama błogosławi tysiącom. Kolejno dotyka pochylonych głów rytualną wazą i pawim piórem, skraplając świętą wodę dla ochrony, oczyszczenia i mądrości. Zatrzymuje się, by uśmiechnąć do dzieci, które patrzą na niego z ciekawością, czcią i zachwytem. Próbował nadążyć za innymi, którzy, podobnie jak on, są nielicznymi wybranymi do złożenia ostatecznego błogosławieństwa.

Zaledwie sześć miesięcy wcześniej, tysiące mil dalej, ten sam młodzieniec był nocami przy komputerze, grając w Madden NFL na swoim Xboxie w domu w pobliżu Minneapolis. Czasem przerywał na przekąski w rolkach pizzy i Diet Coke, albo sprawdzał SMS-y w poszukiwaniu kolejnego spotkania w TopGolf lub Buffalo Wild Wings.

Dwa odrębne światy. Oba to dom Jalue Dorje.

Przeciętny amerykański nastolatek, dorastał kochając muzykę rap, gry wideo i futbol. Jest także aspirującym duchowym liderem, który od młodego wieku był uznawany przez Dalajlambę i innych tybetańskich liderów buddyzmu za reinkarnowanego lamę.

Teraz ma 19 lat. Ukończył szkołę średnią w zeszłym roku i przeniósł się na północ do Indii, by dołączyć do Mindrolling Monastery, około 7 200 mil (11 500 kilometrów) od domu w Columbia Heights. Niedawno przyjechał do Nepalu, by spotkać się z rodzicami, którzy przylecieli z Minneapolis, i uczestniczyć w obrzędach i nauczaniach prowadzonych przez abata klasztoru Shechen.

Szare i złote mnisiowe szaty zastąpiły jego zwykłe bluzy z kapturem i dresy. Ale wciąż cytował Drake’a (rapera) i Shantidevę (8-wiecznego mnicha z Indii). Pod szatami nosił białe Crocsy ozdobione zawieszkami Jibbitz z „The Simpsons”. Często nosił je w klasztorze Shechen, w pobliżu stupy Boudhanath, liczącej około 1 500 lat, jednego z najświętszych miejsc buddyzmu tybetańskiego.

Każdego ranka budził się o świcie. Po modlitwach wychodził z hotelu na zatłoczone ulice Katmandu, wyłożone owocami, kadzidłami i przyprawami, unikając mopedsów w pobliżu wysokiej białej kopuły i iglicy Boudhanath, z kolorowymi tybetańskimi sztandarami modlitwy i malowanymi, czuwającymi oczami Buddy.

Pewnego dnia podszedł do klasztoru i zdjął Crocsy, zanim wszedł do sali modlitewnej przeznaczonej dla mnichów z doktoratami i lamami podobnie do niego. Pachniało kadzidłem. Dźwięk pradawnych instrumentów — cymbałów, dzwonków i bębnów — przeplatał mnichie śpiewy.

Stojąc przed trzema ogromnymi złotymi figurami Buddy, Dorje ukłonił się przed Shechen Rabjam Rinpoche, duchowym zwierzchnikiem klasztoru, i wręczył mu złotą płytkę, symbolizującą cały wszechświat, oraz „khatę” — biały ceremonialny szalik tybetański.

To była pierwsza mandala, czyli ofiara, jaką Dorje złożył od czasu swojej długiej podróży ku wyznaczonej duchowej ścieżce. Jak sam powiedział, był to moment, w którym uświadomił sobie, jak daleko zaszedł.

„To ten właściwy moment, wiesz? Jesteśmy tu i to naprawdę się dzieje — mówi. „Robię to, co spełniła przepowiednia.”

Krąg reinkarnacji sięgający 1655 roku

Odkąd Dalajlama rozpoznał go w wieku dwóch lat, Dorje spędzał ogromną część życia na szkoleniu, by zostać mnichem — na zapamiętywaniu świętych pism, praktykowaniu kaligrafii, przyswajaniu nauk Buddy.

Proces identyfikowania lamy opiera się na duchowych znakach i wizjach. Dorje miał cztery miesiące, gdy został zidentyfikowany przez Kyabje Trulshik Rinpoche, czcigodnego mistrza buddyzmu tybetańskiego. Później potwierdzili go inni lamsi jako osmy Terchen Taksham Rinpoche — pierwszy urodził się w 1655 roku.

Rodzice Jalue Dorje zabierali go, by spotkać się z Dalaj Lambą, gdy ten duchowy przywódca Tybetu odwiedził Wisconsin w 2010 roku. Dalajlama odciął mu kosmyk włosów podczas ceremonii. Zależało mu, by rodzice pozwolili synowi zostać w USA, by doskonalił angielski, a potem wysłali go do klasztoru.

„Z perspektywy moich rodziców, edukacja była naprawdę ważna,” mówi Dorje. „Słuchali słów Jego Świętości; on położył fundament, a oni podejmowali to ryzyko.”

Jako dziecko często zastanawiał się, dlaczego nie może spać dłużej w weekendy i oglądać kreskówek jak inne dzieci. Pewnego dnia, mówił mu tata, „to się opłaci — jak nasiono, które któregoś dnia wykiełkuje.”

Pamiętał wczesne poranki poświęcone recytowaniu i nauce na pamięć. Pamiętał, że ludzie online wątpili, że jest reinkarnowanym lamą, i jak bardzo to martwiło jego rodziców. Pamiętał też ich ciężką pracę, sprzątanie pokoi hotelowych i pranie w szpitalach, by go wychować.

„To nie były same różowe dni i jednorożce każdego dnia,” mówi Dorje. „Pokonaliśmy wiele.”

Znający angielski i tybetański, Dorje wyróżniał się w publicznej szkole. Chociaż oficjalnie w Indiach w 2019 roku dokonano jego enthronizacji jako lamy, rodzice pozwolili mu zostać w USA aż do ukończenia szkoły.

W dzieciństwie często trzymał w pokoju zdjęcie Dalajlamy nad zbiorami DVD z „The Simpsons”, „South Park” i „Family Guy”, obok mangowej serii „Buddha”.

Na stoliku nocnym prowadził dziennik, w którym szkicował plany na to, co chciałby wypróbować jako lewy skrzydłowy w szkolnej drużynie futbolowej. Na jednej ze ścian swojego salonu wisiał plakat z jego zdjęciem z ostatniego roku, w okularach przeciwsłonecznych i w mundurze piłkarskim, z złączonymi kciukami i palcami wskazującymi w geście medytacyjnym.

Miał umowę z ojcem, według której otrzymywał karty Pokémon w zamian za zapamiętywanie pism buddyjskich. Zbierał setki kart, czasem wkładając je do swoich szat podczas ceremonii. „Pamiętam,” mówi, „kiedy po raz pierwszy nauczyłem się tybetańskiego ABC i potrafiłem wyliczyć to z pamięci, tata był bardzo szczęśliwy.”

Miłość do sportu

Dni były długie. Każdego ranka budził się, aby recytować święte ksiegi. Potem szkoła, następnie trening futbolowy. Wracał do domu na korepetycje z historii Tybetu i buddyzmu. Wieczorami ćwiczył kaligrafię lub słuchał raperów. Gdy uzyskał prawo jazdy, jeździł, słuchając Taylor Swift.

Gdyby nie został duchowym liderem, co by nim był? „Dziennikarz sportowy byłby fajny,” mówi. Lubi pisać. Jest zapalonym fanem, kibicuje Atlanta Hawks w koszykówce, Real Madrid w piłce nożnej i Atlanta Falcons w futbolu.

Jego ulubiony sportowiec to amerykańska łyżwiarka Alysa Liu: „Wnosi tyle podejścia, że nie przyćmiewa sportu.” W szkole średniej napisał nagradzany artykuł o Tybecie do szkolnej gazetki.

Na boisku futbolowym jego koledzy chwalili jego pozytywne nastawienie; przypominał im, by dobrze się bawili i zachowywali perspektywę na porażki. Jednak w ostatnim meczu swojego ostatniego sezonu wybuchnął łzami, uświadamiając sobie, że to prawdopodobnie będzie jego ostatni mecz w życiu.

Często pomagał w wydarzeniach reprezentujących lokalną społeczność tybetańską. Na jego osiemnaste urodziny, ponad tysiąc osób zebrało się w Tibetan American Foundation of Minnesota na pożegnalną imprezę przed wstąpieniem do klasztoru w Indiach.

Znajdując własny rytm

NOWOŚĆ: Przynieś więcej zagadek i zabaw na swój tydzień z RNS Games

Pod długim lotem jego myśli wędrowały.

„Myślałem sobie: ‚Kurde! Spóźniłem pierwszy tydzień NFL!’” Spakował tylko kilka rzeczy: słuchawki, laptopa, magazyn o fantasy football i książkę o Guru Rinpoche, indyjskim mistrzu buddyzmu, który wprowadził tantrę w Tybet.

Rodzice polecieli z nim do New Delhi, a potem pojechali na północ do Dehradun, niedaleko podnóża Himalajów, jak na odstawienie na uczelnię. Kupili mu większe łóżko. Pomalowali mu mnisi pokój i postawili ołtarz, przy którym mógł modlić się o świcie i zmierzchu.

Jest jedynakiem i rodzice płakali przy pożegnaniu. Najdalszym i najdłuższym samodzielnym wyjazdem z domu wcześniej był trzydniowy obóz na północy Minnesoty.

„Wszystko, co prowadzi do tego momentu w historii waszych wszystkich wcieleń — miliardów i miliardów wcieleń, które zgromadziliście — prowadzi do waszej rodziny,” mówi Dorje. „Mieć takich rodziców to skutek zasługi z dawnego życia. Ale to nie tylko zasługa z przeszłych wcieleń, lecz także złączenie karmy — i miłości.”

Na początku matka, Dechen Wangmo, martwiła się o swojego wówczas malutkiego syna podczas długich sesji modlitewnych.

„Czy będzie głodny? Co jeśli zasnął?” — wspominała. Martwiła się o niego jako nastolatka: „Jest tulku,” mówi, używając tibetańskiego terminu na reinkarnowanego lamę, „ale to mój syn.”

Na jej ulgę, Dorje kwitł. Podczas gdy jego rówieśnicy uczęszczali na zajęcia z historii, nauk i literatury na amerykańskich uczelniach, on brał lekcje z filozofii buddyjskiej i ćwiczył kaligrafię oraz śpiew mantr w Indiach.

„Trochę odnalazł swoją drogę w klasztorze,” mówi Kate Thomas, jedna z jego nauczycielek w Minneapolis.

Stanie się „przywódcą pokoju”

Pomimo 10-godzinnej różnicy czasu, utrzymywał kontakt z przyjaciółmi w domu poprzez wiadomości tekstowe i WhatsApp. W czasie wolnym składał Lego, szedł do arcade, by zagrać w grę FIFA, i oglądał filmy o superbohaterach Marvela oraz mecze NBA i NFL na swoim laptopie. Szczególnie ekscytował go półczas Super Bowl — „To było niesamowite wystąpienie Bad Bunny — nie będę kłamał!”

To był jego pierwszy raz życia w egzystencji ascetycznej — codziennie jedząc porcję ryżu i soczewicy i piorąc własne ubrania. Ale dopasował się, dogadywał z mnichami z całej Azji, dyskutując o duchowości, kulturze popularnej i sportach.

„Facety, faceci!” mówi.

To pierwszy raz, gdy przebywał wśród innych „tulkusów” — reinkarnowanych mistrzów duchowych w podobnym wieku. Wśród nich był Trulshik Yangsi Rinpoche, 13 lat. Uważany za reinkarnację Kyabje Trulshik Rinpoche — tybetańskiego mistrza buddyzmu, który po raz pierwszy rozpoznał Dorje jako tulku, gdy miał cztery miesiące.

W klasztorze zacieśnili więzi nad swoją miłością do komiksów Tintin. Dorje został jego nauczycielem angielskiego.

„Uważam go za mojego duchowego nauczyciela,” powiedział Dorje po wspólnym posiłku z młodszym lamą. „Jestem głęboko wdzięczny, że mogę odpłacić dług temu, który mnie odnalazł, i podnieść jego angielski.”

Yangsi Rinpoche uśmiechnął się, a potem odrzekł: „On jest moim najlepszym przyjacielem.”

Zaledwie kilka godzin po tym, jak Dorje błogosławił tysiące — w tym swoich rodziców — podczas ostatniego dnia dwunastodniowych rytuałów, rodzina wstała przed świtem, aby odwiedzić starożytne jaskinie Maratika lub Halesi Mahadev, 100 mil (160 kilometrów) na południowy zachód od Mount Everest. Przejechali osiem godzin po drogach gruntowych, przemierzając góry i doliny, by odbyć pielgrzymkę do jaskiń u świętych miejsc zarówno Hindusów, jak i Buddystów.

Po podziwianiu jaskiń Dorje usiadł po turecku na skalnym gruncie obok swojego ojca, Dorje Tsegyal. Modlili się razem, jak czyniło się to niemal codziennie od dzieciństwa.

Po kilku latach kontemplacji i ascezy Dorje ma nadzieję wrócić do Stanów Zjednoczonych, by uczyć w amerykańskiej wspólnocie buddyjskiej w Minnesota, w Nyingmapa Taksham Buddhist Center. Jego celem jest zostać „przywódcą pokoju”, idąc za przykładem Dalajamily, Nelsona Mandel i Gandhi.

To długa droga, która zaczęła się tuż po jego narodzinach. On czuje, że jest gotowy. „To,” mówi, „dopiero początek.”

__

Religijne relacje Associated Press otrzymują wsparcie dzięki współpracy AP z The Conversation US, finansowanej przez Lilly Endowment Inc. AP ponosi wyłączną odpowiedzialność za te treści.

Damian Cisowski
Damian Cisowski
Damian jest autorem artykułów na portalu Dobra Spowiedź, gdzie dzieli się refleksjami na temat wiary, życia duchowego i sakramentu pojednania.

← Wróć do aktualności