Od ponad dwóch tysięcy lat jedno pytanie nie daje spokoju teologom, historykom i wierzącym na całym świecie. Kto naprawdę napisał Biblię? A ściślej: czyje pióro stoi za pierwszymi księgami Starego Testamentu — tymi, które stanowią fundament całej tradycji judeochrześcijańskiej? Przez wieki tradycyjna odpowiedź była prosta: Mojżesz. Później krytyka biblijna od XVIII wieku wykazała, że w powstaniu tekstu uczestniczyło prawdopodobnie kilku autorów. Ale precyzyjne ich zidentyfikowanie — ich stylów, epok — pozostawało pracą długą, hipotetyczną i kontrowersyjną.
W czerwcu 2025 roku międzynarodowy zespół badaczy opublikował w prestiżowym czasopiśmie naukowym PLOS ONE badanie, które może wszystko zmienić. Stosując do Biblii hebrajskiej najbardziej zaawansowane narzędzia sztucznej inteligencji, naukowcy uzyskali wyniki, do których tradycyjnej krytyce biblijnej osiągnięcia zajmowały dziesięciolecia — oraz kilka odkryć, których nikt się nie spodziewał.
Międzynarodowy i nieoczywisty zespół
Projekt skupia obsadę, której zwykle nie spodziewamy się we współpracy. Matematyczka z Uniwersytetu Duke w Stanach Zjednoczonych, Shira Faigenbaum-Golovin. Światowej sławy izraelski archeolog Israel Finkelstein z Uniwersytetu w Hajfie. Francuski teolog protestancki Axel Bühler z Wydziału Teologii Protestanckiej w Paryżu. Fizyk z Uniwersytetu w Tel Awiwie Eli Piasetzky. Informatyk z Uniwersytetu Reichmana Alon Kipnis. I nazwisko, które znaczy w świecie akademickim wiele: Thomas Römer, profesor Collège de France, jednej z najwyższych instytucji intelektualnych Francji.
Matematycy, archeolodzy, teolodzy, fizycy, informatycy. To nie redakcja księgi religijnej — to interdyscyplinarny zespół naukowy z konkretnym celem: wykryć w tekście biblijnym sygnatury autorów niewidoczne dla ludzkiego oka.
Metoda: zmusić do mówienia najbardziej banalne słowa
Punkt wyjścia może wydać się sprzeczny z intuicją. Aby zidentyfikować autora można by się spodziewać, że badacze będą szukać słów rzadkich, charakterystycznych zwrotów, tematów typowych dla każdego z nich. Tym właśnie krytyka biblijna zajmuje się od dwóch wieków, z ograniczonym sukcesem. IA opracowana przez zespół Faigenbaum-Golovin zrobiła coś przeciwnego. Skupiła się na słowach najbardziej powszechnych. Na „i”, „który”, „nie”, „król”. Tych słowach, których żaden ludzki czytelnik nigdy nie zauważa.
Stawka jest statystyczna. Każdy skryba, nawet sobie tego nie uświadamiając, używa tych słów-narzędzi z częstotliwością i w kombinacjach, które są dla niego charakterystyczne. Niczym lingwistyczny odcisk palca. Model IA uczy się rozpoznawać ten odcisk na rozdziałach, których autorstwo badacze już znają. Następnie stosuje go do rozdziałów spornych. I dostarcza odpowiedź — wraz, co jest kluczowe, ze szczegółowym wyjaśnieniem słów i struktur, które doprowadziły go do tego wniosku.
„Jedną z głównych zalet metody jest jej zdolność do wyjaśniania wyników” — podkreślił Alon Kipnis. IA nie ogranicza się do klasyfikowania. Pokazuje swoje rozumowanie. To właśnie odróżnia to badanie od dziesiątek wcześniejszych prób zastosowania uczenia maszynowego do tekstów starożytnych.
Pierwsze odkrycie: trzy ręce, trzy style
Zespół rozpoczął od analizy dziewięciu pierwszych ksiąg Biblii hebrajskiej, czyli tego co bibliści nazywają Enneateuchem: Księgi Rodzaju, Wyjścia, Kapłańskiej, Liczb, Powtórzonego Prawa, Jozuego, Sędziów oraz dwóch Ksiąg Samuela. Pięćdziesiąt rozdziałów posłużyło do wytrenowania modelu, sklasyfikowanych przez badaczy w trzy wielkie tradycje skrybów zgodnie z konsensusem akademickim:
- Najstarsza warstwa Księgi Powtórzonego Prawa (D)
- Historia deuteronomistyczna (DtrH), czyli historyczne narracje od Jozuego do Królów
- Pisma kapłańskie (P) obecne głównie w Księdze Kapłańskiej i niektórych częściach Pięcioksięgu
Pierwszy wynik: model IA potwierdził bez ludzkiej ingerencji to co bibliści twierdzą od ponad stulecia. Teksty deuteronomiczne i Historia deuteronomistyczna są stylistycznie bliższe sobie nawzajem niż pismom kapłańskim. Sam fakt, że taki wniosek wyłonił się automatycznie z czysto statystycznej analizy stanowił spektakularne potwierdzenie dziesięcioleci badań egzegetycznych.
„Odkryliśmy, że każda grupa autorów ma inny styl — co zaskakujące nawet w odniesieniu do prostych i powszechnych słów” — oświadczył profesor Thomas Römer z Collège de France. To zdanie pozornie banalne jest w rzeczywistości zwieńczeniem badań, które zajmują światową elitę krytyki biblijnej od czasów Juliusa Wellhausena w XIX wieku.
Niespodzianki: co IA odkryła a czego nikt nie widział
To w drugiej fazie badania sprawy stają się naprawdę intrygujące. Po wytrenowaniu modelu badacze poddali mu rozdziały, których atrybucja była przedmiotem nierozstrzygniętych debat akademickich. I tu pojawiło się kilka odkryć.
Najbardziej uderzające dotyczy Opowieści o Arce w Księgach Samuela. Ta narracja opowiadająca o losach Arki Przymierza — świętej skrzyni zawierającej Tablice Prawa — jest tradycyjnie uważana za spójną jednostkę literacką. Model IA dostarczył niepokojącego wniosku: fragmenty o Arce w Pierwszej Księdze Samuela nie odpowiadają żadnej z trzech zidentyfikowanych tradycji skrybalnych. Z kolei opowieść o Arce w Drugiej Księdze Samuela wykazuje wyraźne pokrewieństwo z Historią deuteronomistyczną.
W praktyce oznacza to dwie rzeczy. Po pierwsze: w Biblii istniałaby czwarta tradycja autorów, dotychczas niezidentyfikowana przez biblistów, działająca w niektórych fragmentach Pierwszej Księgi Samuela. Po drugie: to co uważano za jeden ciągły tekst zostało w rzeczywistości napisane przez co najmniej dwóch różnych autorów, w odmiennych okresach, prawdopodobnie z różnymi intencjami teologicznymi.
Inne niespodzianki ujawniły się dla fragmentów Księgi Rodzaju dotyczących patriarchów Abrahama i Jakuba, dla fragmentów Księgi Przysłów, Księgi Estery oraz Ksiąg Kronik. Za każdym razem IA pozwoliła zaproponować nowe atrybucje — albo wręcz zakwestionować atrybucje od dawna uznawane przez tradycję akademicką.
Dlaczego to badanie wyznacza punkt zwrotny
Aby zrozumieć wagę tych odkryć, trzeba uchwycić, gdzie znajdowała się krytyka biblijna przed IA. Przez sto pięćdziesiąt lat główna metoda identyfikacji autorów biblijnych opierała się na kryteriach, które sami badacze uznają za częściowo subiektywne: wybory tematyczne, słownictwo teologiczne, sprzeczności narracyjne, dublety. Każdy egzegeta wnosił własną wrażliwość, a wnioski jednej szkoły mogły być kwestionowane przez inną.
Praca zespołu Faigenbaum-Golovin proponuje po raz pierwszy w pełni ilościową i powtarzalną metodę. Każdy badacz na świecie może pobrać kod, zastosować go do dowolnego rozdziału biblijnego i otrzymać ten sam wynik. To zmiana paradygmatu na styku humanistyki i nauk ścisłych.
Israel Finkelstein, współautor badania, podsumował to bez ogródek: „Poza studiami biblijnymi to badanie ilustruje rosnący potencjał IA w naukach humanistycznych. Budując pomost między analizą obliczeniową a badaniem historycznym, wprowadza nowy paradygmat analizy tekstów starożytnych”.
Czego to nie mówi
Istotny niuans, który podkreślają sami badacze. IA niczego nie odkryła w treści teologicznej Biblii. Nie mówi nic o historycznej prawdziwości opisanych wydarzeń, o boskości tekstu, ani o jego duchowym znaczeniu. Robi tylko to, do czego została zaprojektowana: wykrywa statystyczne regularności w częstotliwości słów i identyfikuje różne style pisarskie.
Dla wierzących to nic nie zmienia. Natchniony charakter Pisma Świętego w teologii chrześcijańskiej, podobnie jak żydowskiej, nigdy nie opierał się na założeniu, że wszystkie księgi biblijne miały jednego ludzkiego autora. Nikt nie kwestionuje faktu, że Ewangelie zostały spisane przez czterech różnych ewangelistów. Nowość nie jest więc teologiczna. Jest naukowa i historyczna: wiemy obecnie z bezprecedensową precyzją, jak ten fundamentalny tekst był komponowany, przerabiany i przekazywany przez wieki przez wiele rąk.
A jutro?
Zespół nie zamierza na tym poprzestać. Kilka projektów zostało już zapowiedzianych. Pierwszy polega na zastosowaniu tej samej metodologii do manuskryptów znad Morza Martwego — zwojów odkrytych w Qumran w latach 1947-1956, które zawierają najstarsze znane kopie tekstów biblijnych. Drugi ma na celu rozszerzenie metody na inne starożytne teksty, których atrybucja jest sporna — Homera, niektóre teksty egipskie, inskrypcje asyryjskie.
A poza tekstami starożytnymi Shira Faigenbaum-Golovin wyobraża sobie już praktyczne zastosowania. „Jeśli macie fragmenty dokumentów i chcecie ustalić czy zostały napisane na przykład przez Abrahama Lincolna, ta metoda może pomóc powiedzieć, czy są autentyczne czy są fałszerstwem” — wyjaśniła. Technologia, która pomaga zidentyfikować autorów Biblii, mogłaby już jutro pozwolić wykrywać współczesne fałszerstwa historyczne z naukową precyzją.
To prawdopodobnie ten zwrot jest prawdziwy. Przez dwa tysiące lat Biblia była tekstem, który ludzkość najczęściej przesłuchiwała. Od czerwca 2025 roku stała się tekstem, który nauczył nas inaczej przesłuchiwać wszystkie pozostałe.
