W tym Jom Kipurze pomodlę się za moich nauczycieli

Odbieraj codziennie przemyślane, niezbędne relacje dotyczące religii od RNS. Zapisz się za darmo!

(RNS) — Zvi Levran nie zawsze nazywał się Zvi Levran. Pięćdziesiąt lat temu był Bobem Leveritch i byliśmy razem przyjaciółmi z synagogi na Long Island. Później przeprowadził się do Izraela, porzucił imię „Bob” i stał się „Zvi”. Obecnie jest przewodnikiem turystycznym i świeckim liderem w ruchu Reform w Izraelu. 

W lipcu, podczas obiadu, zadał mi interesujące pytanie: „Co stało się z panem Goldbergiem?”

Pan Goldberg był naszym nauczycielem przygotowującym do konfirmacji. Nie myślałem o nim od ponad dwudziestu lat.

„Jestem całkiem pewien, że zmarł około trzydziestu lat temu,” powiedziałem. „Co skłoniło cię, byś o nim teraz pomyślał?”

Był najlepszym nauczycielem, jakiego mieliśmy w naszych młodszych latach — był kreatywny, a nawet odważny w tym, jak próbował ożywić judaizm i etykę. Po kilku wspomnieniach o nim Zvi powiedział coś, co zostało mi w pamięci: „Szkoda, że nie powiedziałem mu, ile się od niego nauczyłem i ile dla mnie znaczył.”

Zatrzymaliśmy się nad tym na chwilę. Następnie opowiedział mi o „Wiecznym Liście”, koncepcji opracowanej przez Elanę Zaiman. Piszesz komuś list, w którym mówisz mu, jak bardzo na ciebie wpłynął.

Porównuje się to do woli etycznej — starożytnej i nowoczesnej żydowskiej praktyki, w której rodzic zapisuje pod koniec życia wartości i nadzieje, które chce przekazać swoim dzieciom. Wola etyczna żydowska patrzy w przyszłość: tak chcę, abyś żył. „Wieczny List” patrzy wstecz: tak ukształtowałeś to, jak ja żyłem. Zamiast starszego piszącego do młodszego, młody pisze do starszego — nauczycielowi, profesorowi, mentorowi, przewodnikowi, rabinowi, rebbe.

Zvi nigdy nie zdążył napisać swojego listu do pana Goldberga. To właśnie problem z czekaniem.

A to prowadzi mnie do modlitwy Yizkor podczas Jom Kipur.

Podobnie jak wypowiadamy Yizkor za naszych rodziców i innych zmarłych krewnych, powinniśmy także wypowiedzieć Yizkor za naszych ukochanych nauczycieli. To, w pewnym sensie, ten „Wieczny List”, którego nie zdążyliśmy wysłać na czas — więc wypowiadamy go zamiast tego w świątyni, wspólnocie, przed Bogiem.

Istnieje w tym prawdziwa żydowska zasługa z kilku powodów.

Po pierwsze, Biblia słynnie prowadzi genealogie przez pokolenia, używając skrótu, że ktoś „spłodził” inną osobę. Jednak gdy wchodzimy w okres rabiniczny, epokę po Biblii, w której rabini kształtowali żydowskie prawo przez Talmud i inne pisma, nacisk przesuwa się z biologicznego na intelektualne i duchowe generowanie. Nie chodzi już o to, że ta osoba „spłodziła” tę osobę; chodzi o to, że ta osoba „nauczyła” tę osobę.

Wciąż i wciąż w literaturze rabinicznej znajdujemy mędrca uczącego coś „w imieniu” innego rabina, który usłyszał to od innego rabina przed nim. To łańcuch tradycji — i jest on święty.

W prawie żydowskim istnieje także fascynujący wzorzec — w pewnych okolicznościach zaszczyt należny двух nauczycielowi ma pierwszeństwo przed honorem należnym rodzicom.

Powód jest prosty: Mędrcy mówią, że rodzice wprowadzają cię w ten świat, ale twój nauczyciel wprowadza cię w świat przyszły. Twój nauczyciel może pokazać ci wieczność w sposób, jakiego nawet rodzice nie potrafią.

Jak to wygląda i jakie to uczucie, kiedy pamiętasz nauczyciela?

Byłem kiedyś w takiej sytuacji jako rabin. Podczas nabożeństwa Yizkor w Szawuot zobaczyłem w ławkach założyciela naszej synagogi, śp. rabina Eugena Borowitza, który był w czasie naszymu największym liberalnym myślicielem żydowskim naszych czasów. Był moim nauczycielem w Hebrew Union College-Jewish Institute of Religion. 

W moim życiu nikt nie wypełniał dla mnie tylu ról: był moim profesorem w seminarium; był moim pracodawcą, gdy pracowałem dla niego jako asystent redaktora jego intelektualnego czasopisma; lata później stał się moim congregant; stał się moim studentem na zajęciach Tory w sobotnie poranki (wyobraź sobie, że na każdy sobotni poranek przed tobą siedzi najwybitniejszy liberalny żydowski myśliciel!); i w końcu stał się odbiorcą mojej duszpasterskiej troski.

Podczas nabożeństwa poprosiłem wszystkich, by wymienili nauczycieli, którzy wywarli na nich największy wpływ — naszych ukochanych nauczycieli w niebie, jak to ująłem.

Przyszły odpowiedzi: nauczyciel biologii, który zainspirował kogoś do zostania lekarzem, nauczyciel zajęć z nauki jazdy, profesor, który rozświetlił niebo.

Następnie Borowitz wymienił imię, szeptem: Samuel Cohon, który sam nauczał żydowskiej teologii w Hebrew Union College, gdy Borowitz był tam studentem ponad 50 lat wcześniej. 

I wtedy to poczułem: niewidzialny pociąg, iskra, która przeszła od Cohona do Borowitza, od Borowitza do mnie, ode mnie do moich studentów — i jakoś wiem, że od nich dalej do innych.

To jest dzieło wieczności.

W tym tygodniu świat Reform pożegnał Paula J. Reichenbacha, który zmarł w wieku 74 lat po krótkiej walce z ALS. Reichenbach przez długie lata był dyrektorem programów młodzieżowych Reform, nadzorował obozy młodzieżowe — dumę ruchu i zazdrość innych ruchów żydowskich — oraz wyjazdy do Izraela dla nastolatków.

Napisałem o Paulu te słowa:

Nigdy naprawdę nie wiemy ostatecznego zakresu naszej wizji i naszego wpływu. Rabini, kantorzy, nauczyciele, edukatorzy, dyrektorzy obozów — i tak, również pasterze, kapłani, imamowie, wszyscy profesjonaliści religijni: nie zawsze dostrzegamy owoce naszej pracy w momencie jej wykonywania, ani nawet w naszym życiu, zanim ludzie, z którymi pracujemy, wyjdą w świat.

To znacznie dłuższa łuk. To łuk, który trwa nie tylko jedno życie, lecz poza nim. Może sięgać kilku żyć.

A teraz pytam was: kim są nauczyciele, których pamiętacie?

Zróbcie kilka chwil i wymieńcie ich. Niech ich nauki ponownie do was przemówią. 

Oni są waszymi nauczycielami w niebie.

Damian Cisowski
Damian Cisowski
Damian jest autorem artykułów na portalu Dobra Spowiedź, gdzie dzieli się refleksjami na temat wiary, życia duchowego i sakramentu pojednania.

← Wróć do aktualności