(RNS) — Dawno temu istniało takie czasy, gdy tylko katoliccy biskupi zajmowali się blokowaniem organizacjom prawa do nazywania się katolickimi. Teraz CatholicVote, organizacja wspierająca propagowanie polityczne założona przez obecnego ambasadora administracji Trumpa przy Stolicy Apostolskiej, Briana Burcha, also wchodzi w to zajęcie. Przynajmniej chcą uniemożliwić rywalowi użycie w nazwie wyrazu „katolicki” razem z wyrazem „głos”.
W liście z dnia 22 lipca, wzywającym do zaprzestania działań wysłanym do Catholics Vote Common Good, pełnomocnicy CatholicVote stwierdzili, że „nazwa CATHOLICVOTE i znak CATHOLICVOTE są cennymi aktywami CatholicVote” i zażądali od organizacji zaprzestania używania nazwy „Catholics Vote Common Good.”
Wezwanie do zaprzestania działań może odzwierciedlać dążenie CatholicVote do wykorzystania swojego znaku towarowego w celu wyeliminowania konkurencji w zdobywaniu poparcia wyborczego. Podczas gdy Catholics Vote Common Good naciska na przystępne opieki zdrowotne i mieszkalnictwo, godne wynagrodzenia, przyjazną i ludzką politykę imigracyjną, ochronę środowiska i walkę z zagrożeniami dla demokracji wśród innych postulatów, CatholicVote domaga się legislacji pro-life, wolności religijnej, tradycyjnego małżeństwa i praw rodziców do kwestionowania materiałów LGBTQ w szkołach publicznych i bibliotekach.
A to wszystko zaledwie 104 dni przed zaplanowanymi wyborami śródokresowymi.
Obie organizacje — CatholicVote i Catholics Vote Common Good — są organizacjami typu 501(c)(4), co oznacza, że mają status zwolniony z podatków, lecz darowizny nie podlegają odliczeniu podatkowemu, ponieważ mogą prowadzić działalność lobbingową polityczną.
Zanim pójdziemy dalej, warto powiedzieć kilka słów o prawie w takiej sytuacji. Prawo USA wymaga od posiadaczy znaków towarowych obrony swoich znaków, jeśli chcą je utrzymać. W końcu znak towarowy ma na celu zachowanie odrębności marki. Kiedy prawnicy CatholicVote piszą, że „polityka i praktyka CatholicVote polega na obronie tych aktywów”, ogłaszają całkiem zwyczajny i odpowiedzialny zamiar. Pytanie nie brzmi, czy znak powinien być broniony. Ciekawsze pytania dotyczą tego, dlaczego CatholicVote broni swojej marki w ten sposób i jaki przebieg wydarzeń do tego doprowadził.
Nie jest to zwyczajne dla organizacji rzeczniczych typu 501(c)(4), aby rejestrowały swoje nazwy jako znaki towarowe. Wiele organizacji typu 501(c)(4) o bardziej ogólnym charakterze dokonuje znakowania. Przeważnie są to organizacje działające w środowiskach komercyjnych. Jednak moje własne przeszukiwanie publicznej bazy danych Urzędu Patentów i Znaków Towarowych USA pokazuje, że znakowanie jest mniej powszechne wśród 501(c)(4), które koncentrują się głównie na adwokaturze w sprawach politycznych — tak jak CatholicVote. Zaledwie pięć z jedenastu największych sponsorów zadeklarowało rejestrację znaków towarowych. Trzy z największych ciemnych sponsorów finansowania — Future Forward USA Action, Sixteen Thirty Fund i Working Families Organization — albo nie posiadają znaków towarowych, albo posiadają jedynie martwe znaki.
To ma sens. Organizacje rzecznicze nie mają takiego samego interesu biznesowego jak przedsiębiorstwa komercyjne. Ryzyko pomyłek marek między zwolennikami danej kwestii wydaje się mniej niepokojące niż pomyłki marek między pastami do zębów. Niewielu ludzi byłoby w stanie odróżnić pasty po smaku. Każdy potrafi odróżnić CatholicVote od Catholics Vote Common Good po prostu patrząc na nie.
Czas jest kolejnym powodem, dla którego wszystko to jest interesujące. Wniosek CatholicVote o znak towarowy został odrzucony 24 listopada 2024 r. (dziewięć dni po wyborach prezydenckich, gdy Joe Biden nadal był prezydentem), z ostatecznym odrzuceniem 14 marca 2025 r. (zaledwie 43 dni po rozpoczęciu drugiej kadencji Trumpa). Następnie znak został przyznany przez Urząd Patentów i Znaków Towarowych USA po ponownym rozpatrzeniu 1 października 2025 r. — osiem miesięcy po objęciu drugiej kadencji Trumpa, również po tym, jak nowa administracja zaczęła kampanię zmieniającą służbę cywilną.
Niedługo potem dowiedzieliśmy się o powstających wzorcach kumoterstwa w Departamencie Handlu USA, gdzie mieści się Urząd Patentów i Znaków Towarowych. Ta administracja wierzy w pomaganie swoim przyjaciołom i sobie samemu.
Wśród materiałów złożonych do Biura Patentów i Znaków Towarowych USA wspomagających skuteczną ponowną ocenę znaku CatholicVote znajdujemy artykuły prasowe z nagłówkami: „Trump nominuje prezesa CatholicVote i wojownika kultury na ambasadora przy Stolicy Apostolskiej” oraz „Organizacja CatholicVote popiera Trumpa w prawyborach prezydenckich.” Briana Burcha nominowano na stanowisko Ambasadora USA przy Stolicy Apostolskiej nieco mniej niż miesiąc po odrzuceniu pierwotnego wniosku o znak towarowy. Ogłaszając swoją nominację, Trump napisał na swojej stronie Truth Social, że Burch „dobrze mnie reprezentował podczas ostatnich wyborów, zdobywając więcej katolickich głosów niż jakikolwiek kandydat na prezydenta w historii!”

List nakazujący zaprzestanie działań ze strony prawników CatholicVote zawiera interesujące sformułowanie: „CatholicVote niedawno stało się świadome, że wasza organizacja używa nazwy i znaku 'Catholics Vote Common Good’ w związku z mobilizowaniem katolickich wyborców do udziału w uczestnictwie politycznym.” „Niedawno” to tu interesujące słowo.
Catholics Vote Common Good prowadzi działalność rzeczniczą jako 501(c)(4) od 2018 r. Obie organizacje rywalizowały dość publicznie o katolickich wyborców w Pensylwanii w 2024 r. Obie organizacje i ich przywódcy byli dość często opisywani w tandemie podczas całej kampanii w 2024 r. Ciężko uwierzyć, że CatholicVote, po tak wielu wyszukaniach w Google w celu złożenia wniosku o znak towarowy, dopiero „niedawno” dowiedział się o Catholic Vote Common Good, zwłaszcza jeśli istniałoby uzasadnione podejrzenie, że te organizacje mogłyby się pomylić jedną z drugą.
Ta rywalizacja w 2024 r. o zdobycie katolickich wyborców sugeruje nam w końcu przekonujące, choć niepokojące wyjaśnienie tego, co tu naprawdę może się dziać. Katoliccy wyborcy stanowią znaczący odsetek całego elektoratu. Ogromny odsetek katolickich wyborców popierających Trumpa w 2024 r. był ważnym czynnikiem jego zwycięstwa. Teraz, dla prezydenta będącego w ostatniej, marnującej siły kadencji i zbliżającego się trudnego cyklu wyborczego, tłumienie katolickich głosów, które mogłyby być wyrażone przeciwko Republikanom, mogłoby być istotną częścią ogólnej strategii na środowe wybory. Nie zapominajmy — wiceprezydent J.D. Vance został wysłany, by powściągnąć słowa zarówno Papieża Franciszka, jak i Papieża Leona XIV. Związanie Catholics Vote Common Good w akcję znakową jest znacznie mniej ryzykowną propozycją, która mogłaby przynieść bardziej owocne rezultaty.
Coczekanie do końca lipca na wysłanie do Catholics Vote Common Good wezwania do zaprzestania spowodowało uruchomienie zegarów 30-dniowego i 60-dniowego, zmuszając organizację do rozważenia, czy porzucić własną markę w kluczowych tygodniach cyklu midterm. Ta rozproszenie może jedynie zakłócić ich pracę, niezależnie od tego, czy CatholicVote dotrzyma ukrytej groźby, że wniosi „środki” przed sądy federalne. Wszystko to przynosi korzyść Partii Republikańskiej. Mogło to skłonić CatholicVote do zapomnienia o istnieniu Catholics Vote Common Good na okres dziewięciu miesięcy od przyznania znaku w administracji Trumpa do momentu poinformowania Catholics Vote Common Good o znaku.
Żadne z tych zdarzeń nie dowodzi, że administracja Trumpa zrobiła Brianowi Burchowi i CatholicVote przysługę, przyznając znak towarowy, ani że istnieje ogólny plan, aby utrudniać katolickich wyborców i organizacje, które nie popierają Trumpa. Istnieją jedynie zbiegi okoliczności i pozory. Jednak problem z administracją, która była tak odważna w swoim kumoterstwie i korupcji, polega na tym, że ludzie będą skłonni wierzyć, że jest ona skorumpowana i pomaga swoim kum-plom.
Kłopot z katolicką organizacją rzeczniczą, która jest tak blisko związana z kumnerswo i skorumpowaną administracją, polega na tym, że Kościół Rzymskokatolicki uczy nas czegoś innego. Katolicy wierzą, że polityka nie ma na celu przynoszenia korzyści kumplom ani skorumpowanym interesom. Papież Leo jasno wyraził, jak Kościół katolicki postrzega tę sprawę w swojej niedawnej encyklice — „Polityka ma zadanie ukierunkowywać … [społeczeństwo] … ku dobru wspólnemu.”
Można zauważyć, że istnieje jeszcze wyraźniejszy, bezpośredniejszy sposób powiedzenia, że najważniejszą katolicką cechą polityki jest to, że katolicy głosują dla dobra wspólnego.
(Steven P. Millies jest teoretykiem politycznym i profesorem teologii publicznej oraz dyrektorem The Bernardin Center przy Catholic Theological Union w Chicago. Poglądy wyrażone w tym komentarzu niekoniecznie odzwierciedlają stanowisko Religion News Service.)
