(RNS) — Podczas gdy rośnie świadomość dotycząca poważnego kryzysu humanitarnego na Kubie, w dużej mierze wywołanego amerykańską blokadą paliwową, niewielu zwraca uwagę na szkody, jakie dekady sankcji wywierają na zdolność Kościoła Katolickiego do służby Kubie.
Stany Zjednoczone prowadzą sankcje gospodarcze wobec Kuby od ponad sześćdziesięciu lat. Kongres zaostrzył te sankcje na mocy ustawy Helmsa-Burtona z 1996 roku, rozszerzając kary na niektóre zagraniczne firmy prowadzące interesy z Kubą. Podczas gdy administracja Obamy częściowo złagodziła część ograniczeń, administracja Trumpa, zwłaszcza w drugiej kadencji, ponownie je zaostrzyła, włączając w to zakaz dostaw ropy do Kuby.
Te polityki doprowadziły do głębokiego kryzysu ekonomicznego na Kubie. Nie tylko USA uniemożliwiły dostawy paliwa do kraju — jak dotąd przez miesiące — ale również nałożyły tak surowe kary na firmy międzynarodowe i organizacje pomocowe, że cała kubańska gospodarka ucierpiała. Ostatnia tura środków, wprowadzona 1 maja, zmusiła wycofanie banków międzynarodowych, z których Kuba prowadzi interesy, i wypędziła zagranicznych inwestorów z głównych gałęzi przemysłu kraju, takich jak górnictwo. Każde główne źródło dochodu dla tego kraju zostało teraz zakłócone.
W rezultacie państwo nie może już sobie pozwolić na zakup podstawowych produktów spożywczych, które utrzymują kubańskie gospodarstwa domowe po ulgowych cenach, ani na utrzymanie opieki zdrowotnej czy szkół. Najbezpośredniejszą przyczyną ostrego kryzysu humanitarnego, który teraz ma miejsce, był embargo paliwowe, które drastycznie ograniczyło wytwarzanie energii elektrycznej w Kubie. Cięcia te powodują częste i długie przerwy w dostawie prądu oraz wpływają na każdy aspekt gospodarki i infrastruktury, zwłaszcza szpitale, w tym oczywiście te zajmujące się dziećmi.
Widziałem Kubę inną niż ta sprzed prawie dwóch dekad.
W 2007 roku, będąc prezesem Fairfield University, prowadziłem z zespołem akademicką delegację na Kubę. Wówczas wymiana akademicka była jednym z nielicznych legalnych sposobów, by Amerykanie mogli odwiedzić wyspę. Podczas naszego tygodnia tam spotkaliśmy się z naukowcami z Uniwersytetu Hawajskiego, dziennikarzami i specjalistami medycznymi.
Jako jezuita najważniejszym wspomnieniem z tej wizyty było spędzenie czasu ze wspólnotą jezuitów w Kościele Najświętszego Serca Jezusowego w Hawanie. Ich zabytkowa parafia w historycznym centrum miasta była widocznie zaniedbana przez dekady — ani jezuitom, ani archidiecezji nie brakowało pieniędzy na utrzymanie — lecz duch tej wspólnoty pozostawał nadzieją. Wierzyli, że dialog z kubańskim rządem stopniowo otwiera możliwości poszerzenia duszpasterskiej posługi Kościoła.
To zaś optymizmu było widoczne w Centrum Pedro Arrupe, nowo utworzonym domu rekolekcyjnym jezuitów — w dzielnicy Hawany, która kiedyś była jedną z zamożniejszych — które zostało niedawno odrestaurowane dzięki międzynarodowemu katolickiemu wsparciu. Kubańscy jezuiti zdołali ponownie uporządkować ważny duchowy wymiar posługi jezuitów w samym sercu Hawany. To nie mogłoby się stać bez wiedzy i zgody rządu. Zatem mimo długotrwałych napięć Kościół i kubański rząd zaczęły odnajdywać ograniczone sposoby koegzystencji.
Najważniejszym punktem naszej wizyty było spotkanie z kardynałem Jaime Ortega, arcybiskupem Hawany. Ortega był ostrożnie optymistyczny, że cierpliwy dialog oferuje najlepszą nadzieję na rozszerzenie wolności i służby Kościoła. Słynnie ułatwił wizyty trzech papieży na Kubie: Jana Pawła II, Benedykta XVI i Franciszka. Ułatwił także nawiązanie stosunków dyplomatycznych między Stanami Zjednoczonymi a Kubą w 2014 roku, działając jako pośrednik na prośbę Papieża Franciszka, z prezydentem Barackiem Obamą i kubańskim prezydentem Raúlem Castrem. Podczas trzydziestoletniego kierowania Archidiecezją Hawany nadzorował odnowę kościołów, wzmocnił konferencję kubańskich biskupów i otworzył pierwszy budynek katolickiego seminarium wybudowanego na Kubie od rewolucji kubańskiej w 1959 roku.
Ale dziś te osiągnięcia są pod poważnym naciskiem.
W styczniu kubańscy biskupi ostrzegli, że pogarszające się niedobory energii i trudności ekonomiczne uderzają najciężej w najbardziej narażonych ludzi w kraju. Napisali, że „Kuba potrzebuje zmiany i leży ona w coraz pilniejszym regionie, ale nie potrzebuje więcej cierpienia ani zgryzów,” wzywając rządy do rozwiązywania sporów „poprzez dialog i dyplomację.”
W lutym, papież Leon XIV powtórzył to żądanie, wzywając do szczerego dialogu, który nie pogłębi „cierpień drogich Kubijczyków.” W maju kardynał Michael Czerny, prefekt Dykasterii ds. Promowania Całościowego Rozwoju Człowieka i częsty rzecznik papieża, podkreślił, że trwałe rozwiązania przychodzą poprzez dialog, międzynarodową współpracę i poszanowanie godności ludzkiej, a nie środki pogłębiające cierpienie. Zasugerował, że papież przypomniał nam, iż „żaden stabilny porządek nie wyłoni się z siły broni ani z wywierania presji, która poniża narody.”
Niedawno rząd kubański ogłosił szerokie reformy gospodarcze, znoszące ograniczenia dotyczące inwestycji, własności korporacyjnej i handlu przez prywatnych aktorów. Zamiast bezpośredniego rozdzielania zasobów w celu zarządzania gospodarką, państwo wprowadzi system podatków i zachęt.
Ale te reformy niewiele mogą zrobić, aby złagodzić ogrom szkód powodowanych przez sankcje USA. Żadna ilość większej efektywności gospodarczej w Kubie nie zrekompensuje blokady paliwowej, upadku sieci energetycznej i zamrożenia partnerów handlowych Kuby. Wszystko to wpływa na podstawowe potrzeby, w tym na jedzenie i wodę. Siostra Noemy Ayala, Karmelitanka św. Józefa mieszkająca w Hawanie, powiedziała National Catholic Reporter: „Musimy żyć w niepewności, że prąd może zgasnąć w każdej chwili … a gdy to nastąpi, nie mamy wody, bo pompa nie może ruszyć.”
Kościół doświadcza trudności Kuby razem z innymi. Ostatnio na przykład doniesiono, że siostry, które wypiekają hostie na Komunię Świętą dla większości parafii na Kubie, nie mogą już ich dostarczać, ponieważ nie mogą używać swoich pieców z powodu braku gazu i prądu. Kościoły zwróciły się za granicę o pomoc, po prostu po to, by móc celebrować Eucharystię.
Tymczasem parafianie coraz częściej przychodzą, szukając nie tylko duchowego pocieszenia, ale także podstawowych potrzeb.
Biskup Arturo González Amador, przewodniczący Konferencji Biskupów Kubańskich, powiedział: „Są ludzie, którzy przychodzą i mówią, że nie jedli od kilku dni i nie wiedzą, do kogo się zwrócić. Żywność nie może być przechowywana z powodu braku prądu, a ostatnio podczas nabożeństw (w kościele) dochodziło do częstych omdleń, ponieważ wielu ludzi nie jadło.”
Żadne z powyższego nie oznacza, że rząd Kuby nie ponosi odpowiedzialności za kryzys w kraju. Jednak to obecne polityki USA — dosłownie redukujące kraj do stanu przedindustrialnego — czynią codzienne życie przeciętnych Kubńczyków nie do zniesienia.
My, Amerykanie, musimy zdać sobie sprawę, że kiedy karzemy Kubę, nie karzemy jedynie rządu. Karzemy najbardziej bezbronnych: chorych, osoby starsze, dzieci, najuboższych. A jako katolicy powinniśmy zrozumieć, że karzemy naszych braci i nasze siostry w Chrystusie, nawet gdy starają się służyć potrzebującym, i hamujemy misję Kościoła. A to właśnie w momencie, gdy Kościół staje się jednym z nielicznych sposobów towarzyszenia rodzinom znajdującym się w najtrudniejszej sytuacji, oferując pomoc humanitarną i tworząc przestrzeń do dialogu.
Polityki, które jeszcze bardziej osłabiają zdolność Kościoła do realizowania tej misji, ostatecznie szkodzą tym samym ludziom, których Stany Zjednoczone twierdzą, że chcą wspierać.
(O. Jeffrey von Arx, SJ, jest prezesem emeritus Fairfield University. Widoki wyrażone w tym komentarzu niekoniecznie odzwierciedlają stanowisko Religion News Service.)
