„Yesteryear”, jedna z najlepiej sprzedających się powieści w Stanach Zjednoczonych w tej chwili, łączy złośliwy humor z komentarzami kulturowymi, by rozmyślać o religii i ruchu tradwife. To porywająca lektura, co jest tym bardziej imponujące, że autorka Caro Claire Burke debiutuje jako pisarka.
W dalszej części nie podam żadnych punktów fabuły, które nie pojawiają się w opisie na okładce ani w początkowych stronach powieści. Bez spoilerów.
Gdy opowieść się zaczyna, Natalie czuje się, jakby była na szczycie świata. Jej wiejska farma w Idaho, „Yesteryear”, roi się od sukcesów, a rodzina ma powiększyć się z pięciorga dzieci do szóstki. Dzieci, ubrane w preriowy strój, w palecie neutralnych kolorów, pomagają na farmie, a ich wysiłki są bez końca dokumentowane dla milionów jej obserwatorów w mediach społecznościowych. Jej mąż, Caleb, syn ultrabogatego amerykańskiego senatora, który sfinansował ich farmę, przyjął marzenie o kowbojach.
Jak dotąd klimat powieści brzmi jak wariacja na temat Ballerina Farm, słynnej ranczy w Utah, gdzie była baletnica szkolona w Juilliard mieszka teraz z mężem, który jest synem założyciela JetBlue i ich ósemka dzieci. (Poczekaj, dorzućmy dziewiątą: mrugnęliśmy i Neelemanowie przywitali swoją dziewiątą pociechę kilka miesięcy temu.) Wiara rodzinnych Mormonów stanowi cichy, lecz nieustępliwy podkład ich imperium na media społecznościowe.
Zaczynałem czytać „Yesteryear”, będąc ostatnio w Utah, odwiedzając zarówno Ballerina Farm w Kamas, jak i sklep/kawiarenkę w Midway. Nie da się uniknąć podobieństw między farmą Neelemansów a tą z powieści, zwłaszcza w kontekście kuriozalnie wysokich cen ich produktów rolnych. (Mieszanka „Bone Broth Hot Cocoa” — 46 dolarów. Małe opakowanie „Willa Sourdough Starter” — 18 dolarów.)


Jednak jeśli powieść zaczyna się od podobnych wątków — duża rodzina religijna, napędzana dziedziczonym bogactwem, zyskuje sławę w sieci — to życie Natalie i Caleba przybiera mroczniejszy obrót.
To, czego ich obserwatorzy na Instagramie nie widzą, to armia pracowników o niskich płacach, którzy utrzymują zarówno farmę, jak i rodzinę. Nawozy i pestycydy są opryskiwane nocą po ich „organicznych” polach zbiorów. Natalie jest zdystansowana od swoich dzieci, które wychowywane są przez nianie, a ona nienawidzi Caleba.
Caleb jest bezcelowy; Natalie nie jest niczym innym jak zdeterminowana. Dlatego koncentruje się na naprawianiu go, kierowaniu go od naturalnych skłonności (opieka nad dziećmi, zabawa) ku akceptowalnie surowej chrześcijańskiej męskości: rolnictwu. Główna tragedia powieści polega na tym, jak niewłaściwi są oboje do przypisanych im ról płciowych i na ich całkowitej niezdolności do wyobrażenia sobie innego, szczęśliwszego życia. Natalie jest okropną żoną i matką, ale byłaby doskonała w rolach, które są dla niej zablokowane, jak na przykład dyktator małego kraju. Caleb nie ma żadnych zdolności przewodzenia, ale byłby znakomitym nauczycielem przedszkola — praca uznawana za poniższą prawemu chrześcijaninowi.
Właśnie tyle ma miejsce, gdy nagle powieść przeistacza się w opowieść grozy. Natalie budzi się w roku 1855, jakby cofnęła się w czasie na farmę Yesteryear. W przeciwieństwie do nostalgicznie „autentycznej” farmy, którą twórczo organizowała na potrzeby sieci, ta jest całkowicie zniszczona i rozlazła. Jej życie 21. wieku jako tradwife, możliwe dzięki pracy imigrantów oraz nowoczesnym maszynom, przerodziło się w nieustanny cykl prania błotnistej odzieży aż do krwi na knykciach dłoni.
Ludzie również są inni. Jej mąż z 1855 roku, również o imieniu Caleb, to zahartowany, agresywny i dziwnie kompetentny wariant. Jej dzieci nie są jej prawdziwymi dziećmi, choć nadal zwracają się do niej „Mama”. Natalie zaczyna podejrzewać, że została obsadzona w hardcorowym reality show z życia na pograniczu. Jeśli umie odegrać swoją rolę poprawnie, dopóki nie znajdzie sposobu ucieczki, może przetrwać.
POWIĄZANE: Opuszczenie życia Amish. Teraz miliony oglądają, jak gotuje w stroju Amish.
Religia stanowi tło łączące oba okresy czasowe. Natalie z XXI wieku dziękuje Bogu za wszystkie Jego łaski (i zawsze „Jego” pisane z wielkiej litery) i przeprasza Go za liczne, przeklęte monologi, które w powieści pojawiają się w formie kursywy. Natalie z 1855 roku, natomiast, błaga o ratunek i próbuje widzieć bezlitosny krajobraz jako próbę swojej wiary. Cały czas uświadamia sobie, że życie kobiet pod pełnym patriarchytem jest znacznie przerażające niż wersja, którą kpiła online.
Różni recenzenci zwracali uwagę, że postacie nie wydają się nosić jednego rozpoznawalnego nurtu czy denominacji. To jest chrześcijaństwo ewangeliczne, ale rozcieńczony miszmasz. Ma nawet ślady Mormonizmu — na przykład jeden z bohaterów ewangelickich cytuje „doubt your doubts before you doubt your faith” Dietera Uchtdorfa, co Natalie rozpoznaje jako „stare powiedzenie z niedzielnej szkoły”. Nie ma tu wyróżniającej cechy charakterystycznej dla tej odmiany fundamentalistycznego chrześcijaństwa, poza konserwatywnymi rolami płci i polityką MAGA.
To doprowadziło niektórych czytelników do zarzutu, że autor nie zna zbyt dobrze religii, twierdząc, iż nie zagłębia się w żadną konkretną tradycję chrześcijańską, by uczynić opowieść wiarygodną. Ja się z tym nie zgadzam. Powieść trafnie ukazuje, jak płytko amerykańska religia faktycznie się stała. Z perspektywy socjologii religii odzwierciedla to sedno problemu i daje bezkompromisowy portret.
W wywiadzie z Lauren Jackson z The New York Times autorka mówi, że dorastała w rodzinie katolickiej, lecz stworzyła Natalję jako nieokreślonego fundamentalistycznego protestanta. Natalie przyciąga obramowania religii, ale nie jest związana dogmatem teologicznie:
… jej stosunek do religii w pewnym sensie wchodzi i wychodzi. Nie jest osobą przywiązana do doktryny. Nie rozumie Pisma. Jej stosunek jest bardzo transakcyjny.
Czuję, że spędziłem ostatnią dekadę, obserwując, jak ludzie będący u władzy próbują na siebie przywdziewać i zdejmuje elementy religijnej strategii, by zobaczyć, co działa najlepiej.
Przydzielenie Natalie konkretnej denominacji, zauważyła Burke, odciążyłoby czytelników od dostrzeżenia wspólnoty między religijnymi fundamentaliści, takich jak to, że ograniczają kobiety i zajmują się władzą. To także „sugerowałoby więcej inteligencji, niż Natalie ma na temat własnej religii.”
Bingo. Natalie jest representacją milionów innych Amerykanów, którzy lubią ideę religii, ale nie wiedzą o niej zbyt wiele. Mogą mieć kilka Biblii i pamiętać kilka wersetów, ale „chrześcijaństwo biblijne”, które przyswoili, ma zaledwie powierzchowną głębokość.
Sociolodzy religii i politolodzy od lat obserwują tę zmianę. W latach osiemdziesiątych Robert Wuthnow z Uniwersytetu Princeton napisał o „restrukturyzacji amerykańskiej religii”, w ramach której Amerykanie przestali przejmować się różnicami teologicznymi między wyznaniami chrześcijańskimi i zaczęli przejmować się kwestiami politycznymi.
To, co miało znaczenie sto lat temu, to było to, gdzie kościół stał w kwestiach takich jak chrzest niemowląt czy wieczne potępienie. Co ma znaczenie teraz, to gdzie kościół stoi w sprawie Donalda Trumpa.
Teraz polityka prowadzi religię, a nie odwrotnie. Tożsamości polityczne stały się dziwnie stabilne, podczas gdy tożsamości religijne mają tylko ograniczone oparcie w faktycznej religii.
To transformacja, która „Yesteryear” rozumie intuicyjnie. Natalie i rodzina, do której wchodzi w małżeństwo, nie są definiowani przez wiarę chrześcijańską, lecz przez politykę chrześcijańskiego nacjonalizmu. Dopiero gdy nagle zostaje wyrwana z tego świata, zaczyna dostrzegać coś głębszego.
Gdyby powieść miała ostrzeżenie w czarnym pudełku, brzmiałoby ono: Uważaj na to, czego sobie życzysz, Ameryko. Możesz to dostać.
POWIĄZANE: Kwas chlebowy i uległość w imię Boga: Jak treści tradwife łączą kobiecość z antyfeministycznymi ideami
Damian Cisowski
Damian jest autorem artykułów na portalu Dobra Spowiedź, gdzie dzieli się refleksjami na temat wiary, życia duchowego i sakramentu pojednania.
← Wróć do aktualności