(RNS) — W tym tygodniu muzułmanie na całym świecie świętują Eid al‑Adha, święto uznawane za sakralne, osadzone w ofierze — gotowości oddania tego, co najcenniejsze, w służbie wierze i miłości. 18 maja w Islamskim Centrum San Diego trzech muzułmanów uosobiło to poświęcenie, oddając życie, by ochronić dzieci i całą wspólnotę. Strażnik ochrony oraz wierni zgromadzeni w meczecie wybrali odwagę w obliczu przemocy i uratowali wiele istnień. Jednak społeczność, która ma ten meczet za dom, opłakuje utratę poczucia bezpieczeństwa, świętego miejsca oraz trzech ukochanych żyć, zabitych przez dwóch nastolatków.
Ta strzelanina nie była tylko atakiem na święte miejsce — była atakiem na samą ideę, że wszyscy my, niezależnie od różnic, zasługujemy na życie w bezpieczeństwie i godności. Jako muzułmanka, jako matka i jako osoba, która całe życie budowała mosty ponad granicami wiary i tożsamości, odebrałam wieść jak cios w pierś. Żal jest prawdziwy. Strach jest prawdziwy. Ale równie realna jest nasza determinacja.
To, co wydarzyło się w San Diego, nie jest zjawiskiem nowym. To część schematu, który widujemy raz po raz. Nie możemy już dłużej ignorować tego wzorca. Domy modlitwy — meczety, synagogi, kościoły, gurdwary, świątynie — stały się celem osób, które wierzą, że przemoc może wymazać obecność tych, których uznają za „innych”. Te ataki mają na celu zastraszenie, podzielenie i skłonienie nas do wycofania się. Lubią kłamać, że bezpieczniej jest być odseparowanym.
Nie możemy również ignorować ogólnego klimatu krajowego, który napędza tę przemoc. Gdy bigoteria czerpie ze źródeł Białego Domu i jest potwierdzana przez wysokich rangą liderów Partii Republikańskiej — gdy muzułmanie, imigranci i społeczności kolorowe są przedstawiane jako zagrożenie — daje to nienawiści przyzwolenie na przerodzenie się w czyny przemocy. Kwestionuje człowieczeństwo całych społeczności, zniekształcając ich w karykatury „innego”. Ta retoryka nie ogranicza się do konferencji prasowych czy wpisów w mediach społecznościowych. Rozlewa się w nasze sąsiedztwa, w nasze szkoły, a jak widzieliśmy w zeszłym tygodniu, również w nasze święte miejsca.
Musimy także stawić czoła kolejnej, bolesnej prawdzie: nienawiść nie powstaje w próżni. Strzelcy byli nastolatkami — właściwie dziećmi — kształtowanymi przez stałe dawki strachu i urazy, nauczanymi postrzegania innych jako wrogów. Żadne młode człowieki nie dorastają do takiego poziomu nienawiści bez wpływu otoczenia. Gdy pozwalamy, by bigoteria była bez wyzwań, gdy izolacja zastępuje wspólnotę, gdy nie nauczymy dzieci, jak żyć w różnorodności, tworzymy warunki, w których nienawiść zakorzenia się w ich sercach i objawia w ich czynach. Ich czyny wyrządziły ogromne szkody i muszą zostać pociągnięte do odpowiedzialności — lecz musimy także zmierzyć się ze społeczeństwem, które uczy młodych ludzi przekształcać izolację, urazę i bigoterię w przemoc.
Najsilniejsi jesteśmy wtedy, gdy wybieramy siebie nawzajem. Najsilniejsi jesteśmy, gdy odczuwamy głęboką wiarę, że do siebie należymy.
Przypomina mi to ludzi, którzy zdecydowali się jeszcze mocniej trzymać się swoich wartości w tej potwornej sytuacji. Myślę o społeczności sikhów w Oak Creek w Wisconsin, która kontynuowała gotowanie i karmienie setek osób przybyłych, by im pomóc. Myślę o społeczności żydowskiej w Pittsburghu, która odparła przemocą antysemicką solidarnością i odnowionym zobowiązaniem do przyjęcia nieznajomego. Myślę o rodzinach i ocalałych w Charleston w Południowej Karolinie, którzy żałobę przekształcili w międzynarodowe świadectwo przeciwko rasizmowi i w głęboki przykład przebaczenia.
To nie są jedynie drobne gesty gościnności. To wielkie czyny wyobraźni moralnej. Przypominają nam, że nasze wspólnoty są splecione, że nasze bezpieczeństwo jest wspólne i że nasze wyzwolenie jest związane ze sobą.
Współpraca ponad różnicami nie jest jedynie pomysłem na poprawę nastrojów. To strategia przetrwania.
W nadchodzących dniach wiele osób złoży wyrazy myśli i modlitwy. Są one ważne. Ale ważniejsze jest to, jak wyjdziemy naprzód po tych myślach i modlitwach.
Potrzebujemy wybranych urzędników, którzy bezwarunkowo potępiają nienawiść wobec muzułmanów i wszelkie formy bigoterii religijnej. Potrzebujemy inwestycji w strategie bezpieczeństwa oparte na wspólnotach, które nie karzą marginalizowanych społeczności. Potrzebujemy edukatorów, duchownych i liderów samorządowych, którzy nauczą następne pokolenie, że pluralizm nie jest zagrożeniem — to obietnica. Nie możemy cofnąć szkód, które wydarzyły się w San Diego. Ale możemy ponownie i ponownie wybierać to, co ma rosnąć z tych chwil po horrendalnej nienawiści. Możemy wybrać odwagę zamiast milczenia, więź zamiast izolacji i wspólną ludzkość zamiast narracji, które dążą do podziału i zabicia nas.
(Jenan Mohajir jest wiceprezesem ds. zewnętrznych w Interfaith America, narodowej organizacji non-profit, która wyposaża liderów w umiejętności poruszania się w świecie pluralistycznym. Opinie wyrażone w tym komentarzu nie muszą odzwierciedlać stanowiska Religion News Service.
