Rabin z Nowego Jorku: Dlaczego okłamałem swoją matkę, gdy pytała, czy czułem się bezpieczny

(RNS) — Kłamałem mojej matce wczoraj. Zapytała, czy czuję się bezpieczny po kolejnym ataku w ubiegłym tygodniu na dwóch mieszkańcach Nowego Jorku, z których jeden był Żydem, w Nowym Jork City. Odpowiedziałem jej, że tak. Nawet nie czuję się źle z powodu kłamania. To właśnie ten moment zrobił z Żydów takich jak ja w Nowym Jorku i na całym kraju.

Ataki na Żydów rosną w siłę. Prawie 70% przestępstw z nienawiści wymierzonych w religijno-motywowane uprzedzenia w USA dotyczy Żydów, a stanowią oni tylko około 2% populacji. Około 50% wszystkich przestępstw z nienawiścią — religijnych i innych — w Nowym Jorku w tym roku zostało wymierzonych przeciw Żydom, którzy stanowią jedynie 10% całkowitej populacji miasta. Każdy, kto uważa, że nie ma problemu, szczerze mówiąc, ma problem.

Ktokolwiek myśli, że 91% amerykańskich Żydów czujących się mniej bezpiecznie niż 12 miesięcy temu to po prostu zwariowani, jest skrajnie nieczuły — a przynajmniej współwinny w tworzeniu warunków, które mogą doprowadzić do jeszcze gorszych rzeczy, poprzez akceptację lub usprawiedliwianie tych okoliczności.

Obawa mojej matki o syna noszącego jarmułkę nie jest bezpodstawna ani irracjonalna. Dlatego skłamałem i zapewniłem ją, że wychodzę w czapce. Ja nie noszę czapki. Noszę moją jarmułkę otwarcie, tak jak zawsze.

Kłamałem, bo nie potrafiłem powiedzieć jej, aby się nie martwiła i oczekiwać, że uwierzy. Żyjemy w sytuacjach nieakceptowalnych, których nikt nie powinien tolerować. Nie chciałem sugerować, że jej lęki są bezpodstawne. Wybór padł na ochronę jej spokoju, zamiast uspokajania ją prawdą, której sam nie do końca wierzę.

Wierzę jednak, że ogólnie czuję się w Nowym Jorku całkiem bezpiecznie. Pomimo niepokojących, nieakceptowalnych statystyk czuję, że mogę prowadzić normalne życie. Nie czuję się otoczony codziennym ostrzem nienawiści. Żydzi nie są codziennie ani regularnie atakowani przez nienawiść. Kłamstwo, które powiedziałem mamie, odzwierciedla jednocześnie dwie prawdy: że coś jest naprawdę złe i nie do zaakceptowania, a mimo to większość dni mam się całkiem dobrze.

Żydzi w Ameryce żyją w czasach, które są bardziej niebezpieczne niż od dawna, a jednocześnie Żydzi w Ameryce są również bezpieczniejsi niż Żydzi w większości miejsc przez ostatnie 2000 lat. Nie tylko obie te rzeczy mogą być prawdziwe, obie są prawdziwe, a zdolność do zaakceptowania tej „dwuznaczności” stanowi przynajmniej część klucza do poprawy sytuacji.

Minimalizowanie rosnącego niebezpieczeństwa, które dotyka Żydów, usprawiedliwianie obecnej sytuacji jako zrozumiałej lub nawet uzasadnionej odpowiedzi na związek między judaizmem a syjonizmem, czy przekonanie, że koniec jest bliski dla Żydów amerykańskich — to trzy najczęściej pojawiające się podejścia, które obserwuję w obecną rzeczywistość — wszystkie pogarszają problem. Każde z nich traktuje kryzys jako dowód na to, w co zwolennicy już wierzyli; zamiast rozwiązywać problem, zastępuje to nabożnym użalaniem się.

W zeszłym tygodniu mężczyzna oskarżony został o dźganie Żyda i Azjaty w Nowym Jorku, rzekomo wykrzykując „Allahu Akbar.” To wyrażenie, arabski zwrot oznaczający „Bóg jest wielki”, recytowany przez muzułmanów przez wieki w kontekstach zarówno świętych, jak i codziennych, w ostatnich dekadach stało się również słowem kojarzonym z detonacją bomby, ostrzelaniem lub zadaniem ciosu. To fakt, który jest niewygodny — ale nie powinien być ignorowany.

Możliwe też, że osoba, która to wykrzykuje, cierpi na problemy psychiczne. Obie te kwestie mogą być prawdziwe.

Gdyby ci, którzy szybko uznali religijny apel napastnika do przemocy za tyrady szaleńca, zamilkli i przyznali, że istnieje poważny problem, który dotyczy w dużej mierze Żydów — niezależnie od poglądów ofiar czy sprawcy — to nie byłoby to prawdziwy problem dostrzegany. Liderzy, którzy nie doceniają tego, przygotowują grunt pod kolejne ataki.

Jednocześnie ci, którzy wiedzą, że Żydzi w Ameryce są w większym niebezpieczeństwie niż w dekadach, nie powinni od razu zakładać, że ten atak nie ma nic wspólnego z chorobą psychiczną. Skupianie tak dużej uwagi na antysemityzmie, jakkolwiek realnym, naraża na wrażenie, że to nowa norma amerykańska. Tak nie jest. W większości miejsc w USA publicznie bycie Żydem jest całkowicie bezpieczne.

To, co powinno było się wydarzyć w zeszłym tygodniu, to politycy, w tym burmistrz, nie odwoływanie się od razu do choroby psychicznej jako wyjaśnienia i uznanie realności nienawiści w związku z wiarą w ich mieście. Potrzebowaliśmy także przywódców żydowskich, którzy uspokoją mieszkańców, że atak na Upper West Side w Nowym Jorku był zarówno nie do przyjęcia, jak i odstępstwem od normy, a nie normą. Sprawianie, by ludzie coraz bardziej się bali, nie jest dobrym planem budowania wspólnoty ani zdrowej tożsamości. Choć zwalczanie antysemityzmu ma szczytne pobudki, nie zastępuje życia dumnie jako Żyd, niezależnie od tego, jak każdy z nas definiuje to pojęcie.

Ostatecznie potrzebujemy ludzi, którzy boją się żyć, ale mniejszym strachem. Nie naiwnie, lecz z mniejszym lękiem. Jak mówi słynne hasydzkie pouczenie: „świat cały to wąski most, a najważniejsze, by żyć na tym moście bez lęku.”

Również ważne jest, by ci, którzy są najmniej przerażeni i szybko uspokajają, że takie rzeczy dzieją się z powodu zdrowia psychicznego, realiów politycznych, nieporozumień religijnych itp. — stali się bardziej przerażeni. Potrzebujemy, by zadali sobie pytanie, gdzie zawiedliśmy nas wszystkich, niezależnie od tego, czy jesteśmy Żydami, czy nie. W końcu nikt nie uspokaja się po tym, jak mówi się mu „uspokój się”; często uspokaja się, gdy czuje, że inni poważnie traktują jego lęk i ból, a nie go tłumaczą.

To właśnie dlatego kłamałem mojej mamie. Było to jedyne działanie, które pozwoliło mi potraktować jej ból i strach poważnie, z odległości 2 500 mil. Dlatego nadal noszę moją jarmułkę, nie z powodu sprzeciwu, nie dlatego, że jestem aż tak odważny, lecz dlatego, że wszyscy żyjemy na wąskim moście i życie nigdy nie stanie się lepsze, gdy panuje strach. Ale może i na pewno stanie się lepsze, gdy każdy przyzna się do pełnego obrazu tego, co się dzieje — zwłaszcza wtedy, gdy to odczuwanie jest niekomfortowe do przyjęcia.

(Brad Hirschfield jest rabinem, autorem i prezesem The National Jewish Center for Learning and Leadership (CLAL). Jest także redaktorem-naukowym The Wisdom Daily. Poglądy wyrażone w niniejszym komentarzu niekoniecznie odzwierciedlają stanowisko Religion News Service.)

Damian Cisowski
Damian Cisowski
Damian jest autorem artykułów na portalu Dobra Spowiedź, gdzie dzieli się refleksjami na temat wiary, życia duchowego i sakramentu pojednania.

← Wróć do aktualności