Wiara Amerykanów w wojnę to duchowy kryzys, a nie tylko polityczny

(RNS) — Musimy porozmawiać o wojnie.

Stany Zjednoczone wracają do wojny, tym razem na Iranie, a wraz z rozwojem konfliktu będziemy prowadzić ważne i konieczne rozmowy o trwającym konflikcie. Te rozmowy będą mieć miejsce w kościołach i szkołach, przy stołach kolacyjnych i w miejscach pracy, i każda z nich będzie ważna. Jednak obecna i trwająca wojna w Iranie nie jest prowadzona przez inne narody o skłonnościach pokojowych w świecie, który ogólnie cechuje pokój. Bombardowanie Iranu — i nieuniknione irańskie odwety wobec celów w Izraelu i gdzie indziej na Bliskim Wschodzie — dzieje się w kontekście globalnego krajobrazu naznaczonego wojnami w miejscach takich jak Ukraina, Gaza, Wenezuela, Somalia i Jemen. To oznacza, że musimy spojrzeć poza Iranem lub jakimkolwiek innym pojedynczym konfliktem i rozmawiać o samej wojnie. Musimy zadać pytanie, czy przemoc militarna kiedykolwiek może być uzasadniona, czy militarystyczne podejście ma sens i czy wojna kiedykolwiek przynosi uzdrowienie i pokój.

Z jasnym, realistycznym spojrzeniem musimy zmierzyć się z druzgoczącym żalem, zepsuciem i bezsensownym zniszczeniem, jakie przemoc militarna zadaje ludziom, którzy, bez względu na okoliczności polityczne, dzielą z nami wspólną ludzkość — ludźmi, którzy — zgodnie z naukami Jezusa i uniwersalnymi wartościami wspólnej przyzwoitości — są naszymi sąsiadami i duchowymi krewnymi do kochania, a nie wrogami do zabicia.

Takie rozmowy mogą być trudne, szczególnie w Stanach Zjednoczonych, gdzie głęboki podziw dla możliwości zadawania przemocy przenika kulturę. Militarizm — glorifikacja potęgi militarnej i przekonanie, że przemoc militarną da się nas ocalić — nasiąka życiem w Stanach Zjednoczonych. Kultura amerykańska czci tych, którzy służą w mundurach wojskowych. Obrazy militarne postrzegane są jako zasadnicza część niemal każdego patriotycznego wydarzenia. Głosujący Amerykanie nagradzają skandaliczne wydatki na możliwość niszczenia ludzkich istnień, wybierając polityków, którzy chętnie pokrywają koszty skomplikowanych systemów broni wysokich technologii, ale którzy wahają się przeznaczać środki na wyżywienie ubogich, zapewnienie mieszkań naszym bezdomnym sąsiadom czy dostęp do opieki zdrowotnej dla każdego, kto jej potrzebuje. W wielu naszych kościołach śpiewamy hymny przeplatane obrazami krucjowniczymi i teologią wojny. Niewielu z naszych kaznodziejów używa swoich ambon, by wzywać do zakończenia wojny, często z powodu lęku przed jej wyrażeniem.

To musi się zmienić. Każłe społeczeństwo tak obsessyjnie zafascynowane przemocą militarną musi się z tą obsesją rozprawić. Biorąc pod uwagę ograniczone korzyści płynące z przemocy militarnej i skrajne zniszczenia i żałobę, które ta przemoc wywołuje na świecie, musimy zbadać możliwość, że armie nie są konieczne wcale. Musimy przyznać, że wojna rzadko przynosi pokój. Musimy ponownie rozważyć myśl, że niektóre wojny są dobre. Musimy uznać, że siły militarne popełniają znacznie więcej okrucieństw, niż zapobiegają. Musimy policzyć pełny koszt wojny. Musimy dowiedzieć się, jak odplątać nasze dusze od uścisku militarnego myślenia.

Żal, krwawa przemoc, nienawiść, zniszczenie i okrucieństwo, które są utkane w tkaninie wojny, całkowicie niezgodne są z duchem i nauczaniem Jezusa, który zachęca nas, by kochać wrogów i modlić się za tych, którzy nas prześladują (Mateusz 5:44), i który nazywa twórców pokoju błogosławionymi dziećmi Bożymi (Mateusz 5:9) oraz który, w czasie właściwym, wzywa nas do toczonych mieczy na lemiesze i do nieprowadzenia już wojny (Micheasza 4:3, Izajasz 2:2-5). W Ewangeliach Jezus — powtórnie nawiązując do słów z Księgi Kapłańskiej — prosi nas, abyśmy miłowali naszych sąsiadów jak samych siebie (Łukasz 10:27; Marek 12:31) i traktowali obcych tak, jakby był Nim sam Chrystus (Mateusz 25:31-46). Nie możemy praktykować takiej cnoty z bronią. Nikt nie może kochać sąsiada bombą. Nikt nie może osiągnąć pokoju poprzez przemoc militarną.

A wojna jest równie nielogiczna, co niemoralna. Gdyby przemoc militarna była użytecznym sposobem zakończenia konfliktów, zapobiegania okrucieństwom i budowania pokoju między przeciwnikami, jej zniszczenia i spustoszenia mogłyby być uznane za bolesny sposób osiągnięcia czegoś lepszego. Ale wojna nie działa w ten sposób. Wierzenie, że przemoc wojny może stworzyć pokój, jest nielogiczne, ponieważ ignoruje niezwykłą ludzką zdolność do utrzymywania urazy i poszukiwania zemsty. Ignoruje także prostą relację z historii, która pokazuje, że wojny rzadko — jeśli w ogóle — prowadzą do pokoju. Zamiast tego wojny kończą się jednym z dwóch sposobów: albo prowadzą do niewyobrażalnego i nie do zniesienia zniszczenia, albo prowadzą do kolejnych wojen. Żaden z rezultatów nie może, uczciwie mówić, być nazywanym pokojem.

Chociaż grzech przemocy militarnej wciąż trwa, nie musimy być nim zdefiniowani. Z wiarą wierzę, że przemiana jest możliwa. Jako ludzie możemy się zmienić na lepsze. W tradycji chrześcijańskiej wierzymy, że ludzie zostali stworzeni na obraz Boga, i że boska iskra w nas wciąż może płonąć; przez łaskę ta iskra może błyszczeć z niezwykłą wytrwałością.

Nie musimy traktować ludzi, których nigdy nie spotkaliśmy, jako wrogów (w rzeczywistości nie musimy uważać za wrogów tych, których spotkaliśmy). Nie musimy nienawidzić. Nie musimy zabijać ani kaleczyć, ani zostawiać dzieci osieroconych czy rodziców w żałobie, i nie musimy przymykać oczu na takie krwawe sceny w imię patrioty i wsparcia dla żołnierzy. Możemy skierować energię, która wcześniej służyła zniszczeniu, na rzecz pracy nad tym, by ludziom i społecznościom żyło się lepiej. Możemy być lepsi. Możemy być prawym. To jest łaska chrześcijańskiego pacyfizmu.

Ale aby to się stało, musimy rozmawiać o wojnie.

Adapted from “Grace Over Guns: Pursuing Peace in a Militarized World” by Ben Daniel (Herald Press, June 2026). Wszelkie prawa zastrzeżone. Użyto za zgodą.

 

Damian Cisowski
Damian Cisowski
Damian jest autorem artykułów na portalu Dobra Spowiedź, gdzie dzieli się refleksjami na temat wiary, życia duchowego i sakramentu pojednania.

← Wróć do aktualności